Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Popatrz temu światu w oczy..

Nabierz w płuca haust powietrza i krzycz: 'to dla życia'

Dodaj obawy, że gdy los łaskawy w sumie
Tylko po to by bolało mocniej gdy wszystko runie

 

Los wszystkich ludzi zapisany jest w niebie,
Nie wierzysz w Boga? Jezus wierzy w ciebie

 

Zastanawiasz się dokąd iść i po co żyć,
Kiedy zwykłe dni bolą zbyt, przynosząc wstyd.

 

Potem etap, w którym trudność często tkwi
Weź swoje wyobrażenia i wyrzuć większość z nich

 

Prócz determinacji nic już się nie liczy od dawna.

 

Raczej nie bujam się jak po mieście cygan
Za to tutaj się bujam gdy tym wersem rzygam

 

Wszystkie ważne dla mnie dni wiążą się z tym miejscem,
tu uczyłem życia się, tutaj odnalazłem szczęście

 

Pierwszy smak po przegranej walce,
pierwszy smak wygranej był moim rewanżem 

 

Znam Cię od tylu lat już w sumie
Choć fakt, nie umiem 
Stanąć w tym zacnym tłumie
Posiadaczy ostatnich sumień

 

Mózg odpala lont, otwiera kluczem rzeczywistość,
A ludzie śpią, niektórzy zmienili się w plastik,
Plastikowe kości, dusze, plastikowe maski

 

Dni płyną szybko tracąc wyjątkowość.

 

Zasnąłeś w wagonie metra, niefart idzie w parze,
Wysiadłeś na stacji, której nie ma w rozkładzie

 

Pustynna noc, pancerny wóz, na oczach noktowizor.
Jedynie podświadomość mówi, że to nie poligon.
Dłonie zaciskasz mocniej na karabinie.
Każdy wiatru podmuch może być tym, od którego zginiesz.


Dziś ma to samo, co wczoraj, co miał dzień przed tym

 

Jak to jest, że nieoczekiwanie
Centralne ogrzewanie tak splata mi się z przemijaniem
Przekleństwa cedzę przez zęby, jest na co cedzić
Kiedy jesień mnie nachodzi bez zapowiedzi

 

Ludzie oczekują ode mnie wielu rzeczy 
Większości nie otrzymują nie da się zaprzeczyć 

 

Dziś brzuch wylewa mi się lekko zza paska
Zapisuję, kreślę brudną ręką w notatkach

 

Najpierw zadbaj o zdjęcie, to ci pewnie zajmie chwil parę
Bo na szczęście w gazetach dosyć trudno je znaleźć
Ale masz wolną rękę, ogarniesz temat
Znajdź je w sieci albo weź z okładki - to bez znaczenia

 

Duże rzeczy, nie małe zmiany.
Każdy nowy dzień teraz mi dodaje wiary.

 

Wyrzuty sumienia przepijasz kawą,
Nie pamiętasz złych chwil, chcesz zatrzymać radość.

 

Jedyny Twój przewodnik to światło księżyca w pełni.
Wrócisz, zobaczysz na krzyżach zapięte hełmy.

 

Brak motywacji nie przesądza wyników
Nadzieja nie wystarcza by się trzymać przy życiu
Intencje to za mało gdy warunki się pogarszają

 

To nie jest miłe, nie jest dobrze, jest źle o tyle
Że przyszła jesień znowu, ja ją znowu przeoczyłem
I znowu czas mnie nadgryzł ten czas co ma zęby nieliche
A wszystko przez ten kaloryfer

 

Zaglądamy za horyzont, ty nie byłeś tam choć na chwilę
Na ustach smak cierpkich słów z przeszłości
Zostawiam wam ją, to trio pędzi do nieśmiertelności

 

Na palcach jednej ręki, bo nie wszystko co się świeci
Wyliczyć tych kilka wartościowych rzeczy 

 

I na drugim końcu świata będę dumny z pochodzenia
Godny reprezentant kraju, nieważne na jakich ziemiach

 

Ale nie musimy sobie nic mówić, żeby dostrzec w ludziach choćby odrobinę ludzi
Czekam bezwiednie na jakiś znak, chociaż nadzieja blednie

 

Żyj, kochaj, mów, pisz, co tylko chcesz rób,
Sny są piękne, ale życia przecież nie utkasz ze snu

 

Miałem dobrych ludzi, kilku ode mnie odeszło

 

Wpisz niespełnioną punktualność, co pędzi jak Forrest
Ale zawsze musi trafić na korek
Wpisz przekorę, dopisz przy niej,
Że płynie pod prąd nawet kiedy nie wiadomo czy prąd płynie

 

Uwięziony w schematach własnego myślenia
Miałem spokój, nie musiałem nic zmieniać
Ograniczony tym nie widziałem alternatyw
W pogoni stale za czymś chciałem dogonić stare czasy

 

Bo komu bije dzwon, temu bije dzwon
Mi jeszcze nie bije, ale perspektywy i tak mam blade
Bo najgorsze ma dopiero nadejść

 

Mocniej zwiąż sznurowadła, ostatni może być każdy krok, który na tej ziemi stawiasz.

 

Znowu czas leczy rany nam, 
Znowu widzę, że jestem sam,
Znowu znajdę klucze do Bram

 

I widzą ten mały horyzont z nawet dobrą skalą
Lecz bez szans żeby objąć całość

 

Robić co się lubi realizować plan 
Jednak byłbym głupi gdybym tak jak ty 
Wciąż grał wśród ludzi już czas sie obudzić 

 

Pewność siebie - mój sposób na porażkę, stary
Najważniejsze nie płakać, śmiać się gdy krwawisz
Najgorzej się żalić, ja nie lubię w chuj
Jak ktoś mnie słucha nie wpierdalam się z bólem mu

 

Czasem słowo nic może coś znaczyć,
Dwoje oczy to za mało by zobaczyć

 

Nie mam siły tłuc się z Tobą, czy truć się Tobą
Czy iść z Tobą w tango, albo jakieś grubsze pogo
Po co mówić do kogoś, kto już dawno ogłuchł 
Nie będę walczyć z upiorem, szkoda zachodu

 

Odnalazłem w sobie siłę, w nią uwierzyłem
Dlatego idę wciąż kładę w to wysiłek
Tylko tak potrafię dojść do celu
Nikomu nie przekazuje nad tą kontrą sterów

 

Nie urodziłem się by prowadzić tłumy, 
Mam zbyt otwarty umysł.
Serce pełne dumy, 
Zdarte głosowe struny.

 

Pierdolić czułe słówka i fałszywe shakehandy
Spojrzeć sobie w oczy - gra świeczki warta
Albo na wieki pogarda jak u Godarda

 

Patrzę od dawna, jeszcze nie jak pitbull, już jak wilczur
Bo do diabła jestem u siebie wśród nieprzyjaznych tubylców

 

Jeżeli istnieje na coś płomień nadziei
Uważaj bo go zgasisz, pracuj, o nim nie myśl

 

Dobra, pogadalim, widzielim nawet drogę w oddali
Ale wypiłim wodę, a to woda co pali

 

Nie mam schizofrenii, a często słyszę głosy,
zbyt wiele kłamstw, zmarnowanych szans, dosyć!

 

Widzisz, nie chcę narzekać 
Ale szkoda mi paru drobnostek jak wolność słowa czy prawa człowieka
Kilka zachodnich głupot bez znaczenia 

 

Śmierć w imię ojczyzny, ordery w witrynie.
Polska Ciebie potrzebuje, Ty giniesz.
Dziś tylko rodzice pamiętają Twoje imię.
Walcz!

