Nabierz w płuca haust powietrza i krzycz: 'to dla życia'
Dodaj obawy, że gdy los łaskawy w sumie
Tylko po to by bolało mocniej gdy wszystko runie
Los wszystkich ludzi zapisany jest w niebie,
Nie wierzysz w Boga? Jezus wierzy w ciebie
Zastanawiasz się dokąd iść i po co żyć,
Kiedy zwykłe dni bolą zbyt, przynosząc wstyd.
Potem etap, w którym trudność często tkwi
Weź swoje wyobrażenia i wyrzuć większość z nich
Prócz determinacji nic już się nie liczy od dawna.
Raczej nie bujam się jak po mieście cygan
Za to tutaj się bujam gdy tym wersem rzygam
Wszystkie ważne dla mnie dni wiążą się z tym miejscem,
tu uczyłem życia się, tutaj odnalazłem szczęście
Pierwszy smak po przegranej walce,
pierwszy smak wygranej był moim rewanżem
Znam Cię od tylu lat już w sumie
Choć fakt, nie umiem
Stanąć w tym zacnym tłumie
Posiadaczy ostatnich sumień
Mózg odpala lont, otwiera kluczem rzeczywistość,
A ludzie śpią, niektórzy zmienili się w plastik,
Plastikowe kości, dusze, plastikowe maski
Dni płyną szybko tracąc wyjątkowość.
Zasnąłeś w wagonie metra, niefart idzie w parze,
Wysiadłeś na stacji, której nie ma w rozkładzie
Pustynna noc, pancerny wóz, na oczach noktowizor.
Jedynie podświadomość mówi, że to nie poligon.
Dłonie zaciskasz mocniej na karabinie.
Każdy wiatru podmuch może być tym, od którego zginiesz.
Dziś ma to samo, co wczoraj, co miał dzień przed tym
Jak to jest, że nieoczekiwanie
Centralne ogrzewanie tak splata mi się z przemijaniem
Przekleństwa cedzę przez zęby, jest na co cedzić
Kiedy jesień mnie nachodzi bez zapowiedzi
Ludzie oczekują ode mnie wielu rzeczy
Większości nie otrzymują nie da się zaprzeczyć
Dziś brzuch wylewa mi się lekko zza paska
Zapisuję, kreślę brudną ręką w notatkach
Najpierw zadbaj o zdjęcie, to ci pewnie zajmie chwil parę
Bo na szczęście w gazetach dosyć trudno je znaleźć
Ale masz wolną rękę, ogarniesz temat
Znajdź je w sieci albo weź z okładki - to bez znaczenia
Duże rzeczy, nie małe zmiany.
Każdy nowy dzień teraz mi dodaje wiary.
Wyrzuty sumienia przepijasz kawą,
Nie pamiętasz złych chwil, chcesz zatrzymać radość.
Jedyny Twój przewodnik to światło księżyca w pełni.
Wrócisz, zobaczysz na krzyżach zapięte hełmy.
Brak motywacji nie przesądza wyników
Nadzieja nie wystarcza by się trzymać przy życiu
Intencje to za mało gdy warunki się pogarszają
To nie jest miłe, nie jest dobrze, jest źle o tyle
Że przyszła jesień znowu, ja ją znowu przeoczyłem
I znowu czas mnie nadgryzł ten czas co ma zęby nieliche
A wszystko przez ten kaloryfer
Zaglądamy za horyzont, ty nie byłeś tam choć na chwilę
Na ustach smak cierpkich słów z przeszłości
Zostawiam wam ją, to trio pędzi do nieśmiertelności
Na palcach jednej ręki, bo nie wszystko co się świeci
Wyliczyć tych kilka wartościowych rzeczy
I na drugim końcu świata będę dumny z pochodzenia
Godny reprezentant kraju, nieważne na jakich ziemiach
Ale nie musimy sobie nic mówić, żeby dostrzec w ludziach choćby odrobinę ludzi
Czekam bezwiednie na jakiś znak, chociaż nadzieja blednie
Żyj, kochaj, mów, pisz, co tylko chcesz rób,
Sny są piękne, ale życia przecież nie utkasz ze snu
Miałem dobrych ludzi, kilku ode mnie odeszło
Wpisz niespełnioną punktualność, co pędzi jak Forrest
Ale zawsze musi trafić na korek
Wpisz przekorę, dopisz przy niej,
Że płynie pod prąd nawet kiedy nie wiadomo czy prąd płynie
Uwięziony w schematach własnego myślenia
Miałem spokój, nie musiałem nic zmieniać
Ograniczony tym nie widziałem alternatyw
W pogoni stale za czymś chciałem dogonić stare czasy
Bo komu bije dzwon, temu bije dzwon
Mi jeszcze nie bije, ale perspektywy i tak mam blade
Bo najgorsze ma dopiero nadejść
Mocniej zwiąż sznurowadła, ostatni może być każdy krok, który na tej ziemi stawiasz.
Znowu czas leczy rany nam,
Znowu widzę, że jestem sam,
Znowu znajdę klucze do Bram
I widzą ten mały horyzont z nawet dobrą skalą
Lecz bez szans żeby objąć całość
Robić co się lubi realizować plan
Jednak byłbym głupi gdybym tak jak ty
Wciąż grał wśród ludzi już czas sie obudzić
Pewność siebie - mój sposób na porażkę, stary
Najważniejsze nie płakać, śmiać się gdy krwawisz
Najgorzej się żalić, ja nie lubię w chuj
Jak ktoś mnie słucha nie wpierdalam się z bólem mu
Czasem słowo nic może coś znaczyć,
Dwoje oczy to za mało by zobaczyć
Nie mam siły tłuc się z Tobą, czy truć się Tobą
Czy iść z Tobą w tango, albo jakieś grubsze pogo
Po co mówić do kogoś, kto już dawno ogłuchł
Nie będę walczyć z upiorem, szkoda zachodu
Odnalazłem w sobie siłę, w nią uwierzyłem
Dlatego idę wciąż kładę w to wysiłek
Tylko tak potrafię dojść do celu
Nikomu nie przekazuje nad tą kontrą sterów
Nie urodziłem się by prowadzić tłumy,
Mam zbyt otwarty umysł.
Serce pełne dumy,
Zdarte głosowe struny.
Pierdolić czułe słówka i fałszywe shakehandy
Spojrzeć sobie w oczy - gra świeczki warta
Albo na wieki pogarda jak u Godarda
Patrzę od dawna, jeszcze nie jak pitbull, już jak wilczur
Bo do diabła jestem u siebie wśród nieprzyjaznych tubylców
Jeżeli istnieje na coś płomień nadziei
Uważaj bo go zgasisz, pracuj, o nim nie myśl
Dobra, pogadalim, widzielim nawet drogę w oddali
Ale wypiłim wodę, a to woda co pali
Nie mam schizofrenii, a często słyszę głosy,
zbyt wiele kłamstw, zmarnowanych szans, dosyć!
Widzisz, nie chcę narzekać
Ale szkoda mi paru drobnostek jak wolność słowa czy prawa człowieka
Kilka zachodnich głupot bez znaczenia
Śmierć w imię ojczyzny, ordery w witrynie.
Polska Ciebie potrzebuje, Ty giniesz.
Dziś tylko rodzice pamiętają Twoje imię.
Walcz!
Do dziś trudno tak na wstępie orzec
Ale żyłem z myślą, że jest jakoś późny sierpień może
Wczesny wrzesień, ale mimo wszystko lato w pełni
A tu jesień mi gruchnęła przez grzejnik
25 lat wstecz z tornistrami idą chłopcy
mama mówi nie bierz słodyczy od obcych
Z workiem na kapcie mijam matematyce
do dziś pamiętam zgrzyt jej paznokci o tablice
Znalazłem siebie w tym zgiełku prawd,
Choć nie raz czułem jak tu stawał w miejscu czas,
Nosiłem w sercu nas, Twoją na zdjęciu twarz,
Ale dziś to nie ważne, bo sens już zgasł
Idź po swoje, broń swojej nacji,
Zemsta nigdy nie da satysfakcji
Wcześniej dni nie były często gotowe
Ale dziś biorę moje "dziś" na męską rozmowę
I mówię mu: wiem, że masz wadę, ale chuj z wadą
Przestań tak wypatrywać jutra i spójrz w prawo
Nie rób gestów wrogich, wierz mi na próżno ten mobbing
Na mnie już czas, trudno, co robić
Codziennie włączam stoper po czym liczę ile minut
Minie nim ktokolwiek obcy spojrzy mi w oczy albo nim
Przemknie jemu lub jej choćby półgębkiem
Wciskam gaz, kiedy jadę przez miasto,
Słucham muzyki, kiedy nie mogę zasnąć,
Nas nie ma już dawno, nie będzie już nigdy,
Mam blizny, bo parę chwil po kuło jak igły
Często czuję się samotny wśród obcych
Mój charakter nigdy nie był prosty
Bez zwykłych emocji popadam ze skrajności w skrajność
Nie mam współczucia w sobie, mam moc, chcesz to dam ją
Dawno temu i nie prawda, czasy podstawówki
chcieliśmy wrzucić żabę do sokowirówki
Zamiast ją mijać poczuj rzeczywistość
Dla niektórych przeszłość to przyszłość
Teraźniejszość przecież jej nie ma
To co mówię teraz właśnie powiedziałem czy nie tak?
Zostaw już te wspomnienia, znam je w stu procentach
Pewnie, że pamiętam! Co mam nie pamiętać?!
Zostawiam pusty śmiech głupcom i ignorantom
Nawet, gdy zostanę sam będę wierzył, że warto
Schylić głowę nisko, gdy wypada, czuć łzy na policzkach
Możesz nie wierzyć, ale wszystko daje się wykonać.
Miasto jest pełne jadowitych żmij i węży
Poznasz źródło leku wtedy go zwyciężysz
Wciąż liczysz na specjalne traktowanie,
Po drodze gubisz szacunek dla siebie samej.
Wstyd niewiele znaczy, wiele nie tracisz.
Z orbity marzeń prosto o ziemię po sprawie
dziś życie koncentruje się w osiedlowym pubie
Dziś to tylko parę dni z kalendarza,
Do których nie wracamy, no cóż tak się zdarza
Czujesz ból? No to dzwoń po lekarza,
Ja dzisiaj nie czuje nic, a Ciebie to przeraża,
To nie było tych nerwów warte,
Na szczęście nie mówiłem nigdy: Serwus skalpel,
Jeśli mam coś ciąć, to wspomnienia,
Bo to co między nami, dla mnie jest już bez znaczenia.
Zamiast bolesnej prawdy wybierz czasem cisze
Są słowa, których usta nie powinny mówić, a uszy słyszeć
Czas już na mnie, bo skończę jako denat
A ty przestań skamleć, ja wiem - każdy lekko nie ma
I trudno tak przerwać bachanalia, wiem przecież
Daruj, ale muszę lecieć
Miałeś tyle szans przeoczonych może sam się obronisz
Przed zgubnym wyborem złych decyzji
Bezsporny fakt, tu nie lubi się policji
za to przywiązanie do tradycji
Nie wierzymy w bajki, te czasy już za nami,
Dziś palimy majki i grunt pod ich stopami
Marzysz przymykasz oczy wszystko sie rozmywa
Jest ładniej- chyba
Ale bywa, że widok ostrych krawędzi
Może wielu rozczarować w życiu zaoszczędzić
Chociaż bida czasem piszczy
twarze dumne, cieżko tu żyć ale szkoda umrzeć
Życie jest podłe pamiętaj dziecko
Nie trzeba umrzeć żeby przeżyć piekło
Przyszłość? Nie jestem jej mocno ciekaw
Jeszcze się poodszczekuję prześladowcom i uciekam
To miasto wpada w szał, wybiegam na ulicę,
Ładunek emocji, gdzieś zdetonować krzykiem,
Chusta na twarzy, ludzki czarny kształt,
I tylko oczy błyszczą w ogniu płonących aut`
Brak perspektyw nie znaczy braku marzeń
Możesz mi nie wierzyć, ale miej to na uwadze
Wiesz, mówiłem prawdę nie raz była bolesna,
Przez tą moją szczerość wiele osób mnie skreśla,
Mam to gdzieś, ja wolę być uczciwy,
I nigdy nie pozwolę być podatnym na wpływy
Nie słuchaj instynktu krwi kiedy w żyłach burza,
Mądrość nie czyni z ciebie tchórza
Zwykły dzień jakich tysiąc, mam chytry cel aby słysząc
Jak wyje budzik trochę ten świt ostudzić albo w ogóle go wyciąć
Na balkonach suszy się pranie
sznur ludzi idzie na niedzielne kazanie
Kochane sąsiadki okupują ławki
jeszcze wczoraj młode, jutro grożą im gerbera papki
Jestem prawdziwy, gram otwarte karty,
I nigdy się nie poddam, jak 300 typów ze Sparty
Każde słowo waży, wyciskane jest z pogardą
Tak jakbym rzucał brukiem przed policji szarżą
Z drugiej strony nadzwyczajna przezorność to przekleństwo
Które też psuje widoczność
Realny świat widoczny dookoła nas
Pełen iluzji prawd, więc co jest czym zdecyduj sam
Cały czas życie w jakąś akcję cię pakuje
tu w wielu spojrzeniach, tęsknota za rozumem
Jest postęp w tym ogólnonarodowym ruchu torów
Gdzie rozpęd biorą po to, żeby coś jebnąć jak piorun na oślep
Jest źle, nie było wcześniej mi tak
W kręgosłup jakiś ból mi wszedł i boleśnie tkwi tam
Może dysk mi wypadł, albo bliski i tak zgon
Bo komu bije dzwon, temu bije dzwon
Znam sposoby jak wyjść na zero
I gdy łapią mnie za rękę mówię, że to nie mój kielon
Żaden błazen nie pozbawi nas marzeń, wiesz,
Zróbmy to razem, dźwiękiem, ruchem i obrazem.