 

Do dziś trudno tak na wstępie orzec
Ale żyłem z myślą, że jest jakoś późny sierpień może
Wczesny wrzesień, ale mimo wszystko lato w pełni
A tu jesień mi gruchnęła przez grzejnik


25 lat wstecz z tornistrami idą chłopcy
mama mówi nie bierz słodyczy od obcych
Z workiem na kapcie mijam matematyce
do dziś pamiętam zgrzyt jej paznokci o tablice

 

Znalazłem siebie w tym zgiełku prawd,
Choć nie raz czułem jak tu stawał w miejscu czas,
Nosiłem w sercu nas, Twoją na zdjęciu twarz,
Ale dziś to nie ważne, bo sens już zgasł

 

Idź po swoje, broń swojej nacji,
Zemsta nigdy nie da satysfakcji

 

Wcześniej dni nie były często gotowe
Ale dziś biorę moje "dziś" na męską rozmowę
I mówię mu: wiem, że masz wadę, ale chuj z wadą
Przestań tak wypatrywać jutra i spójrz w prawo

 

Nie rób gestów wrogich, wierz mi na próżno ten mobbing
Na mnie już czas, trudno, co robić

 

Codziennie włączam stoper po czym liczę ile minut 
Minie nim ktokolwiek obcy spojrzy mi w oczy albo nim
Przemknie jemu lub jej choćby półgębkiem

 

Wciskam gaz, kiedy jadę przez miasto,
Słucham muzyki, kiedy nie mogę zasnąć,
Nas nie ma już dawno, nie będzie już nigdy,
Mam blizny, bo parę chwil po kuło jak igły

 

Często czuję się samotny wśród obcych
Mój charakter nigdy nie był prosty
Bez zwykłych emocji popadam ze skrajności w skrajność
Nie mam współczucia w sobie, mam moc, chcesz to dam ją

 

Dawno temu i nie prawda, czasy podstawówki
chcieliśmy wrzucić żabę do sokowirówki

 

Zamiast ją mijać poczuj rzeczywistość 
Dla niektórych przeszłość to przyszłość 
Teraźniejszość przecież jej nie ma 
To co mówię teraz właśnie powiedziałem czy nie tak?

 

Zostaw już te wspomnienia, znam je w stu procentach
Pewnie, że pamiętam! Co mam nie pamiętać?!

 

Zostawiam pusty śmiech głupcom i ignorantom
Nawet, gdy zostanę sam będę wierzył, że warto
Schylić głowę nisko, gdy wypada, czuć łzy na policzkach

 

Możesz nie wierzyć, ale wszystko daje się wykonać.

 

Miasto jest pełne jadowitych żmij i węży
Poznasz źródło leku wtedy go zwyciężysz

 

Wciąż liczysz na specjalne traktowanie,
Po drodze gubisz szacunek dla siebie samej.
Wstyd niewiele znaczy, wiele nie tracisz.

 

Z orbity marzeń prosto o ziemię po sprawie
dziś życie koncentruje się w osiedlowym pubie

 

Dziś to tylko parę dni z kalendarza,
Do których nie wracamy, no cóż tak się zdarza

 

Czujesz ból? No to dzwoń po lekarza,
Ja dzisiaj nie czuje nic, a Ciebie to przeraża,
To nie było tych nerwów warte,
Na szczęście nie mówiłem nigdy: Serwus skalpel,
Jeśli mam coś ciąć, to wspomnienia,
Bo to co między nami, dla mnie jest już bez znaczenia.

 

Zamiast bolesnej prawdy wybierz czasem cisze
Są słowa, których usta nie powinny mówić, a uszy słyszeć

 

Czas już na mnie, bo skończę jako denat
A ty przestań skamleć, ja wiem - każdy lekko nie ma
I trudno tak przerwać bachanalia, wiem przecież
Daruj, ale muszę lecieć

 

Miałeś tyle szans przeoczonych może sam się obronisz
Przed zgubnym wyborem złych decyzji

 

Bezsporny fakt, tu nie lubi się policji
za to przywiązanie do tradycji

 

Nie wierzymy w bajki, te czasy już za nami,
Dziś palimy majki i grunt pod ich stopami

 

Marzysz przymykasz oczy wszystko sie rozmywa 
Jest ładniej- chyba 
Ale bywa, że widok ostrych krawędzi 
Może wielu rozczarować w życiu zaoszczędzić 

 

Chociaż bida czasem piszczy
twarze dumne, cieżko tu żyć ale szkoda umrzeć

 

Życie jest podłe pamiętaj dziecko
Nie trzeba umrzeć żeby przeżyć piekło

 

Przyszłość? Nie jestem jej mocno ciekaw
Jeszcze się poodszczekuję prześladowcom i uciekam

 

To miasto wpada w szał, wybiegam na ulicę,
Ładunek emocji, gdzieś zdetonować krzykiem,
Chusta na twarzy, ludzki czarny kształt,
I tylko oczy błyszczą w ogniu płonących aut`

 

Brak perspektyw nie znaczy braku marzeń
Możesz mi nie wierzyć, ale miej to na uwadze

 

Wiesz, mówiłem prawdę nie raz była bolesna,
Przez tą moją szczerość wiele osób mnie skreśla,
Mam to gdzieś, ja wolę być uczciwy,
I nigdy nie pozwolę być podatnym na wpływy

 

Nie słuchaj instynktu krwi kiedy w żyłach burza,
Mądrość nie czyni z ciebie tchórza

 

Zwykły dzień jakich tysiąc, mam chytry cel aby słysząc
Jak wyje budzik trochę ten świt ostudzić albo w ogóle go wyciąć

 

Na balkonach suszy się pranie
sznur ludzi idzie na niedzielne kazanie
Kochane sąsiadki okupują ławki
jeszcze wczoraj młode, jutro grożą im gerbera papki

 

Jestem prawdziwy, gram otwarte karty,
I nigdy się nie poddam, jak 300 typów ze Sparty

 

Każde słowo waży, wyciskane jest z pogardą
Tak jakbym rzucał brukiem przed policji szarżą

 

Z drugiej strony nadzwyczajna przezorność to przekleństwo
Które też psuje widoczność 
Realny świat widoczny dookoła nas 
Pełen iluzji prawd, więc co jest czym zdecyduj sam 

 

Cały czas życie w jakąś akcję cię pakuje
tu w wielu spojrzeniach, tęsknota za rozumem

 

Jest postęp w tym ogólnonarodowym ruchu torów 
Gdzie rozpęd biorą po to, żeby coś jebnąć jak piorun na oślep

 

Jest źle, nie było wcześniej mi tak 
W kręgosłup jakiś ból mi wszedł i boleśnie tkwi tam
Może dysk mi wypadł, albo bliski i tak zgon
Bo komu bije dzwon, temu bije dzwon

 

Znam sposoby jak wyjść na zero
I gdy łapią mnie za rękę mówię, że to nie mój kielon

 

Żaden błazen nie pozbawi nas marzeń, wiesz,
Zróbmy to razem, dźwiękiem, ruchem i obrazem. 



Olllson 14/03/2012 22:20:56 [komentarzy 0] Komentuj

WITAM WAS W RZECZYWISTOŚCI !

No przecież nikt nie obiecywał nam, że będzie łatwo.

 

świat jest w porządku, dla mnie to iluzja.

 

jestem z miejsc gdzie człowiek pomaga człowiekowi

 

Czas nas zmienił, a tych naiwnych będzie zmieniał jeszcze bardziej

 

Nie myśl co inni myślą, tak się nie da
Pomyśl co sam myślisz, kurwa, eureka

 

Być wiarygodnym i co dzień prawdy głodnym,
zaufania godnym, skromnym i roztropnym.
W pełni wartościowym i ludziom pomocnym -
to są ideały, które warto w sercu nosić.

 

Tutaj zwykła codzienność to nie fabryka snów
Znów pod koniec miesiąca brakuje kilku stów
To powtarza się tak często jak pełnia i nów

 

Spójrz mi w oczy i powiedz
czy mam o Tobie marzyć czy zrezygnować

 

Nie musisz mnie lubić ale nie wchodź mi w drogę
Szepczesz za plecami lecz nie chcesz być mi wrogiem

 

Spal iluzję, wypełnij pustkę,
Na zawsze odrzuć to, co nieludzkie

 

To pierwsza kwestia ty bądź jak twierdza
Gdy chcą się zakraść do twego serca

 

Kilka razy czułem jak grunt leci z pod nóg
Niestabilny puls, w klatce zaczęło kuć
Skórcz ścisnął mi brzuch, był moment prawdy
Gdybym wtedy się nie zbudził duchowo mógłbym być martwy

 

powiadają, że szczęscie ma tylko głupi, 
rozum ma kontrole, jak znasz uczucie furii

 

Widziałem upadek czułem jak budzi nienawiść
Spotkałem miłość tak silną że może zabić
Znałem przyjaciół którzy potrafili ranić
Wykorzystując to że ktoś ufał im bez granic

 

Rwany rytm to zerwany film w starym kinie
Miejski syf zagubiony gdzieś po kokainie
Czarno biały styl bo w sumie ciężko rozpoznać
Czy rwany rytm stoi po stronie zła czy dobra

 

Nigdy nie lubiłem psów, kościoła i rządu
Długi ciągną się za ludźmi jak pogrzebowy kondukt.

 

Jak głęboko w płuca weźmiesz oddech?,
ciągle blisko... jak daleko zajść mogłeś?

 

Człowiek kieruje się czasem instynktem błędnie
Czasami powiem coś przez złość, która jest we mnie

 

Gdzie ten świat co cenił serce, lojalność ?
Z sentymentem ogarnąć tego nie da się już
będą Ci udowadniać wciąż, że jesteś na sprzedaż tu!

 

Nie bój nic młody ręka na pulsie
Życie to schody w dół albo w górę

 

To ciężkie łzy, o których nikt nie słyszał
A wyszło tak, że o tych chwilach mówię ci dzisiaj

 

Trudno o otwartość, o dobre serce
gdy dla uczciwych ludzi życie jest niewdzięczne

 

Zawiódł mnie brat już, a ratował kolega
Poznałem sukces i jak niewiele trzeba
żeby przy wódce wylądować tam gdzie bieda, 
jest tak ogromna że kurwa żyć się nie da

 

To pierwsza linia frontu, wojenny taniec
Świat jest głuchy na twoje łzy i łkanie

 

Gdy bije korba, krew kipi w żyłach,
Skutek jest widać w tle leży przyczyna

 

Czasem ludzie żałują swoich czynów na pewno
ale to, że rozgrzeszamy skurwysynów refleksją

 

Więc choćbym się nie znalazł w tym miejscu już nigdy
To w sercu mam wspomnienia i blizny

 

Nieraz nie lubię kogoś, bo coś i to wystarczy
Natura ludzka, burza emocji, uczuć doznań
Czasem już kogoś nie lubię zanim w ogóle go poznam

 

Znajoma proza życia, bywałem w takich miejscach
O których większość społeczeństwa nie ma pojęcia
Gdzie ból ludzi zadęcza, gniew przysłania radość

 

Ej ty, weź powiedz mi coś czego nie wiem
Ciężko mnie zaskoczyć, bo swojego jestem pewien

 

Niczego nie osiągniesz jeśli zwątpisz na starcie
Widzisz tego typa u niego mam poparcie
Dzisiaj wygrywamy z losem kolejne starcie

 

Jeśli kochasz życie i Bóg nad tobą czuwa 
To masz taką siłę że przeżyjesz nawet po tych paru kulach 

 

Wiesz, łatwo jest bliskich skrzywdzić nieświadomie
Łatwiej żyć będąc naiwnym, łatwiej powiedz

 

Nie stworzył mnie net jak ciebie, twoich kolegów
Twoich hejterów i fanów i beatmaker'ów

 

Za te wszystkie chwilę z tamtych lat
Za problemy których nigdy nie jest brak
Zdowie brat, tego nigdy za dużo
A zdobyte wtedy nauki do dzisiaj nam służą 

 

Gdzie robię błąd? 
Zamiast szczęścia kolejny ślepy traf 
By losowi sprzeciwić się 
Zostań - to jedyne wyjście 

 

Choć każdemu z nas trupy wysypują się ze szafy
Nie chcę prawić morałów, bo sam nie jestem święty

 

Gdy z domu wychodzę najczęściej myślę o tym , że nienawidzę rozstań , a kocham powroty

 

Oprócz zdania moich bliskich nie obchodzi mnie nic
Ty, możesz już iść, weź na forum się wpisz

 

W to popołudnie kiedy tłum zapełni całe centrum
Pójdę w całkiem inną stronę, bo nie mogę zostać w miejscu

 

Tu pewność o wierność swych ludzi i oddanie
Dla mnie świętość i sedno sprawy jak w modlitwie amen

 

Ciągle blisko... jak daleko zajść mogłeś?
Czujesz ten czas, przelicza nas na drobne 
I znowu strach co sprawi że sie cofniesz

 

Powiedz, ile wystarczy by nienawidzić kogoś
Ludzie różną miarę biorą, więc rozejrzyj się wokoło

 

A idź w chuj z taka śmiercią, ja wierzę w dzień
kiedy przegrani zwyciężą ! Koniec przeprawy przez piekło
Oczy pieklą, to odciśnięte piętno podróży, 
tylko kto nam takie piekło wywróżył ?

 

Kiedyś '99 wąskim przejściem w bramie
Na poddaszu na fotelu siedząc kreślę na kolanie

 

Widziałem wiele zerwanych filmów
Urwanych rytmów i podartych życiorysów
Widziałem twarze ofiar i najeźdźców typu
Którzy bez skrupułów dobijali przeciwników

 

Co czuje spętany gdy strach mówi dobranoc
Nikt nie chce za nim stanąć, brak pomocnej dłoni
Boi się, że nikt nie myśli o nim

 

Każdy z nas ma jedno życie więc czemu ten świat
niektórym to jedno zabiera szybciej?

 

Nic nie warta jest duma ludzi bez honoru
Dwulicowość to jedna z najpopularniejszych chorób

 

dookoła przyjaciele dla których przenosiłbym góry,
nie liczył świecidełek ani żadnych bogactw

 

Wychodzę przed blok, wielu z nas już tu nie ma
Kiedyś się martw, świat wypełnia pustkę na terenach

 

Ktoś nienawidzi kogoś za to, że ma coś swoją pracą
Podczas gdy on nie robi nic i czeka chuj wie na co

 

Moja pamięć krzyczy wtedy mogłeś więcej
chwyta mnie za ramię i bierze wstecz gdzieś
robi to za często ja za często tego nie chcę
i wiesz co ? to moje przekleństwo

 

na niebie gwiazdy przygotowały mi szlak,
to droga... każdy ma swoją jak wroga

 

nikt nie jest do cna zły, nikt nie jest doskonały
Każdy z nas jest w coś uwikłany,
Iść swoją drogą, wrogom wbijam chuj,
Kto uratuje mnie przed samym sobą?

 

Teoria orła i resztki, kwestia farta
Życiowy sarkazm, diabeł zna się na żartach

 

Mam ten jeden moment dziś aby spełnić swój sen
Idę w stronę przeznaczenia, gdzie noc łączy się z dniem

 

Na pewno znasz takie noce, ten destrukcyjny moment
W którym każda myśl waży grubo ponad tonę

 

Nie gasną oczy mają błysk prawdy w sobie 
A jak to widzę to wszystko mogę 

 

Uporządkowałem świat mam nadzieje, że po raz ostatni,
wepchnąłem go między uszy owijając w kaszmir
dziś czuję jak rozpada się na pierwiastki
uderzając w wewnętrzną powierzchnie twarzoczaszki 

 

dołącz do tego ludzi dzięki którym ten świat wart jest nadal,
jest tak ? jak tak to siadaj i słuchaj...

 

Widziałem ślady szczęścia w całym tym śmietniku
Które wyglądały jak kropla w Atlantyku

 

Nie chce pierdolić bzdur, jak masz żyć i co robić
Niektórzy z nas już za życia kopią sobie groby

 

Mój ból, to najgorsze co mam,
Jak płynąca krew prosto z rozdrapanych ran

 

Na ręce nie patrzę, sam piorę swoje brudy
Wszystko rozliczy Bóg na skrzyżowaniu dróg obłudy

 

Kochać kogoś to uczucie, którego nie zamienisz na nic
Świat wtedy jest bez granic, jednak też potrafi ranić

 

Mam coś co jest cenne życie zawsze mnie kochało 
To wiara zawsze była we mnie życie nie zawsze mnie kochało 

 

Teraz jak i sprzed lat życie ten sam ma smak

 

Osobista spowiedź czasem wzmacnia duchowo
Lepiej krzyczeć o bólu niż chcieć skończyć ze sobą
Czułem takie emocje patrząc na zioma pogrzeb
Wstrzymałem oddech, ciężko zapomnieć

 

To bezsens chłopaku, mimo całego syfu
Nie rób sobie krzywdy przez rzeczy na które nie masz wpływu

 

Wewnętrzny głos wciąż pcha nas tam
Gdzieś poza horyzontu linię, poza życia plan
Idziemy tam, gdzie prowadzi nas czas
Ręce w niebo wznoszę aby dotknąć gwiazd

 

nie cofniesz wahadła choćbyś zsiniał ze złości
a wtedy odwracałem głowę od problemów
odchodziłem pewny siebie nie wiedząc czemu

 

Życzę Ci byś zawsze potrafił śnić i byś żył pełną piersią
Byś się dobrze bawi, ale by przeważała trzeźwość.