Olllson 14/03/2012 22:20:56 [komentarzy 0] Komentuj
WITAM WAS W RZECZYWISTOŚCI !
No przecież nikt nie obiecywał nam, że będzie łatwo.
świat jest w porządku, dla mnie to iluzja.
jestem z miejsc gdzie człowiek pomaga człowiekowi
Czas nas zmienił, a tych naiwnych będzie zmieniał jeszcze bardziej
Nie myśl co inni myślą, tak się nie da
Pomyśl co sam myślisz, kurwa, eureka
Być wiarygodnym i co dzień prawdy głodnym,
zaufania godnym, skromnym i roztropnym.
W pełni wartościowym i ludziom pomocnym -
to są ideały, które warto w sercu nosić.
Tutaj zwykła codzienność to nie fabryka snów
Znów pod koniec miesiąca brakuje kilku stów
To powtarza się tak często jak pełnia i nów
Spójrz mi w oczy i powiedz
czy mam o Tobie marzyć czy zrezygnować
Nie musisz mnie lubić ale nie wchodź mi w drogę
Szepczesz za plecami lecz nie chcesz być mi wrogiem
Spal iluzję, wypełnij pustkę,
Na zawsze odrzuć to, co nieludzkie
To pierwsza kwestia ty bądź jak twierdza
Gdy chcą się zakraść do twego serca
Kilka razy czułem jak grunt leci z pod nóg
Niestabilny puls, w klatce zaczęło kuć
Skórcz ścisnął mi brzuch, był moment prawdy
Gdybym wtedy się nie zbudził duchowo mógłbym być martwy
powiadają, że szczęscie ma tylko głupi,
rozum ma kontrole, jak znasz uczucie furii
Widziałem upadek czułem jak budzi nienawiść
Spotkałem miłość tak silną że może zabić
Znałem przyjaciół którzy potrafili ranić
Wykorzystując to że ktoś ufał im bez granic
Rwany rytm to zerwany film w starym kinie
Miejski syf zagubiony gdzieś po kokainie
Czarno biały styl bo w sumie ciężko rozpoznać
Czy rwany rytm stoi po stronie zła czy dobra
Nigdy nie lubiłem psów, kościoła i rządu
Długi ciągną się za ludźmi jak pogrzebowy kondukt.
Jak głęboko w płuca weźmiesz oddech?,
ciągle blisko... jak daleko zajść mogłeś?
Człowiek kieruje się czasem instynktem błędnie
Czasami powiem coś przez złość, która jest we mnie
Gdzie ten świat co cenił serce, lojalność ?
Z sentymentem ogarnąć tego nie da się już
będą Ci udowadniać wciąż, że jesteś na sprzedaż tu!
Nie bój nic młody ręka na pulsie
Życie to schody w dół albo w górę
To ciężkie łzy, o których nikt nie słyszał
A wyszło tak, że o tych chwilach mówię ci dzisiaj
Trudno o otwartość, o dobre serce
gdy dla uczciwych ludzi życie jest niewdzięczne
Zawiódł mnie brat już, a ratował kolega
Poznałem sukces i jak niewiele trzeba
żeby przy wódce wylądować tam gdzie bieda,
jest tak ogromna że kurwa żyć się nie da
To pierwsza linia frontu, wojenny taniec
Świat jest głuchy na twoje łzy i łkanie
Gdy bije korba, krew kipi w żyłach,
Skutek jest widać w tle leży przyczyna
Czasem ludzie żałują swoich czynów na pewno
ale to, że rozgrzeszamy skurwysynów refleksją
Więc choćbym się nie znalazł w tym miejscu już nigdy
To w sercu mam wspomnienia i blizny
Nieraz nie lubię kogoś, bo coś i to wystarczy
Natura ludzka, burza emocji, uczuć doznań
Czasem już kogoś nie lubię zanim w ogóle go poznam
Znajoma proza życia, bywałem w takich miejscach
O których większość społeczeństwa nie ma pojęcia
Gdzie ból ludzi zadęcza, gniew przysłania radość
Ej ty, weź powiedz mi coś czego nie wiem
Ciężko mnie zaskoczyć, bo swojego jestem pewien
Niczego nie osiągniesz jeśli zwątpisz na starcie
Widzisz tego typa u niego mam poparcie
Dzisiaj wygrywamy z losem kolejne starcie
Jeśli kochasz życie i Bóg nad tobą czuwa
To masz taką siłę że przeżyjesz nawet po tych paru kulach
Wiesz, łatwo jest bliskich skrzywdzić nieświadomie
Łatwiej żyć będąc naiwnym, łatwiej powiedz
Nie stworzył mnie net jak ciebie, twoich kolegów
Twoich hejterów i fanów i beatmaker'ów
Za te wszystkie chwilę z tamtych lat
Za problemy których nigdy nie jest brak
Zdowie brat, tego nigdy za dużo
A zdobyte wtedy nauki do dzisiaj nam służą
Gdzie robię błąd?
Zamiast szczęścia kolejny ślepy traf
By losowi sprzeciwić się
Zostań - to jedyne wyjście
Choć każdemu z nas trupy wysypują się ze szafy
Nie chcę prawić morałów, bo sam nie jestem święty
Gdy z domu wychodzę najczęściej myślę o tym , że nienawidzę rozstań , a kocham powroty
Oprócz zdania moich bliskich nie obchodzi mnie nic
Ty, możesz już iść, weź na forum się wpisz
W to popołudnie kiedy tłum zapełni całe centrum
Pójdę w całkiem inną stronę, bo nie mogę zostać w miejscu
Tu pewność o wierność swych ludzi i oddanie
Dla mnie świętość i sedno sprawy jak w modlitwie amen
Ciągle blisko... jak daleko zajść mogłeś?
Czujesz ten czas, przelicza nas na drobne
I znowu strach co sprawi że sie cofniesz
Powiedz, ile wystarczy by nienawidzić kogoś
Ludzie różną miarę biorą, więc rozejrzyj się wokoło
A idź w chuj z taka śmiercią, ja wierzę w dzień
kiedy przegrani zwyciężą ! Koniec przeprawy przez piekło
Oczy pieklą, to odciśnięte piętno podróży,
tylko kto nam takie piekło wywróżył ?
Kiedyś '99 wąskim przejściem w bramie
Na poddaszu na fotelu siedząc kreślę na kolanie
Widziałem wiele zerwanych filmów
Urwanych rytmów i podartych życiorysów
Widziałem twarze ofiar i najeźdźców typu
Którzy bez skrupułów dobijali przeciwników
Co czuje spętany gdy strach mówi dobranoc
Nikt nie chce za nim stanąć, brak pomocnej dłoni
Boi się, że nikt nie myśli o nim
Każdy z nas ma jedno życie więc czemu ten świat
niektórym to jedno zabiera szybciej?
Nic nie warta jest duma ludzi bez honoru
Dwulicowość to jedna z najpopularniejszych chorób
dookoła przyjaciele dla których przenosiłbym góry,
nie liczył świecidełek ani żadnych bogactw
Wychodzę przed blok, wielu z nas już tu nie ma
Kiedyś się martw, świat wypełnia pustkę na terenach
Ktoś nienawidzi kogoś za to, że ma coś swoją pracą
Podczas gdy on nie robi nic i czeka chuj wie na co
Moja pamięć krzyczy wtedy mogłeś więcej
chwyta mnie za ramię i bierze wstecz gdzieś
robi to za często ja za często tego nie chcę
i wiesz co ? to moje przekleństwo
na niebie gwiazdy przygotowały mi szlak,
to droga... każdy ma swoją jak wroga
nikt nie jest do cna zły, nikt nie jest doskonały
Każdy z nas jest w coś uwikłany,
Iść swoją drogą, wrogom wbijam chuj,
Kto uratuje mnie przed samym sobą?
Teoria orła i resztki, kwestia farta
Życiowy sarkazm, diabeł zna się na żartach
Mam ten jeden moment dziś aby spełnić swój sen
Idę w stronę przeznaczenia, gdzie noc łączy się z dniem
Na pewno znasz takie noce, ten destrukcyjny moment
W którym każda myśl waży grubo ponad tonę
Nie gasną oczy mają błysk prawdy w sobie
A jak to widzę to wszystko mogę
Uporządkowałem świat mam nadzieje, że po raz ostatni,
wepchnąłem go między uszy owijając w kaszmir
dziś czuję jak rozpada się na pierwiastki
uderzając w wewnętrzną powierzchnie twarzoczaszki
dołącz do tego ludzi dzięki którym ten świat wart jest nadal,
jest tak ? jak tak to siadaj i słuchaj...
Widziałem ślady szczęścia w całym tym śmietniku
Które wyglądały jak kropla w Atlantyku
Nie chce pierdolić bzdur, jak masz żyć i co robić
Niektórzy z nas już za życia kopią sobie groby
Mój ból, to najgorsze co mam,
Jak płynąca krew prosto z rozdrapanych ran
Na ręce nie patrzę, sam piorę swoje brudy
Wszystko rozliczy Bóg na skrzyżowaniu dróg obłudy
Kochać kogoś to uczucie, którego nie zamienisz na nic
Świat wtedy jest bez granic, jednak też potrafi ranić
Mam coś co jest cenne życie zawsze mnie kochało
To wiara zawsze była we mnie życie nie zawsze mnie kochało
Teraz jak i sprzed lat życie ten sam ma smak
Osobista spowiedź czasem wzmacnia duchowo
Lepiej krzyczeć o bólu niż chcieć skończyć ze sobą
Czułem takie emocje patrząc na zioma pogrzeb
Wstrzymałem oddech, ciężko zapomnieć
To bezsens chłopaku, mimo całego syfu
Nie rób sobie krzywdy przez rzeczy na które nie masz wpływu
Wewnętrzny głos wciąż pcha nas tam
Gdzieś poza horyzontu linię, poza życia plan
Idziemy tam, gdzie prowadzi nas czas
Ręce w niebo wznoszę aby dotknąć gwiazd
nie cofniesz wahadła choćbyś zsiniał ze złości
a wtedy odwracałem głowę od problemów
odchodziłem pewny siebie nie wiedząc czemu
Życzę Ci byś zawsze potrafił śnić i byś żył pełną piersią
Byś się dobrze bawi, ale by przeważała trzeźwość.
czujesz ten czas,przelicza nas na drobne
i znowu strach co sprawi że się cofniesz
Postawiłam wszystko na to
By mi wyszło z tobą
Zgubiłam dumę i honor
Za swe intencje płacę
Tym, że nie mam nikogo
Zawsze jest chwila ciszy przed uderzeniem burzy
Świat należy do odważnych, nikt nie pamięta tchórzy
Wiem, że czasem sam tonę w morzu złych myśli
I jedyne co z tego mam to psychiczne blizny
Dałem z siebie setkę czy pół, kładąc karty na stół
kładąc żarty na bok, wytrzymując ich wzrok
robiąc skok na ich duszę, sam krok od przepaści
od planów, biznesów do zerwania przyjaźni
Znowu przeklnę kręgosłup nim zasnę
bo zamiast siedzieć prosto pochylam się nad miastem
kumple wiedzą, że garbie się od zawsze,
bo nosze na barkach za duży bagaż doświadczeń
Siadam sam na ławce, spokój wypełnia umysł
obudź się, przemyśl ruchy by się w tym nie pogubić
Przechodzi mnie dreszcz, to wszystko przez stres
Od śmiechu do łez, i tak odnajdę sens
Gniew mi nie pomoże, to na ból nie jest lek
Jesteśmy tacy sami Boże
Zadufani egoiści wygrzani jak ogień
To co budziło trwogę , bawi jak lunapark
Rozpacz zawsze ma przyczynę
a skurwysyństwo przejawia się czynem
Rób to co robisz brat, świat jest dziki
Bo mimo upływu lat nadal żyjemy w dziczy
Budzę się z Tobą rano, uśmiech na twojej twarzy i wiem, że się udało
Pamiętasz stare czasy, jak Michael był murzynem?