 

czujesz ten czas,przelicza nas na drobne
i znowu strach co sprawi że się cofniesz

 

Postawiłam wszystko na to 
By mi wyszło z tobą 
Zgubiłam dumę i honor 
Za swe intencje płacę 
Tym, że nie mam nikogo 

 

Zawsze jest chwila ciszy przed uderzeniem burzy
Świat należy do odważnych, nikt nie pamięta tchórzy

 

Wiem, że czasem sam tonę w morzu złych myśli
I jedyne co z tego mam to psychiczne blizny

 

Dałem z siebie setkę czy pół, kładąc karty na stół
kładąc żarty na bok, wytrzymując ich wzrok
robiąc skok na ich duszę, sam krok od przepaści
od planów, biznesów do zerwania przyjaźni

 

Znowu przeklnę kręgosłup nim zasnę
bo zamiast siedzieć prosto pochylam się nad miastem
kumple wiedzą, że garbie się od zawsze,
bo nosze na barkach za duży bagaż doświadczeń

 

Siadam sam na ławce, spokój wypełnia umysł
obudź się, przemyśl ruchy by się w tym nie pogubić

 

Przechodzi mnie dreszcz, to wszystko przez stres
Od śmiechu do łez, i tak odnajdę sens
Gniew mi nie pomoże, to na ból nie jest lek

 

Jesteśmy tacy sami Boże
Zadufani egoiści wygrzani jak ogień
To co budziło trwogę , bawi jak lunapark 

 

Rozpacz zawsze ma przyczynę
a skurwysyństwo przejawia się czynem

 

Rób to co robisz brat, świat jest dziki
Bo mimo upływu lat nadal żyjemy w dziczy

 

Budzę się z Tobą rano, uśmiech na twojej twarzy i wiem, że się udało

 

Pamiętasz stare czasy, jak Michael był murzynem? 
Wydaje mi się że ludzie kochali bardziej życie 
Pogoń za szelestem nie była wtedy celem 
A ziemia kręciła się wolniej o wiele 

 

Sam do siebie mówię i to nie paranoje
Mam silną wolę i chwile słabości jak każdy człowiek

 

Żyję w pośpiechu, nie liczę tygodni i miechów
W górę emocje puściły, styknęło kilka sekund

 

Bagno ciągnie, a głupota nie wybiera
Ilu dobrych dzieciaków przywitała już gleba

 

Ile razy dane było słyszeć nam że wątpią 
W naszą wiedzę, intelekt, kryjąc prawdę ze złością.
Nie daj żyć emocjom, bo ludzie widzą zbój,
Zamiast pomocnej dłoni tylko dobiją znów.

 

Czasem mam czegoś dość, ale nic mnie nie złamie
Mówię, że nie kłamię, siłę mam, jebać lament

 

można znaleźć swoją małą gwiazdę spośród wielu gwiazd,
wskażę Ci ją palcem byś wiedział ze ją mam właśnie...

 

Mam paru ziomów, którym nie poszło w życiu
Kilku wybrało ryzyko inni są na odwyku

 

Zwykły szary dzień, ludzie kolorują wódką
Grosze brutto, rzeczywistość mamy smutną

 

jak spadnie , pomyśl życzenie co byś życzył?
tego czego nie masz czy to co masz ?
a mógłbyś stracić i nie mieć
i nie wykorzystać jednej z ważniejszych szans...
szansa nie wróci jak czas,

 

Dzisiaj ideałów mało i miłości do życia 

 

Idę przejść się w nocy, dziś nie ma pogody
Tylko bit bije w sercu krusząc żalu dotyk

 

mogłem więcej niż ja wtedy miałem to gdzieś
teraz nie mam już jak kiedy widzę w tym sens

 

Pójdę gdzie tylko zechcesz , tylko pokaż Mi drogę
Niech inni patrzą z boku łapczywie na Nasze szczęście
Poznałem Ciebie, jestem z Tobą, nareszcie

 

Przeszłości nie odwrócisz, na to nie masz wpływu



Olllson 14/11/2011 20:19:58 [komentarzy 0] Komentuj

Śpieszmy się kochać ludzi, odchodzą za szybko

Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu

 

Najpierw odstaw Red Bulla, którego pijesz z rana
papierosa, po którego siegasz też nie zapalaj
Odpuść kawę, alkohol, nie skręcaj jointów,
wszystko jest dla ludzi ale zacznij od początku

 

Masz żal, będziesz miał, przemyśl to teraz,
Los nie wybiera, dziś jest jutro go nie ma,
przebacz, bo innego wyjścia nie masz,
będziesz stał potem nad grobem, bił się w głowę,
ale już Ci nie odpowiem.. 

 

Pod perłową peleryną
Chowamy sny zapomniane 
Nie mamy czasu na miłość
Nikt nam nie powie, co dalej.

 

Odwieczne pytanie ludziom dziurę w głowach wierci
czy jak już zamkniemy oczy to jest życie po śmierci?

 

Zapomniałem co mówiłeś - skądże.
Czasem może nawet to i dobrze.

 

Pewnego dnia powiesz, że stanąłeś nad jego grobem, na chwilę i byłeś sam, z nim, przypomniałeś sobie czas kiedy to miałeś do niego żal

 

teraz inny świat, inna rzeczywistość,
gdzieś tam raj, za żywota uśmiech blisko.

 

Dziś spełniamy swoje sny z czasu, gdy byliśmy dziećmi
Chcemy normalnie żyć czerpać z tego, co najlepsze

 

Jest jak cień, całe życie w cieniu mnie,
Jak płomień płonie wciąż, owijamy jak wąż.

 

Nie pamiętam żebym krzywdził zapominam często,
moja wina w tym jest wiesz co ? To nie jest memento.

 

Często narzekam na to państwo, na rządzące nim buractwo
i że ciągle krucho z kasą, bo nie płacą adekwatnie z pracą

 

Jestem wrogiem, cudzych sentymentów,
Norm, nakazów, owczego pędu,
Nie wiem jak żyć i nie popełniać błędów,
Wiem co zrobić z długopisem w ręku.

 

Nie patrząc na nikogo i bez wyrzutów sumienia
Odcinam się od syfu i zmieniam punkt widzenia

 

Nie szukaj przyczyny, szukajmy rozwiązania
Byś nie musiał więcej pożyczać na oddania

 

Chyba rozumiesz więc już się nie pytaj,
pamięć zawodna jest, musiałbym wszystko zapisać

 

Nie pamiętam takich rzeczy,
których chciałbym wiedzieć,
a to tylko mi przeszkadza,
żeby iść przed siebie.

 

Masz co pielęgnować to zacznij od teraz
Nie produkuj wymówek, bo się nie pozbierasz

 

Serdecznie pozdrawiam ludzi na oriencie
Nie daj sobie wmówić zeznań na komendzie

 

I muszę iść i walczyć póki nie spocznę
Bo chce tego co każdy, tylko sto razy mocniej

 

Miało być łatwiej nieco, dzisiaj to ciężka sprawa 
być może kiedyś nie będziemy musieli sobie odmawiać 

 

Trudno ją znaleźć, ona jest złudna, 
kontakt między nami który nie tak łatwo urwać.

 

To śródmiejski front
Mów co chcesz, ja jestem dumny, że jestem stąd

 

Wiesz co jest dla mnie ważne - nie pozbywać się marzeń
Niech serce drogę wskaże i nie myl mary z marazmem

 

Ludzie lubią mieć złudzenia, trudno jestem inny,
Wszyscy równi, ale nikt nigdy winny, każdy naiwny.