Wydaje mi się że ludzie kochali bardziej życie
Pogoń za szelestem nie była wtedy celem
A ziemia kręciła się wolniej o wiele
Sam do siebie mówię i to nie paranoje
Mam silną wolę i chwile słabości jak każdy człowiek
Żyję w pośpiechu, nie liczę tygodni i miechów
W górę emocje puściły, styknęło kilka sekund
Bagno ciągnie, a głupota nie wybiera
Ilu dobrych dzieciaków przywitała już gleba
Ile razy dane było słyszeć nam że wątpią
W naszą wiedzę, intelekt, kryjąc prawdę ze złością.
Nie daj żyć emocjom, bo ludzie widzą zbój,
Zamiast pomocnej dłoni tylko dobiją znów.
Czasem mam czegoś dość, ale nic mnie nie złamie
Mówię, że nie kłamię, siłę mam, jebać lament
można znaleźć swoją małą gwiazdę spośród wielu gwiazd,
wskażę Ci ją palcem byś wiedział ze ją mam właśnie...
Mam paru ziomów, którym nie poszło w życiu
Kilku wybrało ryzyko inni są na odwyku
Zwykły szary dzień, ludzie kolorują wódką
Grosze brutto, rzeczywistość mamy smutną
jak spadnie , pomyśl życzenie co byś życzył?
tego czego nie masz czy to co masz ?
a mógłbyś stracić i nie mieć
i nie wykorzystać jednej z ważniejszych szans...
szansa nie wróci jak czas,
Dzisiaj ideałów mało i miłości do życia
Idę przejść się w nocy, dziś nie ma pogody
Tylko bit bije w sercu krusząc żalu dotyk
mogłem więcej niż ja wtedy miałem to gdzieś
teraz nie mam już jak kiedy widzę w tym sens
Pójdę gdzie tylko zechcesz , tylko pokaż Mi drogę
Niech inni patrzą z boku łapczywie na Nasze szczęście
Poznałem Ciebie, jestem z Tobą, nareszcie
Przeszłości nie odwrócisz, na to nie masz wpływu
Olllson 14/11/2011 20:19:58 [komentarzy 0] Komentuj
Śpieszmy się kochać ludzi, odchodzą za szybko
Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu
Najpierw odstaw Red Bulla, którego pijesz z rana
papierosa, po którego siegasz też nie zapalaj
Odpuść kawę, alkohol, nie skręcaj jointów,
wszystko jest dla ludzi ale zacznij od początku
Masz żal, będziesz miał, przemyśl to teraz,
Los nie wybiera, dziś jest jutro go nie ma,
przebacz, bo innego wyjścia nie masz,
będziesz stał potem nad grobem, bił się w głowę,
ale już Ci nie odpowiem..
Pod perłową peleryną
Chowamy sny zapomniane
Nie mamy czasu na miłość
Nikt nam nie powie, co dalej.
Odwieczne pytanie ludziom dziurę w głowach wierci
czy jak już zamkniemy oczy to jest życie po śmierci?
Zapomniałem co mówiłeś - skądże.
Czasem może nawet to i dobrze.
Pewnego dnia powiesz, że stanąłeś nad jego grobem, na chwilę i byłeś sam, z nim, przypomniałeś sobie czas kiedy to miałeś do niego żal
teraz inny świat, inna rzeczywistość,
gdzieś tam raj, za żywota uśmiech blisko.
Dziś spełniamy swoje sny z czasu, gdy byliśmy dziećmi
Chcemy normalnie żyć czerpać z tego, co najlepsze
Jest jak cień, całe życie w cieniu mnie,
Jak płomień płonie wciąż, owijamy jak wąż.
Nie pamiętam żebym krzywdził zapominam często,
moja wina w tym jest wiesz co ? To nie jest memento.
Często narzekam na to państwo, na rządzące nim buractwo
i że ciągle krucho z kasą, bo nie płacą adekwatnie z pracą
Jestem wrogiem, cudzych sentymentów,
Norm, nakazów, owczego pędu,
Nie wiem jak żyć i nie popełniać błędów,
Wiem co zrobić z długopisem w ręku.
Nie patrząc na nikogo i bez wyrzutów sumienia
Odcinam się od syfu i zmieniam punkt widzenia
Nie szukaj przyczyny, szukajmy rozwiązania
Byś nie musiał więcej pożyczać na oddania
Chyba rozumiesz więc już się nie pytaj,
pamięć zawodna jest, musiałbym wszystko zapisać
Nie pamiętam takich rzeczy,
których chciałbym wiedzieć,
a to tylko mi przeszkadza,
żeby iść przed siebie.
Masz co pielęgnować to zacznij od teraz
Nie produkuj wymówek, bo się nie pozbierasz
Serdecznie pozdrawiam ludzi na oriencie
Nie daj sobie wmówić zeznań na komendzie
I muszę iść i walczyć póki nie spocznę
Bo chce tego co każdy, tylko sto razy mocniej
Miało być łatwiej nieco, dzisiaj to ciężka sprawa
być może kiedyś nie będziemy musieli sobie odmawiać
Trudno ją znaleźć, ona jest złudna,
kontakt między nami który nie tak łatwo urwać.
To śródmiejski front
Mów co chcesz, ja jestem dumny, że jestem stąd
Wiesz co jest dla mnie ważne - nie pozbywać się marzeń
Niech serce drogę wskaże i nie myl mary z marazmem
Ludzie lubią mieć złudzenia, trudno jestem inny,
Wszyscy równi, ale nikt nigdy winny, każdy naiwny.
le znasz przyczyn, by trwać w tym na zawsze, jedna miłość, jedno życie
dedykowane prawdzie
Zdejmuje uśmiech, nakłada ból i nawet w półśnie chce żebym go czuł
ktoś mnie zranił mocno i widziałem piekło,
które przysłoniło mi całe świata piękno
chciałem to naprawić i znowu źle trafiłem,
więc nie dziw się, że mogę być zimnym skurwysynem
Paranoiczne wizje, jakby wydarte z medium, samotność daje po dupie.
Na starcie Bóg dał mi pusty plecak
Dorzucił wolną wole, nic nie obiecał
Nie zapomnij pochodzenia, miejsca, zdarzenia
Dobre pyski, wspomnienia
Dzisiaj nie ma we mnie nienawiści do świata, do ludzi
Już wiem po co tutaj jestem, jakbym właśnie się obudził
Kiedyś biegłem za szelestem bez skrupułów dla ofiary
Dzisiaj już bym tak nie umiał, może jestem już za stary
zyjemy tak nienaturalnie dzisiaj wszyscy
spróbuj calkiem oczyscic swoje zmysły
jak Cię widzą tak Cię piszą,
szansa jedna na tysiąc,
że ominiesz się z tą krytyką,
Wiem doskonale, że nie warto rezygnować
Spalisz marzenia, trudno odbudować je
Świat się boi niezależnych słów, wolnych myśli, pełnych głów, otwartych ust,
Wątpliwości odeszły już dawno,
Choć już dawno nie powinno nas tu być
nie lubie być spięty jak na próbnej maturze
wole być wniebowzięty i to przy dobrej muzie
Gdy zabraknie słońca szukajmy go w sobie
chce być przy tobie w te noce zimowe
delektować słowem lub po prostu ciszą
w niej usłyszeć można jak dwa serca biją
Życie jest kruche, a los może je zabrać jednym ruchem
nie do usłyszenia głos, przeznaczenia nad uchem
jesteśmy za ślepi na to by ujrzeć kostuchę,
która jest duchem wykonującym tą bezwzględną fuchę
Charakter ma imiona różne, czasem robię, myślę później
Jedna na całe życie, jak zawsze szczera,
nie podzieli jej stan konta, sława czy kariera
Mój ból, chcę go zabić lecz zawsze tu będzie,
Dlatego rąk nie mam we krwi a w atramencie
Bóg dał mi talent i cierpliwość do ludzi
By opowiadać, mówić i tych co śpią budzić
Ślepym otwierać oczy, upadłym dać nadzieje
Samotnym podawać dłoń, pokazać świat który się śmieje
Nie wszystkim pisane jest, by żyć w związku
ide przed siebie po spalonych mostach
prawda jest jedna przyjaciół w biedzie poznasz
Wciąż na tych samych ulicach, idziemy pod prąd
A gdy spadasz jak Ikar to podają ci dłoń
My wiemy, co to ryzyko i wiemy też co to dno
przyjaźń pomaga jak wsparcie wiernego kompana,
bo gdyby nie on z boku to sam bym gówno zdziałał,
a tak przynajmniej wiem kto jest przy mnie na ile,
kto jest na dobre, a kto tylko na chwile,
kto pomoże w potrzebie, poda rękę w problemach,
nie zostawi w samotności co dwie głowy to nie jedna,
Wygrali ci co chcieli, bo wiedzieli w co grali
Mija rok, jeden, drugi potem kolejny.
Jedni zostali tutaj, inni gdzieś w swoje odeszli.
Jeśli nie załapałeś się na "Nienawiść" z przed lat,
To zostawiam Ci wspomnienia i czysty ruszam w świat.
czas tak mocno w nas sie zakorzenia
zdejmij zegarek znajdz rytm zrozumienia
dobrze to rozwaz,przemyśl starannie
gdy słońca braknie miej na uwadze,
że gdy opadnę wstanę dam rade
ale nie ręcze co będzie dalej
Wielkie intelekty, patrzcie w obiektyw
Zobaczcie tą młodzież bez żadnych perspektyw
wiesz, takie jest życie w najgorszych momentach tracimy osoby bliskie.
Czuję się jak pod ścianą, ty widzisz dobro w ludziach,
Świat jest w porządku, dla mnie to iluzja
Cel w życiu ogranicza, więc go nie mam.
Moja droga pełna pytań, przemian,
Słucham dokąd idą inni, sam idę za sercem,
Szukam tu prawdy o sobie i nic więcej.
Życie to zbiór nieudanych planów i taktyk
dobra,dobra sami się bawcie
pod innym kątem na ten świat patrze
mówią ,ze świat nie sprzyja dzisiaj związkom
mówią ,ze rzadko angażuje się dziś mocno
i niby wiem ,ze mogę wszystko z tą miłością
Wartości wypisane w sercu miej, nie na koszulkach
mądrość z duszy czerp nie tylko z podwórka
Z dnia na dzień, gdy dorastasz żyje się trudniej, coraz większe problemy, los wystawia nas na próbę.
Trzeba umieć przegyrwać, bo nie zawsze da się wygrać.
Po bolesnej przegranej zawsze zostaje blizna.
Po bliskiej osobie, zawsze zostają wspomnienia, ciężko się z tym pogodzić, ale smierć nie wybiera.
Ja wciąż się pilnuję, to moja zasada
Bo wiem, że przez kłótnie ciężko jest się dogadać
gdy zabraknie słońca mrok spowije ziemie
spytasz mnie gdzie ide odpowiem do ciebie
Ja uwierzyłem w cuda i choć droga była długa
Teraz zbieram oklaski, a im chuj między uda
Teraz tego nie pojmiesz, też uczyłem się od starszych.
Wywnioskowałem tylko, że ten świat jest chuja warty
Jeśli mam coś zmieniać, to tylko tak by było lepiej
Czy kiedyś powiem, że właśnie przez to przegrałem
Bez wsparcia z zewnątrz, opuszcza mnie pewność
Bo zamiast mi pomóc wytykają mą odmienność
Patrzą z dystansem, nie mogą pojąć, że mam jedyną szansę
Nie wiem, co po drugie i trzecie, wiem, co po pierwsze
Moi ludzie chcą prawdy nawet tej najtrudniejszej
nie zniżaj sie do poziomu dla idioty
postaraj się odcedzić sens od głupoty
Tyle lat składam klocki, w logiczną całość, wierzę,
że działania mają sens, pod tytułem rap gram szczerze.
Pamiętam mój świat, jeszcze zanim tu dorosłem
Gdy jako dzieciak przez palce patrzyłem się na słońce
Przepełniony marzeniami nie ścięty niczego
Chciałem poczuć co to znaczy żyć na całego
ślepo po omacku wciąż sie potykając
kreśląc znak na piasku potem go ścierając
Wtedy mówiłem: pozwól im zostać jeszcze trochę.
"Wieczny odpoczynek, racz im dać Panie" dziś proszę.
Nikt z nas nie jest zły, nikt nie jest doskonały,
Każdy z nas jest w coś uwikłany
Wychowały nas te same podwórka
Lokalny patriotyzm mamy w krwi i na koszulkach
Miasto w spadku dało nam wolne myśli
Wrażliwość, dumę, system chce to zniszczyć
mam w sobie małego chłopca , który czasem płacze
i mam tez władcę , który zawsze da rade
Ja idąc ciemną doliną zła się nie ulęknę
Jak wczoraj tak i dzisiaj ani jutro nie uklęknę
jestes produktem ubocznym swiata w którym żyjesz
I choć życie tu nie raz człowiekiem poniewiera,
choć czasem brak kasy doskwiera jak cholera
to ja będę tu wracał jak bumerang
tu żyłem, żyje i mam nadzieje będę umierał
To miasto małe przez życie całe poznawałem
Tym powietrzem oddychałem
świat jest nie warty łez, warty jest końca, bo męcz
Żyję tak, aby ktoś ukochany poszedł za mą trumną
Kiedyś obiecałem komuś, kto już tam u góry
Że zmienię od podstaw swego życia struktury
Nikt nam nie odbierze naszych marzeń mówię prawdę
mentalny rak pozera, wzorem sa debile
ponownie witam was w rzeczywistosci tyle.
Bo milczenie nie jest złotem, jest najohydniejszym kłamstwem
Żyj tak by nie zatruć serca dystansem
uklęknij weź , zintegrujmy sie ze światem
wiesz zero emocji maksymalny poziom wrażeń
Olllson 22/08/2011 21:43:16 [komentarzy 0] Komentuj
Prawdziwego szczęścia nie czujesz na końcu, ale po drodze
I mimo to, że kocham Cię na zabój, nie usłyszysz ode mnie
"przyjdź i serce me uratuj"
Bo nieważne co w twym życiu się dzieję
wiem, że człowiek jest lepszym gdy się śmieje
Tu gdzie trzeba być pewnym swoich racji, by nie zwątpić
Nie ma rzeczy niemożliwych, nie ma życia bez bodźców
Choćbyś kurwa nie miał siły, przyciągnij ją z kosmosu
Moja banda to ja oraz spora armia
Znasz nas? To coś jak magia ogarnia nas
Bohaterowie znikli z ulic, w pamięci ludzi ich nie ma
Ich zmęczone twarze, niszczeją gdzieś na pomnikach
Zerwij klapki z oczu i weź na nie przejrzyj,
system ludzi więzi, węszy i przeszkadza
W uszach muzyka radosna i pogoda miła
Ale za oknem ciągle pada i w ogóle kiła
Nie wiem ,czy to dobrze ,
ale chcę jeszcze moment mieć tu ciebie
Myślę, ile spotkam w życiu zawistnych osób,
Ilu z was ma na mnie swój stary, sprawdzony sposób
Ciągle razem i tym razem pełnym gazem
Z pokazem możliwości, bez wątpliwości
Są ci co mają być, kto ma być jest ze mną
To wiem na pewno
Moja wiara to jest to, co przy życiu trzyma mnie
Jednak z determinacją, którą teraz mam w sobie,
Z ludźmi, których kocham, dalej podsycam ten ogień,
Kolejne puste krzesła przy wigilijnym stole
Coraz bardziej mieć niż być, nie pytaj mnie co wole
czujesz sens w swym istnieniu, pożyteczność dla ludzkości
robisz to co lubisz, nie masz żadnych wątpliwości
Podium czeka na każdego człowieka, nie zwlekam
Ruszam, kto pierwszy lepszy to miejsce zwęszy
Słońce świeci, ludzie chodzą wciąż dookoła
i nieważne co się stanie, wiem, że podołam
Dobrze wiem kto jest kto w czasach wypalonych zasad
Już nie zboczę jak kiedyś z dawno obranej drogi,
Nauczyłem się szanować rady i przestrogi
Czuję się całkiem dobrze przy znajomych twarzach
Gdy okazja się nadarza na banię nie uważam
Chcesz prawdy to słuchaj, losu nie oszukasz
nie licz na farta, życie to jazda
walka wciąż zło kontra zło, w kółko przemoc
nie było, nie jest dobrze, a teraz jest jeszcze gorzej
Znów rozkładam skrzydła i unoszę się nad wami,
Lecę tam, gdzie są moi ludzie najbardziej oddani
Dla tych, co nie zapomnieli o korzeniach -
Słowa uznania, do zobaczenia.
Niestety nie wszystko zależy od nas
Każdy z nas ma te dni, chce tylko palić i pić
Drapać rany do krwi, bezwiednie krzyczeć i wyć
Wchodzę głębiej zdobyć tereny nieznane
Dawno zapomniane to będą moje wygrane
Jeśli chodzi o Polske nigdy mało hardcoru
Ciemna Strefa to postęp bez żadnego oporu
I co z tego? nic nowego
Wtedy było w głowie zupełnie coś innego,
Nie zawsze w porządku, czasem było różnie,
Tak od początku razem w jednym gównie
Mam przyjaciół, dzięki którym droga stała się prostsza
Przytłoczony presją, której nie wiem czy sprostam,
Bo co jeśli mogę dać mniej niż od siebie żądam?
Ale próbuj, działaj, jak trzeba od początku
Choć czasem brak działania jest krokami do przodu
Rządowe hieny wprowadzają podwyżki cen, sprzedawali by tlen
jakby tylko mogli osiągnęli już swój cel ale nadal są głodni.
Ufam w ludzkie dobro i ponoszę klęskę,
Moje wybory też są złe, siebie umiem winić,
Jestem jedynie człowiekiem, tylko Bóg jest nieomylny
Wejście w przejście na mieście coraz gęściej
Wejście odbite, dobrze zdobyte
Myśli przejebane, już z samego rana mam doła
A tu cały dzień przede mną i przede mną szkoła
Weź sobie przypomnij jakie to były czasy
Kiedy wmawiali nam, że świat będzie naszym
Uwielbiam ludzi, kocham ich obłudę i zawiść,
Śmieją Ci się w twarz, za plecami gotowi zabić,
Dlatego trzymam wrogów bliżej od przyjaciół,
Za dużo widziałem, żebym liczył na odmiane w tym wypadku
Tak jak uczysz się na błędach trampolina życia wkręta
Raz upadasz a raz latasz zmierzasz się z ciężarem piekła
Jestem wolny, nikt nie ma kontroli
Nad demonami, które czasem przychodzą pobroić
Promieniami jest świadomość, że jesteśmy wolni,
patriotą dzień i noc w tej kwestii jednostronni.
Z każdym dniem dalej w sens człowieczeństwa,
Dalej, nie ku chwale na największą skale
Wiem jedno, na pewno moi ludzie są ze mną
Są pewną załogą, czuję się dobrze kiedy mam ich za sobą
Pamiętaj, że nieszczęścia zawsze chodzą w parach.
Chyba nie do mnie to zwycięstwo jest kierowane
Potyczki grupowe są wśród nas, są znane
Jak nasi przodkowie na polskiej ziemi tworzę pomnik,
dokonań jako człowiek i własnych błędów niewolnik.
Zastanawiam się czy nadejdzie taki dzień,
Że skurwiała władza, która jest jak cień,
Wreszcie da odetchnąć usunie się w cień
To 101 Decybeli, 101 kroków za mną
W stronę tęczy, ci co nie próbują nie wygrywają
To za proste, innych rzeczy oczekuję od życia
Odkręcasz kran, a tam tylko zimna woda
Lodówka pusta, a żołądek o pomoc woła
Z powrotem witam kraj, bo chcę tu zostać,
to upadły raj, moja kochana Polska.
Prawda wszystkim jest ciężko lekko żyć
Nie ma co kryć takie jest przeznaczenie
I tak musi być, a co? chce mi się wyć
Ciągle wiercę w tej bryle, ufam, że co chcę dostanę
Ciągle we mnie to żyje, czuje na sercu ten diament
Nigdy mało tego co potrzebne twojej duszy
Wiara, siła i nadzieja o tym sie na blokach uczysz
Słuchaj, wszyscy muszą żyć i odbierać wynagrodzenia
Za lata pracy włożone w budowę w podziemia
Droga, którą przeszedłem to coś więcej niż mile
Bo każda mila na tej ścieżce ma swój sekret i siłę
Wszystkie gęby uchahane, lecz nie zawsze kolorowo
Krótka przerwa w życiorysie, ale pozostajesz sobą
Życie barw nabiera, nie wiesz gdzie się budzisz
Tak było już nie raz co teraz, co się działo
Mały plan - spokój, razem stać z boku z bliskimi,
Pytasz z kim? - od lat z tymi samymi.
Co z tobą, bądź sobą, nigdy nie udawaj kogoś
Ciekawe co jeszcze w życiu mnie spotka
czy gorzka codzienność okaże się słodka
Temat oczywisty nikt nie jest czysty
Obraz tego świata był i zawsze będzie mglisty
Setki razy - człowiek nie znaczy nic bez swojej pasji
Rób to co kochasz, kiedyś ktoś za to zapłaci
Idę po szczęście do góry, coraz wyżej po życie
Idę po szczęście, choć nie wiem czy je znajdę na szczycie
Nie ukrywam nadziei normalnie po kolei
Myślę realnie wśród swoich ludzi
życie jest jedno, godne albo szmata
codziennie doświadczam porcje rozlożone w ratach
Tym sercu, które nie zmieniło dzięki temu się w kamień
Choć pewnie byłoby łatwiej rzucić to wszystko w niepamięć
To dla znajomych, którym przybijam piątki,
Obserwuję ich uważnie, kiedy rozpoczynam konflikt,
Patrzę, po której stoją stronie,
I czy kiedy się zdekoncentruję to wykorzystają moment
Życie daje mi bilet, nie wiem dokąd, naprawdę
Najpiękniejsze chwile to te których nie planowałem
Stoję w doborowym gronie, po właściwej stronie
Jesteś zdany tu na siebie, więc staraj się do przodu
Granice otwarte, można trzepać hajs z zachodu
poukładać sprawy tak by kolor życiu nadać.
Budzisz się rano, słońce wstaje, kolejny dzień się zaczyna
Patrzysz w lustro, oczy podkrążone, ponura twa mina
Więc próbuje by wygrać, to wszystko co mogę
Bo ten kto nie próbuje nic nie osiągnie
Akcji nie zapomnę, drobne w kieszeni
Twarze pogodne, bo może to się zmieni
Olllson 14/07/2011 12:40:28 [komentarzy 0] Komentuj
I nie rozliczaj bliskich za błędy z przeszłości.
Naucz się wybaczać, kochaj ponad miarę.
Szanuj. Doceniaj. Życie jest wielkim darem!
naucz mnie więcej dystansu bym częściej sie uśmiechał
Jutro jest za późno, póki mogę żyje sobie
Za moment zgasną światła, zapadnie zmrok
Wiem, że chcą dla mnie dobrego, mówią mi
Podczas gdy ja słucham siebie, tylko siebie
Życie to nie film, w filmie cię okłamali,
Więc zanim zrobisz coś to zastanów się dwa razy.
nie chce drętwych filmów błagam poezje tez zostaw
pokaż mi Wrocław jakieś miejscówki na mostach
po suszy nadchodzi czas deszczu i burzy
Wielu zgrywa kumpla, ale to sztuczna poza,
a kalkulacja bierze góre nad szczerością, zobacz.
Powoli zaczynam przywykać i nie ufam byle komu.
W sumie nie ufam nikomu, bo tu łatwo stracić ziomów.
Już straciłem sporo, ale nigdy bez powodu.
Nie jestem bez wad, w sumie mam ich całkiem sporo.
Myśl co chcesz, nawet jeśli nic nie osiągnę.
Będę szedł tam gdzie świeci to słońce.
Postaraj się to poczuć
To czego nie zrozumiesz wyczytasz z moich oczu
nie rozmawiamy, nie rozmawiamy ze sobą wcale, każdy z nas kryje gdzieś w głębi smutki,smutki i żale.
Za nikim nie gonię, wbijam w wyniki,
Liczby pierdolę tak samo jak statystyki
W domu za gnoja zmówiłem wiele pacierzy
Ale tylko dlatego, bo moja matka w to wierzy
Cała tamta robota dawno poszła na darmo
Ale wiem że jeszcze można jakoś to ogarnąć
Czuję jak ściska mi gardło, jest mi szczerze żal
Bo szczerze wierze że można i że się da
Kłamstwo, nieszczerość spotkasz tu na każdym kroku.
Czasem nie ma dobrych opcji chodź by nie wiem co
a najlepsze wybory to zrobić mniejsze zło
świat nie jest dwu kolorowy jak przed powstaniem
teraz dają nam miliony kolorów przez obraz HD
Przykre to, bliżsi kumple kiedyś, dziś znajomi.
Te dwa zdania przy wódce, teraz to już nierozmowni.