 

le znasz przyczyn, by trwać w tym na zawsze, jedna miłość, jedno życie
dedykowane prawdzie

 

Zdejmuje uśmiech, nakłada ból i nawet w półśnie chce żebym go czuł

 

ktoś mnie zranił mocno i widziałem piekło,
które przysłoniło mi całe świata piękno
chciałem to naprawić i znowu źle trafiłem,
więc nie dziw się, że mogę być zimnym skurwysynem

 

Paranoiczne wizje, jakby wydarte z medium, samotność daje po dupie.

 

Na starcie Bóg dał mi pusty plecak
Dorzucił wolną wole, nic nie obiecał

 

Nie zapomnij pochodzenia, miejsca, zdarzenia
Dobre pyski, wspomnienia

 

Dzisiaj nie ma we mnie nienawiści do świata, do ludzi
Już wiem po co tutaj jestem, jakbym właśnie się obudził
Kiedyś biegłem za szelestem bez skrupułów dla ofiary
Dzisiaj już bym tak nie umiał, może jestem już za stary

 

zyjemy tak nienaturalnie dzisiaj wszyscy
spróbuj calkiem oczyscic swoje zmysły

 

jak Cię widzą tak Cię piszą,
szansa jedna na tysiąc,
że ominiesz się z tą krytyką,

 

Wiem doskonale, że nie warto rezygnować
Spalisz marzenia, trudno odbudować je

 

Świat się boi niezależnych słów, wolnych myśli, pełnych głów, otwartych ust,

 

Wątpliwości odeszły już dawno,
Choć już dawno nie powinno nas tu być

 

nie lubie być spięty jak na próbnej maturze
wole być wniebowzięty  i to przy dobrej muzie

 

Gdy zabraknie słońca szukajmy go w sobie
chce być przy tobie w te noce zimowe
delektować słowem lub po prostu ciszą
w niej usłyszeć można jak dwa serca biją

 

Życie jest kruche, a los może je zabrać jednym ruchem
nie do usłyszenia głos, przeznaczenia nad uchem
jesteśmy za ślepi na to by ujrzeć kostuchę, 
która jest duchem wykonującym tą bezwzględną fuchę

 

Charakter ma imiona różne, czasem robię, myślę później

 

Jedna na całe życie, jak zawsze szczera, 
nie podzieli jej stan konta, sława czy kariera

 

Mój ból, chcę go zabić lecz zawsze tu będzie,
Dlatego rąk nie mam we krwi a w atramencie

 

Bóg dał mi talent i cierpliwość do ludzi
By opowiadać, mówić i tych co śpią budzić
Ślepym otwierać oczy, upadłym dać nadzieje
Samotnym podawać dłoń, pokazać świat który się śmieje

 

Nie wszystkim pisane jest, by żyć w związku 

 

ide przed siebie po spalonych mostach
prawda jest jedna przyjaciół w biedzie poznasz

 

Wciąż na tych samych ulicach, idziemy pod prąd
A gdy spadasz jak Ikar to podają ci dłoń
My wiemy, co to ryzyko i wiemy też co to dno

 

przyjaźń pomaga jak wsparcie wiernego kompana,
bo gdyby nie on z boku to sam bym gówno zdziałał,
a tak przynajmniej wiem kto jest przy mnie na ile, 
kto jest na dobre, a kto tylko na chwile,
kto pomoże w potrzebie, poda rękę w problemach,
nie zostawi w samotności co dwie głowy to nie jedna, 

 

Wygrali ci co chcieli, bo wiedzieli w co grali

 

Mija rok, jeden, drugi potem kolejny. 
Jedni zostali tutaj, inni gdzieś w swoje odeszli.

 

Jeśli nie załapałeś się na "Nienawiść" z przed lat,
To zostawiam Ci wspomnienia i czysty ruszam w świat.

 

czas tak mocno w nas sie zakorzenia
zdejmij zegarek znajdz rytm zrozumienia

 

dobrze to rozwaz,przemyśl starannie
gdy słońca braknie miej na uwadze,
że gdy opadnę wstanę dam rade
ale nie ręcze co będzie dalej

 

Wielkie intelekty, patrzcie w obiektyw
Zobaczcie tą młodzież bez żadnych perspektyw

 

wiesz, takie jest życie w najgorszych momentach tracimy osoby bliskie. 

 

Czuję się jak pod ścianą, ty widzisz dobro w ludziach,
Świat jest w porządku, dla mnie to iluzja

 

Cel w życiu ogranicza, więc go nie mam.
Moja droga pełna pytań, przemian,
Słucham dokąd idą inni, sam idę za sercem,
Szukam tu prawdy o sobie i nic więcej.

 

Życie to zbiór nieudanych planów i taktyk 

 

dobra,dobra sami się bawcie
pod innym kątem na ten świat patrze

 

mówią ,ze świat nie sprzyja dzisiaj związkom
mówią ,ze rzadko angażuje się dziś mocno
i niby wiem ,ze mogę wszystko z tą miłością

 

Wartości wypisane w sercu miej, nie na koszulkach 
mądrość z duszy czerp nie tylko z podwórka

 

Z dnia na dzień, gdy dorastasz żyje się trudniej, coraz większe problemy, los wystawia nas na próbę.

 

Trzeba umieć przegyrwać, bo nie zawsze da się wygrać.
Po bolesnej przegranej zawsze zostaje blizna.
Po bliskiej osobie, zawsze zostają wspomnienia, ciężko się z tym pogodzić, ale smierć nie wybiera.

 

Ja wciąż się pilnuję, to moja zasada
Bo wiem, że przez kłótnie ciężko jest się dogadać

 

gdy zabraknie słońca mrok spowije ziemie
spytasz mnie gdzie ide odpowiem do ciebie

 

Ja uwierzyłem w cuda i choć droga była długa
Teraz zbieram oklaski, a im chuj między uda

 

Teraz tego nie pojmiesz, też uczyłem się od starszych.
Wywnioskowałem tylko, że ten świat jest chuja warty

 

Jeśli mam coś zmieniać, to tylko tak by było lepiej

 

Czy kiedyś powiem, że właśnie przez to przegrałem
Bez wsparcia z zewnątrz, opuszcza mnie pewność
Bo zamiast mi pomóc wytykają mą odmienność
Patrzą z dystansem, nie mogą pojąć, że mam jedyną szansę

 

Nie wiem, co po drugie i trzecie, wiem, co po pierwsze
Moi ludzie chcą prawdy nawet tej najtrudniejszej

 

nie zniżaj sie do poziomu dla idioty
postaraj się odcedzić sens od głupoty

 

Tyle lat składam klocki, w logiczną całość, wierzę,
że działania mają sens, pod tytułem rap gram szczerze.

 

Pamiętam mój świat, jeszcze zanim tu dorosłem
Gdy jako dzieciak przez palce patrzyłem się na słońce
Przepełniony marzeniami nie ścięty niczego
Chciałem poczuć co to znaczy żyć na całego

 

ślepo po omacku wciąż sie potykając
kreśląc znak na piasku potem go ścierając

 

Wtedy mówiłem: pozwól im zostać jeszcze trochę.
"Wieczny odpoczynek, racz im dać Panie" dziś proszę.

 

Nikt z nas nie jest zły, nikt nie jest doskonały,
Każdy z nas jest w coś uwikłany

 

Wychowały nas te same podwórka
Lokalny patriotyzm mamy w krwi i na koszulkach
Miasto w spadku dało nam wolne myśli
Wrażliwość, dumę, system chce to zniszczyć

 

mam w sobie małego chłopca , który czasem płacze
i mam tez władcę , który zawsze da rade

 

Ja idąc ciemną doliną zła się nie ulęknę
Jak wczoraj tak i dzisiaj ani jutro nie uklęknę

 

jestes produktem ubocznym swiata w którym żyjesz

 

I choć życie tu nie raz człowiekiem poniewiera,
choć czasem brak kasy doskwiera jak cholera
to ja będę tu wracał jak bumerang 
tu żyłem, żyje i mam nadzieje będę umierał

 

To miasto małe przez życie całe poznawałem
Tym powietrzem oddychałem

 

świat jest nie warty łez, warty jest końca, bo męcz

 

Żyję tak, aby ktoś ukochany poszedł za mą trumną
Kiedyś obiecałem komuś, kto już tam u góry
Że zmienię od podstaw swego życia struktury

 

Nikt nam nie odbierze naszych marzeń mówię prawdę

 

mentalny rak pozera, wzorem sa debile
ponownie witam was w rzeczywistosci tyle.

 

Bo milczenie nie jest złotem, jest najohydniejszym kłamstwem
Żyj tak by nie zatruć serca dystansem

 

uklęknij weź , zintegrujmy sie ze światem
wiesz zero emocji maksymalny poziom wrażeń



Olllson 22/08/2011 21:43:16 [komentarzy 0] Komentuj

Prawdziwego szczęścia nie czujesz na końcu, ale po drodze

I mimo to, że kocham Cię na zabój, nie usłyszysz ode mnie
"przyjdź i serce me uratuj"

 

Bo nieważne co w twym życiu się dzieję
wiem, że człowiek jest lepszym gdy się śmieje

 

Tu gdzie trzeba być pewnym swoich racji, by nie zwątpić

 

Nie ma rzeczy niemożliwych, nie ma życia bez bodźców
Choćbyś kurwa nie miał siły, przyciągnij ją z kosmosu

 

Moja banda to ja oraz spora armia
Znasz nas? To coś jak magia ogarnia nas

 

Bohaterowie znikli z ulic, w pamięci ludzi ich nie ma
Ich zmęczone twarze, niszczeją gdzieś na pomnikach

 

Zerwij klapki z oczu i weź na nie przejrzyj,
system ludzi więzi, węszy i przeszkadza

 

W uszach muzyka radosna i pogoda miła
Ale za oknem ciągle pada i w ogóle kiła

 

Nie wiem ,czy to dobrze ,
ale chcę jeszcze moment mieć tu ciebie

 

Myślę, ile spotkam w życiu zawistnych osób,
Ilu z was ma na mnie swój stary, sprawdzony sposób

 

Ciągle razem i tym razem pełnym gazem 
Z pokazem możliwości, bez wątpliwości 
Są ci co mają być, kto ma być jest ze mną 
To wiem na pewno

 

Moja wiara to jest to, co przy życiu trzyma mnie

 

Jednak z determinacją, którą teraz mam w sobie, 
Z ludźmi, których kocham, dalej podsycam ten ogień, 

 

Kolejne puste krzesła przy wigilijnym stole
Coraz bardziej mieć niż być, nie pytaj mnie co wole

 

czujesz sens w swym istnieniu, pożyteczność dla ludzkości
robisz to co lubisz, nie masz żadnych wątpliwości

 

Podium czeka na każdego człowieka, nie zwlekam 
Ruszam, kto pierwszy lepszy to miejsce zwęszy 

 

Słońce świeci, ludzie chodzą wciąż dookoła
i nieważne co się stanie, wiem, że podołam

 

Dobrze wiem kto jest kto w czasach wypalonych zasad

 

Już nie zboczę jak kiedyś z dawno obranej drogi, 
Nauczyłem się szanować rady i przestrogi

 

Czuję się całkiem dobrze przy znajomych twarzach 
Gdy okazja się nadarza na banię nie uważam 

 

Chcesz prawdy to słuchaj, losu nie oszukasz
nie licz na farta, życie to jazda
walka wciąż zło kontra zło, w kółko przemoc
nie było, nie jest dobrze, a teraz jest jeszcze gorzej

 

Znów rozkładam skrzydła i unoszę się nad wami, 
Lecę tam, gdzie są moi ludzie najbardziej oddani

 

Dla tych, co nie zapomnieli o korzeniach - 
Słowa uznania, do zobaczenia. 

 

Niestety nie wszystko zależy od nas

 

Każdy z nas ma te dni, chce tylko palić i pić
Drapać rany do krwi, bezwiednie krzyczeć i wyć

 

Wchodzę głębiej zdobyć tereny nieznane 
Dawno zapomniane to będą moje wygrane

 

Jeśli chodzi o Polske nigdy mało hardcoru
Ciemna Strefa to postęp bez żadnego oporu

 

I co z tego? nic nowego
Wtedy było w głowie zupełnie coś innego,
Nie zawsze w porządku, czasem było różnie,
Tak od początku razem w jednym gównie

 

Mam przyjaciół, dzięki którym droga stała się prostsza

 

Przytłoczony presją, której nie wiem czy sprostam, 
Bo co jeśli mogę dać mniej niż od siebie żądam?

 

Ale próbuj, działaj, jak trzeba od początku
Choć czasem brak działania jest krokami do przodu

 

Rządowe hieny wprowadzają podwyżki cen, sprzedawali by tlen
jakby tylko mogli osiągnęli już swój cel ale nadal są głodni.

 

Ufam w ludzkie dobro i ponoszę klęskę, 
Moje wybory też są złe, siebie umiem winić, 
Jestem jedynie człowiekiem, tylko Bóg jest nieomylny

 

Wejście w przejście na mieście coraz gęściej 
Wejście odbite, dobrze zdobyte 

 

Myśli przejebane, już z samego rana mam doła
A tu cały dzień przede mną i przede mną szkoła

 

Weź sobie przypomnij jakie to były czasy 
Kiedy wmawiali nam, że świat będzie naszym 

 

Uwielbiam ludzi, kocham ich obłudę i zawiść, 
Śmieją Ci się w twarz, za plecami gotowi zabić,
Dlatego trzymam wrogów bliżej od przyjaciół,
Za dużo widziałem, żebym liczył na odmiane w tym wypadku

 

Tak jak uczysz się na błędach trampolina życia wkręta
Raz upadasz a raz latasz zmierzasz się z ciężarem piekła

 

Jestem wolny, nikt nie ma kontroli 
Nad demonami, które czasem przychodzą pobroić

 

Promieniami jest świadomość, że jesteśmy wolni,
patriotą dzień i noc w tej kwestii jednostronni.

 

Z każdym dniem dalej w sens człowieczeństwa, 
Dalej, nie ku chwale na największą skale

 

Wiem jedno, na pewno moi ludzie są ze mną 
Są pewną załogą, czuję się dobrze kiedy mam ich za sobą 

 

Pamiętaj, że nieszczęścia zawsze chodzą w parach.

 

Chyba nie do mnie to zwycięstwo jest kierowane 
Potyczki grupowe są wśród nas, są znane 

 

Jak nasi przodkowie na polskiej ziemi tworzę pomnik, 
dokonań jako człowiek i własnych błędów niewolnik.

 

Zastanawiam się czy nadejdzie taki dzień,
Że skurwiała władza, która jest jak cień,
Wreszcie da odetchnąć usunie się w cień

 

To 101 Decybeli, 101 kroków za mną
W stronę tęczy, ci co nie próbują nie wygrywają

 

To za proste, innych rzeczy oczekuję od życia

 

Odkręcasz kran, a tam tylko zimna woda
Lodówka pusta, a żołądek o pomoc woła

 

Z powrotem witam kraj, bo chcę tu zostać, 
to upadły raj, moja kochana Polska.

 

Prawda wszystkim jest ciężko lekko żyć 
Nie ma co kryć takie jest przeznaczenie 
I tak musi być, a co? chce mi się wyć 

 

Ciągle wiercę w tej bryle, ufam, że co chcę dostanę
Ciągle we mnie to żyje, czuje na sercu ten diament

 

Nigdy mało tego co potrzebne twojej duszy
Wiara, siła i nadzieja o tym sie na blokach uczysz

 

Słuchaj, wszyscy muszą żyć i odbierać wynagrodzenia 
Za lata pracy włożone w budowę w podziemia 

 

Droga, którą przeszedłem to coś więcej niż mile
Bo każda mila na tej ścieżce ma swój sekret i siłę

 

Wszystkie gęby uchahane, lecz nie zawsze kolorowo
Krótka przerwa w życiorysie, ale pozostajesz sobą

 

Życie barw nabiera, nie wiesz gdzie się budzisz 
Tak było już nie raz co teraz, co się działo 

 

Mały plan - spokój, razem stać z boku z bliskimi, 
Pytasz z kim? - od lat z tymi samymi. 