Unikaj kłamstw, każde z nich w końcu wyjdzie,
Oliwa sprawiedliwa, pies się topi - łańcuch pływa,
Dochowuj tajemnic, omijaj łukiem przypał
I wyrzeknij się zdrady, ona finalnie zabija.
Nie chce stracić błysku w oku niech lśni chociaż jedno
Przyjaźń bracie, najważniejsze co nam dano.
Jeśli masz na kim polegać, z tarapatów wyjdziesz cało.
Full eksperymentuj się orientuj z zakrętu zamętu antidotum kody dostępu
możesz wyjść z bólu da się ludziom wybaczać
ale nie zapomną bólu nawet gdy się wyspowiadasz
Szanuj matkę i ojca, bo grunt to rodzina,
dbaj o samego siebie miej szacunek do życia.
Trudno jest zapomnieć, tak jak trudno ufać sobie.
Kolejny dzien wyrywa ze mnie to co dobre.
To już nie te beztroskie lata chociaż nie moge ich zapomniec.
Życie pokazało druga twarz tą prawdziwa.
Mimo wszystko wierze w happy end choć to nie kino.
Powiedz czemu czasami nie umiem zaakceptować
Tego ze Bóg ma swój plan
Nie da sie sprzedać wnętrza choćby za milion, tyle.
Poszukuj nowych dróg, szczęście za rogiem czyha,
Dbaj o relacje z Bogiem, jakkolwiek Go nazywasz.
OK, spytaj siebie
Co jest warte uwagi, a co nie warte śliny by splunąć
Co jest płodną myślą, co zużytą gumą
Czym jest klasówka sprzed lat, o którą drżała matka
Dziś nie pamiętam jak na nazwisko miał wychowawca
Choć czasem mam wrażenie, że idę drogą do nikąd
Doceniaj poświęcenie innych, szanuj czas
I z kimkolwiek rozmawiasz zawsze patrz prosto w twarz.
Chcę rozwijać się codziennie, i mieć stres gdzieś w szatni
Ciągle trzymać twoją rękę, i jej strzec przed każdym
Twardo w postanowieniach trwaj, się nie zmieniaj,
Dbaj o rozwój duchowy, nie tylko o finansowy.
Wiesz bywa różnie, nie przywidzisz faktów.
Instynkt jest brutalny, pcha nas do ataku.
Dziś stoisz smutny sam, pośród betonu,
a gardło dławi odór i tym spalonych mostów.
To wszystko dla mnie, żaden obowiązek, mogę stworzyć magię,
Tylko Coś powiedz, zburzę tę barygade, albo przejdę po niej,
Bo nie zostawie tego nigdy, jeśli będę czuł płomień.
Otwieram się, jak kwiaty dla was równo z wiosną.
Nie narzekaj na los nawet wtedy, gdy upadasz
I doceniaj każdy krok, nawet ten na kolanach.
Nie mówię szeptem, unikam ślepych uliczek.
Bywa przewrotnie, ironia karmi nas z dnia na dzień,
ale dotre, choćby nie wiem co, widzę cel.
Rozumiemy się bez słów i to nie raz
Za nami przecież już niejedna afera
Jeśli przyjaźń ma być, niech będzie szczera
Czym jest dziś dla mnie pora przed południem
Wtedy długą przerwą, pod jej koniec zaczynałem już smutnieć
Dbaj o swoje imię, nie poniżaj innych,
Szanuj biednych i słabszym nie wyrządzaj krzywdy.
Nie pożądaj żony bliźniego swego nigdy
I nie zarządzaj ciałem, by należało do wszystkich.
Jest jedna rzecz, która lamusów smuci
to, że rap trzeba mieć, nie można się go naucz
Dzisiaj dawnych przyjaciół wita cyniczny uśmiech.
To że mam marzenie inne niż reszta to minus
Ludzi bez marzeń tam gdzie mieszkam jest tylu
Eej, co prawda to prawda, to było dawno
Dziś jesteśmy skłóceni jak dawna Solidarność
ludzką potrzebę rozmów z których wynika coś
Oferuj pomoc tylko wtedy, kiedy możesz to spełnić,
Bo mało rzeczy gorszych jest od czczych obietnic.
Dopóki nic nie mówię nie wiesz nic o mnie
a ja dopóki czuje wiem, że żyje jak człowiek
i wcale nie muszę ukrywać winy za sumieniem
bo krystalicznie czystą duszę miał tylko jeden
Szanuj cudzą pracę, w swoją wkładaj serce,
A tego co ma wartość nie oddaj za bezcen.
Wiem, że dam sobie radę, wiem że przeżyję
Bo oczy mam otwarte i szanuje życie, które mam
Masz wybór, zaopiekuj się sobą dzieciak
Posmakuj życia albo stój tutaj dalej w śmieciach
Bo nawet, gdy mówie cały dzień rozrywa mnie o zdań,
Których nie powiedziałem,a chciałem powiedzieć tak.
Nie mówię by mówić, pytam jeśli nie rozumiem,
Co jest dumnie w tłumie, nie umiesz odejdź na bok,
I nigdy nie odbieraj życzliwości jako słabość.
Może mój świat marzeń, być jak głupia historia.
Po to mam wyobraźnie, by bujać w obłokach.
Tak wiele mam Ci dziś do powiedzenia
Tak bardzo szczerze, wierzę, że jest sens
Zanim powiemy sobie: DO WIDZENIA
Nikt z nas nie jest święty
bo każdy z nas wie jak trudno żyć.
Każdy z nas chce naprawić swe błędy
bo nikt z nas nie jest w pełni zły.
Kiedyś było inaczej, wszyscy byli tak razem
Łatwo oceniać jest pozorne obrazy,
Jak wyciągnąć wnioski znając tylko pół prawdy
Uczono mnie od dziecka jak skreślać błędy
Ale byłem mądrzejszy, uczyłem się na własnych
Normalnie ja tu łapię z innej ściany strony
A konflikt wydaje się być nieunikniony
Przykro tylko gdy dostajesz to od bliskich
Musisz iść, bo wbrew przeciwnościom tego świata
I i idź, nawet jak nie masz już do kogo wracać.
I i idź, naprawdę do stracenia nie masz nic, zobacz
co w życiu weryfikuje i zmienia w sny.
Znaleźć drogę, jak każdy i błyszczeć jak złoto.
Choć sam połysk nic nie warty, jestem wyżej, głęboko.
Naucz mnie czegoś dziś coraz trudniej sie uczę
naucz starego kundla nowych sztuczek
każdego dnia ucz, dni do końca jest mało
Wystrzegaj się grzechów, tak jak nienawiści
I stosuj się do reguł, choć los bywa przykry.
Pozory często mylą, łatwo zmylić drogę,
A najlepszy przyjaciel staje się największym wrogiem.
Brak perspektyw, brak miłości, niczego tu nima,
Chciałbyś już na zawszę zamknąć oczy, nie posmakować życia,
Nie jeden chciał by posmakować, ale jest to mu nie dane.
Tak właśnie jest. Tylko dzień dobry, jak leci, w porządku, do jutra.
Takie bla bla bla, ukrywamy prawdę nie gadamy o niej wcale
Nie biegnij na metę szybko jak za sukcesem,
Bo możesz minąć szczęście, które czeka na Ciebie.
Znajdź czas na oddech nie wszędzie musisz biec,
Nie zawsze musisz być pierwszy, nie bądź jak pies.
Słowa wyrwane z kontekstów.
Mówią, nie widząc, że ja też mam swoje uczucia
Chce żyć po swojemu, podczas gdy wy chcecie zmuszać
Szepcą mi do ucha, gadają nachalnie
Walę to, nie ustąpię, przecież znasz mnie
To przecież przeszłość, a nadal we mnie drzemie
Lecz to jest tylko wspomnienie
Tu gdzie wolny jest wybór i trudno o decyzje,
Trudno zachować dystans i precyzję.
Trudno wybrać szlak, bo definicję
Określają różnie, każdego z nas to przykre.
Myśl co chcesz, dobrze wiesz co dla mnie znaczysz.
Mogę grać w tą grę nawet, jak poznasz me karty.
Choć jestem jak karzeł, mogę jak olbrzym kochać.
Spróbować się odnaleźć, w Twoich emocjach.
Też nie jestem idealny, zawiniłem kilka razy.
Poniosłem konsekwencje kilku pijackich melanży.
Mam nauczkę na przyszłość, dzisiaj wiem co to znaczy.
Popełniłem błędy, kiedy mogłem zrobić inaczej.
Wiele ślepych opinii, nędznych ślepców z oczami,
którzy dla pieniędzy gotowi być skurwysynami
Naucz mnie czegoś na co, nie wpadł bym nigdy sam
Wolę widzieć swoją drogę niż usypywać ścieżkę
Każdy robi błędy, sam wiem czasem błądzę,
Po nocy wstaje dzień, za zakrętem są proste.
Schowaj parasol, pada deszcz, świeci słońce,
Doceniaj każdy błąd, zrozumieć go jest mistrzostwem !
Patrzą mi na ręce, mówią mi znawcy świata
Jak mam żyć, bym pod reguły się podstawiał
Zaufanie to luksów, wiec żadko nim obdażam.
Musze z tym bardzo uważać, bo nie umiem wybaczać.
Nie chcę uciekać w litość, ciągle zmiany szukać,
Po co zmieniać wszystko, jak nasz świat jest tutaj.
Via Internet, świat jest płaski i sztywny
Za wszystkie chwile spędzone dziś razem
Za Twoje, za moje, za zdrowie, za nasze
Za wszystkich tych, którzy wierzą w nas
I nie chwieją się jak chorągiew, gdy wieje wiatr
Czasami nie mamy czasu by wysłuchać kogoś od początku do końca.
Jedno słowo może tak wiele pomóc, może działać cuda,
Przywrócić sens, wprowadzić na słuszną drogę, to się może udać.
Żyłem tutaj wcześniej będę dalej żył tu
Gdzie jedni żyją z przekrętu, a inni z talentu
Dużo się zmieniło jeszcze więcej sępów
Pouczać kogoś jak ma żyć nie ma sensu
Biorę co moje reszta nie liczy się wcale
pewna jest tylko śmierć, podatki, kolejny balet
Wiem, ze mam szanse pierwszy dobiec na metę.
Kiedyś pierwsze starcie, dziś może być tylko lepiej.
Chce spełnić się dalej, znaleźć to miejsce,
A największe z moich marzeń, to Twoje serce.
Siema, tak teraz nastaw tok myślenia
Halo ziemia, mam Ci coś do powiedzenia
Pamiętaj bracie, nie dam nigdy szacunku,
jak idziesz z wiatrem niezależnie od kierunku.
Olllson 20/06/2011 15:58:05 [komentarzy 0] Komentuj
Rozejrzyj się po ludziach, co chciałbyś w nich zobaczyć?
Zmierzam za horyzont do złączenia ziemi z niebem, upadam, wstaję, niezmiennie idę przed siebie
I nie rozliczaj bliskich za błędy z przeszłości.
Naucz się wybaczać, kochaj ponad miarę.
Szanuj. Doceniaj. Życie jest wielkim darem!
Pamiętaj, że w życiu jest też kilka rzeczy bez których człowiek by pewnie nie przeżył
Pamiętaj, kiedyś to Ty będziesz wybierał kto ma w naszym kraju rządzić nie ma co błądzić
Pamiętaj, o swoich korzeniach i historii bo to ty jesteś nadzieją na tej łodzi
W zaokrągleniu ona dała mi wszystko, chociaż stary i stara dali mi nazwisko
Jakby nie patrzeć, razem jesteście od liceum,
nie wiem czy wtedy w planie to miałeś przyjacielu
Straciliśmy nadzieję idąc pod prąd tak silny, za rękę z bezczelnością, wiesz, sami przeciw wszystkim
Nowi, choć ciągle świecą na firmamencie nieba, jak my zmienią się w piasek, który zmyje ulewa
Nie boję się porażek, strach to stan równowagi
Dziś tobie nie powiedzą całej prawdy, a na chuj,
mam ślepo iść przed siebie, wychwalać łaski status
Mają nas za prostaków – ciebie, mnie, naszych bliskich,
brat nie każdy wierzy we własny nagi instynkt
Ułożyłem plan A, plan B nie istnieje, cokolwiek ma się wydarzyć, że nie wypali, nie wierzę
Choć granica ponownie dotknięta to nie przekroczona
I z kimkolwiek rozmawiasz zawsze patrz prosto w twarz.
Jest wiele dróg, Ty idź swoja drogą.
Nie daj satysfakcji wrogom, kiedy idziesz po cel.
Najważniejsze być fair, przy okazji być sobą
i nie tracić nadziei gdy wszystko bierze w łeb
Świat dookoła rzuca ludzi na kolana
Świat nie pieści, nie głaszcze jak mama
.Szanuj cudzą pracę, w swoją wkładaj serce,
A tego co ma wartość nie oddaj za bezcen.
Wrażliwość rwie mnie jak blizna przed zdjęciem szwów
Zabawne, znam ojców co odeszli, dwóch, obu rozczulają zwierzęta, mniej dzieci
Gram o zwycięstwo jak każdy prawdziwy facet, celebrując każdy wdech, inwestując czas w pracę
Zniknęli już idole, bohaterowie zeszłych wojen, odeszli z pamięci ludzi, ich sławę zabrało morze
Nie mówię bracie, że nigdy się nie bałem, kiedy umrę, nawet nie zatrzymuj się nad moim ciałem
Mam już dosyć tych rad, mam już dosyć tych ścian
Powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali,
Nie biegnij na metę szybko jak za sukcesem,
Bo możesz minąć szczęście, które czeka na Ciebie.
Ludzie nie wiedzą kim są, ich życie to praca, dom
Tak tydzień w tydzień, co rok, non-stop
Ej, Dzieciak nie peniaj
Idź i spełniaj marzenia
W książkach nikt nie wspomni, ludzie już nie chcą czytać
Wciąż takie same płatki tu jesz po przebudzeniu,
widzisz te same japy w drodze do szkoły
Podobno strach ma wielkie oczy, nie wiem wiele o strachu, gdy przechodzi obok mnie, patrzy w ziemię jak lamus
Wiem co to miłość i widziałem jak upada
Myśl poważnie, kłopotom śmiej się w twarz
To ważne trzeba mieć do życia dystans
Zwłaszcza gdy przyciąga nas jak magnes do dna
Warto przełknąć porażkę i wstać
Ja chcę żyć żeby marzyć, ale wstyd mi za świat ten,
bo więcej od nas znaczy już ten pit z tym podatkiem
Unikaj kłamstw, każde z nich w końcu wyjdzie,
Oliwa sprawiedliwa, pies się topi - łańcuch pływa,
Dochowuj tajemnic, omijaj łukiem przypał
I wyrzeknij się zdrady, ona finalnie zabija.
Żyjemy w epoce, gdzie bliski nam koniec, a prawda jest taka – co ma wisieć, nie utonie!
Szanuj matkę i ojca, bo grunt to rodzina,
dbaj o samego siebie miej szacunek do życia.
Wątpię w cel podróży, pogubiłem mapy
Mógłbym przebywać miesiącami u boku kogoś co ma oczy jak słoik wypełniony wodą
Nie mam zamiaru umierać, nie przestaję oddychać, nie boję się śmierci, bo nie boję się życia
Ludzie przytulają się mocniej w kinach w lutym, filmy, na które bilet zdeptałbym butem
Zmierzam za horyzont do złączenia ziemi z niebem, upadam, wstaję, niezmiennie idę przed siebie
Nie ma już bohaterów, teraz królem jest błazen
Teraz jest cool, luźno, super, bomba, zniszczono powagę
Powiedz co to strach i czy boisz się umierać
Nie bądź gamoń i znajdź swoją pasję,
ale podejdź do niej z wiarą że będzie już na zawsze
Wychodzę z domu, mam się bawić czy żalić?
Ja się nie dam bo walczę, póki krew w moich żyłach,
z naszych serc nasza siła, każdy dzień, każda chwila
Wątpię w siebie jak Ty, każdy wątpi
Spuszczam głowę w dół w samotności
Liczę grzechy na palcach, brak rąk
Potrzebuję pomocy, Ty daj mi swoją dłoń
Dbaj o swoje imię, nie poniżaj innych,
Szanuj biednych i słabszym nie wyrządzaj krzywdy.
Żyje się raz, wiem lepiej niż kto inny, że gdy przychodzi śmierć człowiek jest bezsilny
Szukałem w sobie podobnych, dlatego boli to tak mocno, żeby nie zwariować, trzeba uciec w samotność
Poszukuj nowych dróg, szczęście za rogiem czyha,
Dbaj o relacje z Bogiem, jakkolwiek Go nazywasz.
Plan to upajać się każdą obecną chwilą, wypala częściej niż ja papierosów kilo
Doceniaj każdy błąd, zrozumieć go jest mistrzostwem !
Trzeba chcieć by siłę mieć jak lew
więc śmiało zaciskaj pięść cokolwiek by się nie działo
odrzuć lęk – na tym polega dojrzałość
stres to słabość - z małych rzeczy czerp dużą radość
Dbaj o tożsamość niemniej niż o siano
Czasem mam takie akcje że patrze za okno,
a tam deszcz pada i ulice mokną
Postaw na mnie, chociaż miałem to rzucić i patrz ponad horyzont, gdy wyjeżdżam by wrócić.
Wszyscy kłamią, więc pozwól mi nic nie mówić
i właśnie ty pamiętaj, kto do was powrócił.
Ludzi dzieli jedno, to jak bardzo każdy z nas jest na ten świat wrażliwy
Świadomość, że nie jestem z nią sam już przyniosła ulgę,
od pasji, przez bunt, przeszła w otępienie
Twardo w postanowieniach trwaj, się nie zmieniaj,
Dbaj o rozwój duchowy, nie tylko o finansowy.
Nie mam zamiaru umierać, nie przestaję oddychać, nie boję się śmierci, bo nie boję się życia
Wysyłam list do Ciebie jak zrobił to Nas, nie jestem Nasem, chciałem tylko przyspieszyć czas
Czy to raj, czy też piekło?
Czy jednocześnie start jest ucieczką?
Śnią mi się sny, w których zostaję sam
Ci, których kocham nie chcą mnie znać
Ci, których znałem odeszli w niepamięć
Nie przynosi ulgi ulubiony kawałek
Ty sam wybierasz -możesz iść albo czekać
ale jak zostaniesz w miejscu nie masz praw do narzekań
Małolatów fascynuje południowa Ameryka
Rzadko spotykam bo większość na odwykach
Większość wolny czas spędza przed monitorem
Kiedyś boisk nie było dziś są puste to jest chore
Nie narzekaj na los nawet wtedy, gdy upadasz
I doceniaj każdy krok, nawet ten na kolanach.
Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie, czy na pewno po szczęście, czy sam bieg nie jest biegu sensem
Tu gdziekolwiek byś zawiesił wzrok, każdy chciałby zmienić ten śródmiejski tłok
Kiedyś usłyszałem jedną bardzo mądrą rzecz, że na świecie nie ma ludzi normalnych i nienormalnych, tylko są ci pozamykani w zakładach i ci, którzy nie zostali przebadani.
Bądź dumny, idź z prawdą przez życie,
Bądź rozumny - to pozwala być na szczycie.
Tylu nam ludzi podobnych wierzyło w świat idealny, dziś nie ma nic, sami jesteśmy na tej plaży
Wystrzegaj się grzechów, tak jak nienawiści
I stosuj się do reguł, choć los bywa przykry.
Żyje się raz, wiem lepiej niż kto inny,
że gdy przychodzi śmierć człowiek jest bezsilny
Z góry na dół, jak z jedenastego piętra,
gdy znasz to uczucie, pękniętego serca
Nie bój się, nie jest źle
nowy dzień wstanie rano i Ty też
tyle że tym razem nie dać za wygraną
Gram o zwycięstwo jak każdy prawdziwy facet, celebrując każdy wdech, inwestując czas w pracę
Zawsze jest powód, choć nie ma wyjaśnień,
tylko skrzydła co prowadzą prosto z nieba na parter
Oferuj pomoc tylko wtedy, kiedy możesz to spełnić,
Bo mało rzeczy gorszych jest od czczych obietnic.
W sumie w dupie mam, czy to ktoś usłyszy, bo każdy kogo znam gówno o mnie wie
Wyobraź sobie życie wolne od reklam, gdzie spisując umowę nikt nie pyta się gdzie mieszkasz
Stojąc jeden krok nad przepaścią mówimy,
że wyświetla się życie, ja właśnie widzę te filmy
I jeśli mam jak on spaść, to spadnę jak on, ale szczęśliwy, bo żyłem naprawdę
Olllson 23/05/2011 22:11:09 [komentarzy 0] Komentuj
bierz co chcesz, dobrze wiesz co dla mnie znaczysz
Chodź ze mną, razem przywitamy dzień nad Wisłą
Zacznij dzień jak ja od Edyty Geppert i do końca dnia będziesz czuć się lepiej, i zawsze nuć to sobie jak coś się jebie!
Będę walczył jak lew, Ty nigdy nie oszukasz mnie
Pieniądz od zawsze był wrogiem przyjaźni
Wszystkie dni życia, pieniądze, błyskotki,
nie znaczą nic bez tej jednej osoby
Kochasz to to pokaż, to to okaż,
nie pozwól tego spieprzyć
Bezduszne osiedla, betonowe lasy i ludzie w ciągłej pogoni za odrobiną kasy
Wszystko co było dla mnie wszystkim wymazane,
wszystkie wyjścia z sytuacji pozamykane
To, że problem zapomnisz nie znaczy, że zniknie
Nie ma nic oprócz nich dla nich
Wizja jest prosta, dobra przyszłość bliskim i sobie,
w tym nie zatrać się człowiek
Jestem niepoprawnym optymistą ziom, ale tak naprawdę mam w chuj różnych problemów jak każdy, wiesz?
Dziś okolica jest szczególnie smutna,
w bezruchu stoją podwórka
Myślę o Tobie i jakoś nie mogę przestać
Czasem cierpię i zamykam się sam w sobie,
wtedy muzyka mnie leczy, rozpala we mnie ogień
Nie chciała od niego nic prócz bycia przy nim,
ten najarany kretyn nigdy tego nie rozkminił
I w brzuchu, i w głowie motylkiiii...
Rozpalasz we mnie ogień
I mam nadzieję, że nie boisz się deszczu,
wyjdź z domu, spokój znajdź w powietrzu,
w deszczu, miasta oddech, na twarzy krople
A jak przyjaciół policzysz na palcach jednej ręki, to już dużo w tych czasach
Teraz wiem, pozostał nam już tylko niesmak po tych kłamstwach ukrytych w dyskretnych gestach
Sztuką jest umieć przegrywać
Ty decydujesz o czynach, nigdy czyny o tobie
Potem się już zastanawiał czy te choroby to prawda,
czy tylko kolejna wymówka, na którą dał się nabrać
Ja nie idę z prądem, choć ludzie za tym idą,
to szczerze pierdolę image a'la młodzieżowy idol
Ostrożny bądź, uważaj na każdy krok, nigdy nie wiesz gdzie na swojej drodze spotkasz zło
Jeden uśmiech ponad wszystko do życia zachęca
My mamy taki układ w tym mieście,
każdy z nas ma swoje miejsce
Choćbyś się starał w chuj,
czasem to wszystko na nic
Rzucają kłody pod nogi, trzeba dalej iść
Zamiast przyczyn widzą tylko cień na ścianie,
a nie to co jest na pierwszym planie
To jakby wyższy stan uczucia i myślenia,
i chociaż to cierpienie, to podobno uszlachetnia
I choć nie wsadzą mnie w trumnę, tylko wsypią w urnę,
niech wiedzą, że to co sypią miało życie cudne
Pamiętam ludzi, którzy nie wstydzą się bólu
Słowo przepraszam, wielkie jak ten, który przebacza
W noce pełne inspiracji zmieniam swe bezsenne noce
Bóg ukrył piekło w samym środku jego serca,
ból, strach o lepsze jutro jeszcze to podkręcał
Otwórz swe serce i miłość dopadnij
Nie pozwólmy dać się ogłupić,
przyjaźń to coś czego nie da się kupić
Kolejny dzień życia, wstaje dawno po świcie,
puszczam Edytę Geppert "oh, życie kocham Cię nad życie.."