 

Co z tobą, bądź sobą, nigdy nie udawaj kogoś

 

Ciekawe co jeszcze w życiu mnie spotka
czy gorzka codzienność okaże się słodka

 

Temat oczywisty nikt nie jest czysty 
Obraz tego świata był i zawsze będzie mglisty 

 

Setki razy - człowiek nie znaczy nic bez swojej pasji
Rób to co kochasz, kiedyś ktoś za to zapłaci

 

Idę po szczęście do góry, coraz wyżej po życie
Idę po szczęście, choć nie wiem czy je znajdę na szczycie

 

Nie ukrywam nadziei normalnie po kolei 
Myślę realnie wśród swoich ludzi 

 

życie jest jedno, godne albo szmata
codziennie doświadczam porcje rozlożone w ratach

 

Tym sercu, które nie zmieniło dzięki temu się w kamień
Choć pewnie byłoby łatwiej rzucić to wszystko w niepamięć

 

To dla znajomych, którym przybijam piątki,
Obserwuję ich uważnie, kiedy rozpoczynam konflikt,
Patrzę, po której stoją stronie,
I czy kiedy się zdekoncentruję to wykorzystają moment

 

Życie daje mi bilet, nie wiem dokąd, naprawdę
Najpiękniejsze chwile to te których nie planowałem

 

Stoję w doborowym gronie, po właściwej stronie 

 

Jesteś zdany tu na siebie, więc staraj się do przodu
Granice otwarte, można trzepać hajs z zachodu

 

poukładać sprawy tak by kolor życiu nadać.

 

Budzisz się rano, słońce wstaje, kolejny dzień się zaczyna
Patrzysz w lustro, oczy podkrążone, ponura twa mina

 

Więc próbuje by wygrać, to wszystko co mogę
Bo ten kto nie próbuje nic nie osiągnie

 

Akcji nie zapomnę, drobne w kieszeni 
Twarze pogodne, bo może to się zmieni 



Olllson 14/07/2011 12:40:28 [komentarzy 0] Komentuj

I nie rozliczaj bliskich za błędy z przeszłości.

Naucz się wybaczać, kochaj ponad miarę.
Szanuj. Doceniaj. Życie jest wielkim darem!

 

naucz mnie więcej dystansu bym częściej sie uśmiechał

 

Jutro jest za późno, póki mogę żyje sobie

 

Za moment zgasną światła, zapadnie zmrok

 

Wiem, że chcą dla mnie dobrego, mówią mi 
Podczas gdy ja słucham siebie, tylko siebie

 

Życie to nie film, w filmie cię okłamali,
Więc zanim zrobisz coś to zastanów się dwa razy.

 

nie chce drętwych filmów błagam poezje tez zostaw 
pokaż mi Wrocław jakieś miejscówki na mostach

 

po suszy nadchodzi czas deszczu i burzy

 

Wielu zgrywa kumpla, ale to sztuczna poza,
a kalkulacja bierze góre nad szczerością, zobacz.
Powoli zaczynam przywykać i nie ufam byle komu.
W sumie nie ufam nikomu, bo tu łatwo stracić ziomów.
Już straciłem sporo, ale nigdy bez powodu.


Nie jestem bez wad, w sumie mam ich całkiem sporo.

 

Myśl co chcesz, nawet jeśli nic nie osiągnę.
Będę szedł tam gdzie świeci to słońce.

 

Postaraj się to poczuć
To czego nie zrozumiesz wyczytasz z moich oczu

 

nie rozmawiamy, nie rozmawiamy ze sobą wcale, każdy z nas kryje gdzieś w głębi smutki,smutki i żale.

 

Za nikim nie gonię, wbijam w wyniki,
Liczby pierdolę tak samo jak statystyki

 

W domu za gnoja zmówiłem wiele pacierzy 
Ale tylko dlatego, bo moja matka w to wierzy 

 

Cała tamta robota dawno poszła na darmo
Ale wiem że jeszcze można jakoś to ogarnąć
Czuję jak ściska mi gardło, jest mi szczerze żal
Bo szczerze wierze że można i że się da

 

Kłamstwo, nieszczerość spotkasz tu na każdym kroku.

 

Czasem nie ma dobrych opcji chodź by nie wiem co
a najlepsze wybory to zrobić mniejsze zło
świat nie jest dwu kolorowy jak przed powstaniem
teraz dają nam miliony kolorów przez obraz HD

 

Przykre to, bliżsi kumple kiedyś, dziś znajomi.
Te dwa zdania przy wódce, teraz to już nierozmowni.

 

Unikaj kłamstw, każde z nich w końcu wyjdzie,
Oliwa sprawiedliwa, pies się topi - łańcuch pływa,
Dochowuj tajemnic, omijaj łukiem przypał
I wyrzeknij się zdrady, ona finalnie zabija.

 

Nie chce stracić błysku w oku niech lśni chociaż jedno

 

Przyjaźń bracie, najważniejsze co nam dano.
Jeśli masz na kim polegać, z tarapatów wyjdziesz cało.

 

Full eksperymentuj się orientuj z zakrętu zamętu antidotum kody dostępu

 

możesz wyjść z bólu da się ludziom wybaczać
ale nie zapomną bólu nawet gdy się wyspowiadasz 

 

Szanuj matkę i ojca, bo grunt to rodzina,
dbaj o samego siebie miej szacunek do życia.

 

Trudno jest zapomnieć, tak jak trudno ufać sobie.

 

Kolejny dzien wyrywa ze mnie to co dobre.
To już nie te beztroskie lata chociaż nie moge ich zapomniec.
Życie pokazało druga twarz tą prawdziwa.
Mimo wszystko wierze w happy end choć to nie kino.

 

Powiedz czemu czasami nie umiem zaakceptować
Tego ze Bóg ma swój plan

 

Nie da sie sprzedać wnętrza choćby za milion, tyle.

 

Poszukuj nowych dróg, szczęście za rogiem czyha,
Dbaj o relacje z Bogiem, jakkolwiek Go nazywasz.

 

OK, spytaj siebie
Co jest warte uwagi, a co nie warte śliny by splunąć
Co jest płodną myślą, co zużytą gumą
Czym jest klasówka sprzed lat, o którą drżała matka
Dziś nie pamiętam jak na nazwisko miał wychowawca

 

Choć czasem mam wrażenie, że idę drogą do nikąd

 

Doceniaj poświęcenie innych, szanuj czas
I z kimkolwiek rozmawiasz zawsze patrz prosto w twarz.

 

Chcę rozwijać się codziennie, i mieć stres gdzieś w szatni
Ciągle trzymać twoją rękę, i jej strzec przed każdym

 

Twardo w postanowieniach trwaj, się nie zmieniaj,
Dbaj o rozwój duchowy, nie tylko o finansowy.

 

Wiesz bywa różnie, nie przywidzisz faktów.
Instynkt jest brutalny, pcha nas do ataku.
Dziś stoisz smutny sam, pośród betonu,
a gardło dławi odór i tym spalonych mostów.

 

To wszystko dla mnie, żaden obowiązek, mogę stworzyć magię,
Tylko Coś powiedz, zburzę tę barygade, albo przejdę po niej,
Bo nie zostawie tego nigdy, jeśli będę czuł płomień.
Otwieram się, jak kwiaty dla was równo z wiosną.

 

Nie narzekaj na los nawet wtedy, gdy upadasz
I doceniaj każdy krok, nawet ten na kolanach.

 

Nie mówię szeptem, unikam ślepych uliczek.

 

Bywa przewrotnie, ironia karmi nas z dnia na dzień,
ale dotre, choćby nie wiem co, widzę cel.

 

Rozumiemy się bez słów i to nie raz
Za nami przecież już niejedna afera
Jeśli przyjaźń ma być, niech będzie szczera

 

Czym jest dziś dla mnie pora przed południem
Wtedy długą przerwą, pod jej koniec zaczynałem już smutnieć

 

Dbaj o swoje imię, nie poniżaj innych,
Szanuj biednych i słabszym nie wyrządzaj krzywdy.
Nie pożądaj żony bliźniego swego nigdy
I nie zarządzaj ciałem, by należało do wszystkich.

 

Jest jedna rzecz, która lamusów smuci
to, że rap trzeba mieć, nie można się go naucz

 

Dzisiaj dawnych przyjaciół wita cyniczny uśmiech.

 

To że mam marzenie inne niż reszta to minus 
Ludzi bez marzeń tam gdzie mieszkam jest tylu 

 

Eej, co prawda to prawda, to było dawno
Dziś jesteśmy skłóceni jak dawna Solidarność

 

ludzką potrzebę rozmów z których wynika coś

 

Oferuj pomoc tylko wtedy, kiedy możesz to spełnić,
Bo mało rzeczy gorszych jest od czczych obietnic.