Umarło w Tobie życie, a tyle było sił, w Tobie wiary, nadziei
Nie potrafię czasem odwrócić się plecami od tych ludzi, którzy ranią mnie i mają mnie za nic
Panicznie boję się, że umrę,
garściami biorę życie co sekundę
Właściwie to gdy w serce wbijała mu sztylet,
on prosił, błagał, skarbie zostań jeszcze chwilę
Morda chamie, w WWA jest kulturalnie
Żyję, nic lepszego nie mogło mnie spotkać,
to najpiękniejsze dobro jakie mogłem dostać
Ty daj mi rękę, chodźmy na spacer, warszawską wiosenną ciepłą nocą, która dla nas płacze
Nie! Nie chcemy bólu, cierpienia i łez,
my poradzimy sobie bez tego,
na pewno o tym wiesz
Nie, nie widzę nic prócz czubka nosa
i może dlatego wciąż Cię kocham
Sztuka polega na tym by przyjąć stratę z pokorą
Dzięki chłopaki za przeżyte takie chwile,
ja zawsze to docenię - przecież nie jestem debilem
Chciałbym być lepszy niż wczoraj i się ogarnąć
Kiedy rano wstaję, patrzę przez okno na warszawskie hawaje
Może to dziwne, ale lubię noce, lubię ten mrok, który narasta gdy zachodzi słońce
A więc nie pal, nie pij, jak uprawiasz seks to się zabezpieczaj
Jednorazowo powiesz mi, że nic nie czujesz,
mimo że byliśmy na dobre i złe
Zdaję sobie sprawę z tego, że to co było między nami, było złożone bardziej niż origami
Nie umiem sobie radzić, nie jestem aż tak twarda,
z najprostszymi sprawami potrzebuje oparcia
Oddaj strach, daj zaufanie, chwyć za rękę
żyję własnym życiem, a nie cudzym życiem
Etykiety braku czasu przebiły przyjaźnie z boisk
marzyć to znaczy wierzyć w co się wydarzy
To tylko oni żyjący w monotonii,
to tylko oni i nic nie zostanie po nich,
każdy kolejny to anonim,
brak celu oczy im przesłonił
Życie to walka, sam sprawdź czy warto,
trzeba walczyć, nie ma nic za darmo
Po ulicy krąży pech, spuszczony z łańcucha
Spokojna ulica osiedlowa - zza rogu wyjeżdża korowód, widać już światła samochodów. To cała moja wiara, więc wsiadam bez wahania
To są korki na wjazdach na trasę,
to przebicie w słuchawkach pod Pałacem,
to jest ciężkie powietrze w metrze i milion rzeczy,
które są tu najlepsze
Czy dalej trwać w tym, czy dać za wygraną,
olać to wszystko i nie myśleć o nim rano
Między telenowelami a kolejnymi faktami,
mają przed oczami broń, silniejszą niż dynamit
Potrzebuje miłości i uczuć prawdziwych,
ale wole nic nie mieć niż mieć coś na niby
Łatwo odfrunąć jednak trudniej się wraca
Jednorazowo dzieciak traci to coś, czego nie zmieni czas, jak lekarz tnie mu twarz, skalpelem jeden raz. Ten dzieciak chciał, by on się dowiedział jak tym jednym cięciem, już na zawsze mu zmienił świat.
By mieć przyjaciela, trzeba być przyjacielem
Ty czujesz klimat i nie rozkminiasz i nie ma co się obwiniać, to niczyja wina
Gdybym tak mogła to bym najchętniej, oblała Cię drinkiem i dała Ci w gębę,
ugryzła Cię w ucho bo wzmagasz apetyt i spytała jak długo będziesz jeszcze ślepy
Więc nie mów, że mnie kochasz na zawsze i zaśnij,
jutro okłamiesz mnie po raz ostatni
Po co szukamy radości, kiedy mamy ją obok siebie?
Po co szukamy szczęścia, kiedy mamy je obok siebie?
Czemu przelewamy tyle krwi, skoro mamy do wyboru
tyle innych opcji, pozytywnych emocji?
Jedno życie, wiele opcji by żyć godnie
I choćby cały świat walił mi się na głowę,
to kocham to życie, tak powtarzam sobie
Olllson 24/04/2011 12:14:51 [komentarzy 0] Komentuj
Nie wiem czy słyszysz mnie w tym momencie, wiesz jak się czuję, gdy zerkam na wasze zdjęcie?
RZUĆ TE PAPIEROSY, każdy z nich życie kradnie
Aż dziwne jak wszystko może się spierdolić,
potem mniej rzeczy cieszy, więcej boli
Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają - tak mówią tylko ci, co je mają
Przyjaźń to jest to, co nas trzyma
nie wchodzi się tu łatwo, choć bywa
Chodzi o to, że mam po co żyć odkąd ty jesteś obok
Bo nie sztuką jest opierdolić mnie za bzdurę,
sztuką jest odezwać się gdy tego potrzebuję.
Ej, było tak, mieliśmy być razem, nie odmienię biegu tamtych zdarzeń
Wiem, nietrudno stracić orientację w czasach grubych ściem,
bo tu każdy bohaterem jest historii z trzecim dnem
Znowu następny dzień daje powód mi,
by zebrać myśli i zapytać o to ciebie się znów
Kiedy nie chcesz mnie widzieć, ja widzę ciebie,
byłem zawsze przy tobie, gdy byłaś w potrzebie,
nie mam siły powtarzać zawsze tobie w kółko,
nie chcesz dziś odebrać mojego telefonu, trudno
Dziś już nie rozmawiamy godzinami przez telefon i nie są całym życiem dla nas wszystkie przeżyte spotkania
I prawie skończona opowieść, zmieni się w tą,
której koniec jest zapisany w słowach
Czasami najpiękniejsza prawda to szaleństwo
Więc zanim wykonasz ruch dobrze zastanów się nad nim,
bo każdy łyk powietrza może być twoim ostatnim
Jest już za późno i wszystko to przeszłość, najpierw raj, potem piekło i wściekłość
Życie to bitwa, prawdziwa wojna, prawdziwa miłość, my, nasz syn
Ciężko będzie usunąć te blizny, ona żyje, ale świat jest już inny
Jesteś tylko jedna, dzięki tobie się uśmiecham,
co by się nie działo jednak, świat może poczekać
Nie cofnę czasu, nie powstrzymam łez, które spadły
Dziś znów zaczął pić, by zapomnieć swoją przeszłość, coś co było i odeszło gdzieś daleko
Zmarnowałem szanse kiedyś, dziś marzę żeby coś zmienić
Czasem coś mi mówi, żebym lepiej ugryzł się w język,
więc miażdżę go zębami, ale nie umiem przezwyciężyć
Nie pozwolę żeby ktoś kiedyś wszedł pomiędzy nas,
nie ma mowy żeby cokolwiek mogło rozdzielić nas
Co zrobić, gdy cię bliscy robią w chuj, dajesz im serce, a dostajesz gnój
Z perspektywy wszystko jest inne,
nie mam pojęcia kto ponosi winę
Idę po ulicy w nocy, nie patrząc gdzie jest koniec,
nie mam siły stać w miejscu i ogrzewać dłonie
Jesteś za daleko bym mógł powiedzieć tobie co mnie kłuje w sercu, i tak później się dowiesz
Ludzie jak zaczarowany las, przysłuchując się drzewom,
czuję jak pulsuje w nas coś głębokiego
Jeśli kochasz życie i Bóg nad tobą czuwa, to masz taką siłę, że przeżyjesz nawet po tych paru kulach
Chcę patrzeć z Tobą w jedną stronę,
zapomnieć o tych rzeczach co łączą przemoc z domem
Kto nie próbuje, ten nic nie zmieni
Nie szczekam, zostawiam to politykom,
idę do słońca niekoniecznie z motyką
Teraz jest mi zimno, czuję deszczu krople, chcę dla ciebie zawsze dobrze,
czuję się winny, staram się, wiem, bo kiedyś byłem zupełnie inny
Ogarniam to w całość lecz źle mi to idzie
Ogień co dzień trawi tych co się poddali
I wiedz, że z Tobą pod prąd mogę iść,
nawet stąd przez tą autostradę życia
Człowiek jest tylko sumą oddechów, wiec nie mów mi, że jest jakiś sposób
od początku chciałam znać myśli twe
Nie odejdę jak są kłopoty - to byłby dowód głupoty
Nie potrafisz mnie skrzywdzić,
to nie potrafisz mnie kochać
Ostatni moment, zamykasz drzwi,
gdy bliski człowiek z miłości drwi
Wiem, że będzie dobrze, możesz mnie teraz posłuchać,
posłuchaj swojej intuicji, możesz jej zaufać
Serce zawsze bije mi mocniej, gdy na ciebie patrzę
Wiesz czemu Bóg nie zna moich pragnień?
Zamiast o nie, co dzień modle się o Twoje zdrowie
Kolor jest jeden, lecz ma wiele odcieni
Dobrze jest mieć kogoś u boku, kiedy los nie sprzyja i spada masa kłopotów
Czasem myślę nadszedł czas dla mnie, by iść do psychiatry albo może po prostu wrócić i kupić ci kwiaty
Przy dźwiękach mijających lat za szybami, zacząłem zastanawiać się nad tym co stało się z nami i czemu nie zarzucasz mnie tymi planami więcej
Niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie
mam zajebistą ochotę ostro przytulić się
Jeśli patrzysz na realny świat, założę się, że nie widzisz tego co ja
Chodź pokażę Tobie świat w moich barwach,
tam gdzie wiatr unosi nas nad obłoki i te miasta
To wiara zawsze była we mnie, życie nie zawsze mnie kochało
Ja zawsze kochałem życie
Nie mówię czasem nic, milczenie złotem jest
Ty może nie wiesz, lubię jak się śmiejesz
Często jest tak, że wszystko się zmienia, zmieniło się nie do przewidzenia
Ja się nie wcinam w cudze życia, żyj szczęśliwie,
tylko nie wmawiaj mi, co tu jest prawdziwe
Twój dotyk pozwala mi sprostać temu,
czemu bez Ciebie bym nie mógł
Dobrze jest mieć na kogo liczyć kiedy potrzeba pomocy, a cała reszta milczy
Przebacz, nie jestem idealny, ale chociaż zabiorę Cię z sobą i nigdy nie zostawię
Pamiętasz, szklana pogoda, słona morska woda, wzburzona górska postać wtulona w me ramiona
Im dłużej mówisz nie, mnie dopada kryzys,
nawinę Ci tak, że mnie znienawidzisz
I nie wiem sam czy przy tym tempie chcę przeżyć tutaj jeszcze choć jeden dzień
Zdrajca ideałów co udaje kumpla, a wpierdala cię pomału
Beton zabija w nas co najcenniejsze, potrzeby żeby komuś oddać nasze serce
Ile dałbym by zapomnieć cię, bo chcę już o tobie nie pamiętać
Tak bardzo chcę zapomnieć, to powraca do mnie jednak
Nie damy się, trzymajmy się razem, uczciwość i wierność niech będą drogowskazem
Olllson 20/04/2011 15:26:59 [komentarzy 0] Komentuj
nie oszukasz losu choćbyś myślał, że masz sposób
Miłość za hajs to nie miłość, bo widzę jak w zalewie codziennych spraw tonie miłość
Boże, odbierasz nam to co dla nas jest wszystkim
Spoczywajcie w pokoju, nie zapomnimy o was nigdy
Mapę zostaw w domu, kompas to intuicja
Nawet najpotężniejszy ogień lata wchłonął, zgaśnie, ale dopóki płonie, chcę by płonął jak najjaśniej, zanim napiszą mi nekrolog, zmówią pacierz
Za mało czasu by wymienić wszystkie zarażone rzeczy,
niektórych kwestii już się nie wyleczy
Uciekają mi te fotografie chwil i biegnę po nie,
biegnę do nich, chcę zatrzymać ten czas
Za uśmiech nie ma forsy,
za dupę nie ma braw,
za dobry rap są propsy,
za zdradę kop na twarz
Życie to film, nie ma w nim bohaterów,
za dużo krwi, każdy przeciwko każdemu
Nadzieję dał mi Bóg,
matka miłość,
ojciec siłę
Mógłbym tak słuchać Cię całymi godzinami,
każde z nas wie, że jednak jest coś między nami
Pomyśl ile zmienić może jedno słowo,
jak bardzo ludzie je docenić mogą
Szukając szczęścia w zwykłych momentach
Nie masz czasu pomyśleć, nie widzisz chwil piękna
Nic, nie widzisz w tej o banały walce
Pędzisz, ale cały świat ucieka ci przez palce
Tak często patrzę w twarz smutku i strachu,
lecz równie często w złoty blask szczęścia u przyjaciół
Bezsilność mnie niszczy i tylko słyszę głos ten
Co podpowiada serce choć wiem mówi mądrze
Przeczekam to wszystko jutro inaczej na to wszystko spojrzę
Wtedy odwracałem głowę od problemów,
odchodziłem pewny siebie nie wiedząc czemu
Świat nie stoi, świat zapierdala, trzeba gonić
Dziś znowu sztucznie zmniejszam wielkość źrenic,
bo nie chcę patrzeć na świat, którego nie zdołam zmienić
Robotyzacja życia: szamać, kimać, tyrać
A my tylko próbujemy żyć po swojemu,
ty nie mów mi, że wszystko zależy od genów
Reagowałem spontanicznie na każdy sukces jakbym miał ADHD,
a kiedy patrzę tam wstecz ledwo uśmiecham się
Lat nam przybywa, coraz lepiej znamy życie
Marzenia - nasiona, które kwitną latami.
Realizm, to klątwa, która dąży by je zabić.
Im głębiej zasadzisz, tym szanse są większe,
Że nie dasz ich zabić i spełnią się wreszcie.
Życie dużo zabiera teraz jak nie masz,
a gdy w końcu masz, to niebawem cie zabiera ziemia
Tyle osób, dróg, tyle planów i pomysłów, tyle snów, tyle nocy bez snu testem dla zmysłów
Zbadaliśmy kosmos i zbudowaliśmy laser,
Mamy siedem cudów świata i planetarny zasięg,
Rozbiliśmy atom, mamy cyfrową jakość,
Znamy Kamasutre, czy choćby kalkulator,
A nie umiemy cieszyć się życiem jak zagubieni w czasie,
Chciwość w ludzkim jadłospisie jak zazdrość i kradzież,
Zabijamy się o Bliski Wschód i o ropę,
Wkrótcę zobaczę Chiński Mur w Europie.
Dlaczego los milionów wciąż zależy od jednostki?
Mógłbym przestać udawać, że jakoś sobie radzę bez niej
i zacząć wierzyć w to, że będziemy razem w niebie
Zaślepieni tym, żeby co dzień biec,
mamy sterty kamieni zamiast serc
Nie dawałem Ci nic oprócz wspólnej chwili,
mówiłaś mi, że mam ten błysk, choć przy Twoim mój był niczym
Odkąd ostatnio gadaliśmy spotkałem cię przelotem w sklepie i może lepiej, bo nie do końca wiem co mógłbym ci powiedzieć
Moja pamięć krzyczy, wtedy mogłeś więcej,
chwyta mnie za ramię i bierze wstecz gdzieś
Mówią o nich szeptem, żartem albo wcale,
co tam się wydarzyło – to nie mieści się w pale
Szacunek innych, o który tak zabiegasz, to kpiny, kiedy sam dla siebie go nie masz
Nadać życiu kształt i charakter, wybić się z tych śpiących bloków, nie spaść na sam ich parter
Szanuj matke swoją ona jest ostoją,
nie jak koń pod Troją, gdzie dzieci żyć się boją
Może to nie byłaś Ty albo ja byłem kimś innym,
ale Ty lubiłaś być ze mną w sumie bez przyczyn
Bo świat nie ogłasza, kiedy nam coś daje,
kiedy zdmuchujesz przeszłość i na nowo wstajesz
Moja pierwsza miłość i mój pierwszy spacer,
po niej pierwszy raz odczułem taką stratę
Wolisz coś mieć od życia, czy wolisz nie mieć?
Osłonięty bloku cieniem siedzieć, czekać na zbawienie
Mógłbym oszukać sam siebie i chociaż przez chwilę żyć jakbym miał wszystko, o czym zawsze marzyłem
Widziałem wiele, ten świat uczy, którą drogę wybrać,
nic się nie zmienia, znam swój cel, chcę ten wyścig wygrać
Między początkiem a końcem, pracą własnych rąk,
poprzez zasieki i kolce aż po ostateczny sąd
Kiedy ostatni raz zamknę oczy, chciałbym czuć,
że się cieszę, gdy pod powiekami zobaczę flesze, moje flesze
Więcej nie pamiętam, poza spojrzeniem matki,
gdy dowiadywała się jakie odpierdalam jazdy
Wole czekać na prawdziwość niż przejechać się do donikąd
Bo kiedyś ponoć miałem wszystko, gdzieś tu obok, dziś wiem, że to wszystko to nic żyjąc z Tobą
Zawsze znajdzie się ktoś kto uzupełni braki,
kto podniesie na duchu, za to dzięki chłopaki
może kiedyś było łatwiej.
Po czasie zdajesz sobie sprawę, że mogłeś podać dłoń,
nawet podać broń, zrobić więcej, zrobić coś lub ginąć z nią
Chcemy czegoś dokonać, zanim nasi krewni
rozstawią pamiątki po nas po zakamarkach mebli
Mam dosyć tego cienia i życia w skorupie,
czas spełnić swe marzenia i uzupełnić dumę
Za każdy dzień kiedy wiem, kiedy czuję,
za każdy sen, kiedy myślę, że lunatykuję,
za każdą chwilę twą, którą kieruję,
bo Ty dajesz mi do tego właśnie tą moc
teraz dziękuję
Ty przeczekaj do nocy, by w księżycowym świetle oszukać przeznaczenie i dogonić szczęście
To jest życie, które weryfikuje uczucie
Chcę iść tam, gdzie świeci słońce,
w tyle zostawić mrok,
idę zniszczyć nonsens,
idę wylać swój pot
Dziś wiem, że nieważne co by się stało,
po tym wszystkim zawsze mi będzie czegoś mało
Był czas kiedy byłem pewien czego chce,
a nie było w tym niczego co tu teraz jest
Moje życie jest zbyt szybkie,
parę osób mnie skreśliło,
ziom, minął czas, trochę się zmieniło
Tego się trzymaj w stu procentach,
Twój los w Twoich rękach
Teraz mogłem coś osiągnąć i poczuć to co dawniej,
wszystko było spoko, ale ja szukałem zmartwień
Spisać się na zgubę to nie wchodzi w rachubę,
ja wolę każdego dnia podejmować nową próbę
Nie jestem pewien, czy to list do ciebie, czy do mnie,
bo znam przebieg spraw, o których nie mogę zapomnieć
Stoję pośród świadków cudów i tragedii,
których ten rząd ma w dupie
tak, jak każdy poprzedni
Strach, niekoniecznie rodzi respekt,
a prawdziwy szacunek to coś więcej
Opuść na to ciężar zapomnienia, zasłoń i uświadom sobie do ciebie jej uczucie zgasło
Weź rusz dupsko, na każdym rogu czai się okazja jakich mnóstwo,
by z godnością patrzeć w lustro
Nie będę stać i patrzeć na losy życia jak na przypadek,
choć to nie takie proste, chcę ułożyć je jak scrabble
Nie zasługuje wcale na medal, sam się w tym gubię,
bo nie mogę już wykrzesać tego czym się cieszą ludzie
Uwierzyć w znaki i zyskać nadzieję,
a potem stracić wiarę w ich znaczenie
Nie cofniesz wahadła choćbyś zsiniał ze złości
Olllson 17/04/2011 16:15:21 [komentarzy 0] Komentuj
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty.
Król spada z szachownicy zrywaj się o świcie
tym razem to zły sen, pamiętaj MASZ JEDNO ŻYCIE.
Nie pierdol mi o ludziach, najpierw naucz się ich życia.
Wiatr śpi, pod poduszkę pakuje mu niespodziankę
życie narzuca tempo, więc je dogoń, złap za ogon
Ty też możesz, jeśli inni mogą
nie wierzę w kościół i powątpiewam w Ciebie często
jednak mimo wszystko kocham Cię za przeszłość
Patrz komu ufasz!!
Są sprawy których nie wie słuchacz
Musisz grać niczym gracz
Przy czym nie dać się oszukać
to nie blef znów kasuje Twój ostatni sms,
zamiast uczuć został śmiech wiec nie zrozum mnie źle.
Prawdą stają się słowa, które są wydrukowane
Realia zawijam w bletki by uciec przed tym problemem,
gdzie czas nakręca pieniądz, pieniądz nakręca ściemę.
Życie zmienić, pędzić gdzieś jak szaleniec
Po drodze mijając cienie pędzę tak że mijam siebie.
miała w sobie niewinną naiwność..
to nie była typowa głupia sztuka,
tylko wkurwiona bo ktoś jej się znów narzucał!
z osobą, z którą kiedyś mogłaś przepisać całą noc, dzisiaj rozmowa wygląda tak: no, aha, nie, pa..
szkoda, nie widzę znaków kiedy w niebo patrzę
To życie, które tak często bije bez litości.
powątpiewam w Ciebie często,
jednak mimo wszystko kocham Cię za przeszłość.
Dla przyjaciół nigdy nie bądź oszustem
Bo prędzej czy później staniesz się wyrzutkiem
uśmiecham się do tamtych dni, do słów i uczuć..
teraz idę dalej po prostu się powłóczyć.
pokażesz mi cały świat? to tylko z tobą chce dzielić moje życie, będę dzięki tobie na szczycie.
Może nie wystarczę, ale będę tóż obok, prócz Ciebie nie ma mnie dla nikogo
Też lubię marzenia, nie chcę uciec w złudzenia.
łączy nas przeszłość - dziś i jutro
i miłość do liter, kiedy nie możemy usnąć...
Nie trzymaj sztamy z ludźmi którym jest wszystko jedno,
bo powinie Ci się noga i od życia przyjmiesz wpierdol.
Dlatego nic mi się nie chce, szczęście wchłaniam z powietrzem
Takiego świata ja nie chcę, wiec go sobie ulepszę.
Nie wierzą w magię uśmiechu od ludzi tektury
Chcą iść dalej, poznać prawdę i mieć otwarty umysł.
mądrości wypisane, gdzieś na drzwiach od kibli.
każdy z nasz spieprzył kilka niezłych opcji
Nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć, że
Nie jestem wzorem do naśladowania
Jak każdy człowiek mam się z czego wyspowiadać
Musisz mieć siłę, by w rękach utrzymać to co zdobyłeś
by pomóc ziomom w potrzebie, trzymać w ryzach rodzinę
Jeśli ten świat, to brak zasad
A ci, co je mają, giną marnie
Ja robię tak, byś w nowych czasach
Mógł nazywać mnie dinozaurem
wróci później to co było wcześniej.
coś trzyma nas tu, wśród skandali i sensacji,
zabijamy się bardziej chcąc uciec z tej pułapki
żeby dotknąć i poczuć że sens doprawdy jest liczy się gest po sam kres
Czuć się bezpieczny śniąc albo na przykład
Już nigdy więcej nie zasypiać.
ja nie skreślę z listy ziomków, których znam połowę życia
silni mężczyźni po cichu w domu płaczą
później niszczą wrogów i nigdy nie wybaczą
Jedyne co mnie powstrzymuje od rozjebania rano budzika, to fakt, iż jest to mój telefon..
Życie bez cen.
i przyjaźnie bez ściem
to sobie wszystko ceń.
Przyjaźń pomijam, miłość to chłam, przeliczana na ilość ran, ran, które zadam i ran, które mam.
Polsko, to jest bagno zwane rzeczywistością
spróbuj mnie odciąć bym mógł cieszyć się wolnością'
Muszę wziąć co moje i pójść choć może
W miejscu do którego zmierzam będzie jeszcze gorzej.
Po to ma stopy, żeby zostawiać ślady
Po to ma życie, żeby po nim kroczyć
niektóre marzenia to tylko kwestia czasu.
Pamiętasz? Razem na zawsze, razem do piekła
Jeśli chodzi o myślenie, w tym jestem ekspertem
Fanatyczne podejście, póki bije serce
bo nie wiem co kochałem bardziej:
świat czy ciebie?
lecz jestem pewien, że co nie byłoby prawdą
jedno i drugie zgniło już dawno.
Nam płynie pot po skroniach, bo już w młodości,
Wmawiają nam, że w naszych dłoniach jest los ludzkości.
Ja w twoich ramionach chcę odnaleźć przypadkiem
Wiarę w jutro, bo straciłem ją szybciej niż matkę
Niektórzy ludzie mnie nienawidzą
a podają rękę kiedy z naprzeciwka idą.
Odbić od tych, dla których nic nie znaczysz
nie zatęsknisz za nimi, spróbuj a zobaczysz..
może życie bez przeszkód było by zupełnie nudne
chciałbym ułożyć wszystko sam jednak nie umiem
Nie ufam fachowcom, choć też się nie znam, panie
Nie ufam im, bo mówią mi to zbyt skomplikowanie
Blizny na ciele przypominają jak bardzo mogą zawieść przyjaciele,
choć mówią: kochaj bo warto.
W końcu skumał i zaakceptował. Już nie musiał przed nią chować się za słowa.
Może czas myśleć czego w życiu ja chcę
Może czas słuchać siebie, nie ziomów na klatce
Może czas zrobić coś, nie czekać aż się zachce
czasami siadam i słowami pokrywam białe płótno,
maluję obraz jak Van Gogh i nie wiem, co będzie jutro.
Jest źle, ale nie fatalnie.
Możesz mnie pytać po co to wszystko.
Nie wiem dokładnie lecz intuicja każe iść dalej.
kocham to uczucie, które mi fundujesz.
Ucz się, pracuj ciężko dnia każdego
Trening czyni mistrzem, dużo w tym dobrego
Pierwszy krok to początek by osiągnąć szczyty
Działaj świadomie, przestań na farta liczyć
i gdy na poprawę życia dostajesz w chuj nowych problemów, na każdy temat
Gdy Cię spotkałem wiedziałem, bierz szczęście od razu, nie zwlekaj,
Im więcej o nim myślisz, a go nie masz, tym szybciej ucieka.
Olllson 12/04/2011 20:11:25 [komentarzy 0] Komentuj
Blog & dodatki na bloga