 

Dopóki nic nie mówię nie wiesz nic o mnie 
a ja dopóki czuje wiem, że żyje jak człowiek
i wcale nie muszę ukrywać winy za sumieniem
bo krystalicznie czystą duszę miał tylko jeden

 

Szanuj cudzą pracę, w swoją wkładaj serce,
A tego co ma wartość nie oddaj za bezcen.

 

Wiem, że dam sobie radę, wiem że przeżyję 
Bo oczy mam otwarte i szanuje życie, które mam

 

Masz wybór, zaopiekuj się sobą dzieciak
Posmakuj życia albo stój tutaj dalej w śmieciach

 

Bo nawet, gdy mówie cały dzień rozrywa mnie o zdań,
Których nie powiedziałem,a chciałem powiedzieć tak.

 

Nie mówię by mówić, pytam jeśli nie rozumiem,
Co jest dumnie w tłumie, nie umiesz odejdź na bok,
I nigdy nie odbieraj życzliwości jako słabość.

 

Może mój świat marzeń, być jak głupia historia.
Po to mam wyobraźnie, by bujać w obłokach.

 

Tak wiele mam Ci dziś do powiedzenia
Tak bardzo szczerze, wierzę, że jest sens
Zanim powiemy sobie: DO WIDZENIA

 

Nikt z nas nie jest święty
bo każdy z nas wie jak trudno żyć.
Każdy z nas chce naprawić swe błędy
bo nikt z nas nie jest w pełni zły.

 

Kiedyś było inaczej, wszyscy byli tak razem

 

Łatwo oceniać jest pozorne obrazy,
Jak wyciągnąć wnioski znając tylko pół prawdy

 

Uczono mnie od dziecka jak skreślać błędy
Ale byłem mądrzejszy, uczyłem się na własnych

 

Normalnie ja tu łapię z innej ściany strony 
A konflikt wydaje się być nieunikniony 
Przykro tylko gdy dostajesz to od bliskich 

 

Musisz iść, bo wbrew przeciwnościom tego świata
I i idź, nawet jak nie masz już do kogo wracać.
I i idź, naprawdę do stracenia nie masz nic, zobacz
co w życiu weryfikuje i zmienia w sny.

 

Znaleźć drogę, jak każdy i błyszczeć jak złoto.
Choć sam połysk nic nie warty, jestem wyżej, głęboko.

 

Naucz mnie czegoś dziś coraz trudniej sie uczę
naucz starego kundla nowych sztuczek
każdego dnia ucz, dni do końca jest mało

 

Wystrzegaj się grzechów, tak jak nienawiści
I stosuj się do reguł, choć los bywa przykry.

 

Pozory często mylą, łatwo zmylić drogę,
A najlepszy przyjaciel staje się największym wrogiem.

 

Brak perspektyw, brak miłości, niczego tu nima,
Chciałbyś już na zawszę zamknąć oczy, nie posmakować życia,
Nie jeden chciał by posmakować, ale jest to mu nie dane.

 

Tak właśnie jest. Tylko dzień dobry, jak leci, w porządku, do jutra. 
Takie bla bla bla, ukrywamy prawdę nie gadamy o niej wcale

 

Nie biegnij na metę szybko jak za sukcesem,
Bo możesz minąć szczęście, które czeka na Ciebie.
Znajdź czas na oddech nie wszędzie musisz biec,
Nie zawsze musisz być pierwszy, nie bądź jak pies.

 

Słowa wyrwane z kontekstów.

 

Mówią, nie widząc, że ja też mam swoje uczucia 
Chce żyć po swojemu, podczas gdy wy chcecie zmuszać 
Szepcą mi do ucha, gadają nachalnie 
Walę to, nie ustąpię, przecież znasz mnie 

 

To przecież przeszłość, a nadal we mnie drzemie 
Lecz to jest tylko wspomnienie 

 

Tu gdzie wolny jest wybór i trudno o decyzje,
Trudno zachować dystans i precyzję.
Trudno wybrać szlak, bo definicję
Określają różnie, każdego z nas to przykre.

 

Myśl co chcesz, dobrze wiesz co dla mnie znaczysz.
Mogę grać w tą grę nawet, jak poznasz me karty.

 

Choć jestem jak karzeł, mogę jak olbrzym kochać.
Spróbować się odnaleźć, w Twoich emocjach. 

 

Też nie jestem idealny, zawiniłem kilka razy.
Poniosłem konsekwencje kilku pijackich melanży.
Mam nauczkę na przyszłość, dzisiaj wiem co to znaczy.
Popełniłem błędy, kiedy mogłem zrobić inaczej.

 

Wiele ślepych opinii, nędznych ślepców z oczami,
którzy dla pieniędzy gotowi być skurwysynami

 

Naucz mnie czegoś na co, nie wpadł bym nigdy sam

 

Wolę widzieć swoją drogę niż usypywać ścieżkę

 

Każdy robi błędy, sam wiem czasem błądzę,
Po nocy wstaje dzień, za zakrętem są proste.
Schowaj parasol, pada deszcz, świeci słońce,
Doceniaj każdy błąd, zrozumieć go jest mistrzostwem !

 

Patrzą mi na ręce, mówią mi znawcy świata 
Jak mam żyć, bym pod reguły się podstawiał 

 

Zaufanie to luksów, wiec żadko nim obdażam.
Musze z tym bardzo uważać, bo nie umiem wybaczać.

 

Nie chcę uciekać w litość, ciągle zmiany szukać,
Po co zmieniać wszystko, jak nasz świat jest tutaj.

 

Via Internet, świat jest płaski i sztywny

 

Za wszystkie chwile spędzone dziś razem
Za Twoje, za moje, za zdrowie, za nasze
Za wszystkich tych, którzy wierzą w nas
I nie chwieją się jak chorągiew, gdy wieje wiatr

 

Czasami nie mamy czasu by wysłuchać kogoś od początku do końca. 
Jedno słowo może tak wiele pomóc, może działać cuda, 
Przywrócić sens, wprowadzić na słuszną drogę, to się może udać. 

 

Żyłem tutaj wcześniej będę dalej żył tu 
Gdzie jedni żyją z przekrętu, a inni z talentu 
Dużo się zmieniło jeszcze więcej sępów 
Pouczać kogoś jak ma żyć nie ma sensu 

 

Biorę co moje reszta nie liczy się wcale
pewna jest tylko śmierć, podatki, kolejny balet

 

Wiem, ze mam szanse pierwszy dobiec na metę.
Kiedyś pierwsze starcie, dziś może być tylko lepiej.
Chce spełnić się dalej, znaleźć to miejsce,
A największe z moich marzeń, to Twoje serce.

 

Siema, tak teraz nastaw tok myślenia
Halo ziemia, mam Ci coś do powiedzenia

 

Pamiętaj bracie, nie dam nigdy szacunku,
jak idziesz z wiatrem niezależnie od kierunku.



Olllson 20/06/2011 15:58:05 [komentarzy 0] Komentuj

Rozejrzyj się po ludziach, co chciałbyś w nich zobaczyć?

Zmierzam za horyzont do złączenia ziemi z niebem, upadam, wstaję, niezmiennie idę przed siebie

 

I nie rozliczaj bliskich za błędy z przeszłości.
Naucz się wybaczać, kochaj ponad miarę.
Szanuj. Doceniaj. Życie jest wielkim darem!

 

Pamiętaj, że w życiu jest też kilka rzeczy bez których człowiek by pewnie nie przeżył
Pamiętaj, kiedyś to Ty będziesz wybierał kto ma w naszym kraju rządzić nie ma co błądzić
Pamiętaj, o swoich korzeniach i historii bo to ty jesteś nadzieją na tej łodzi



W zaokrągleniu ona dała mi wszystko, chociaż stary i stara dali mi nazwisko



Jakby nie patrzeć, razem jesteście od liceum,
nie wiem czy wtedy w planie to miałeś przyjacielu



Straciliśmy nadzieję idąc pod prąd tak silny, za rękę z bezczelnością, wiesz, sami przeciw wszystkim



Nowi, choć ciągle świecą na firmamencie nieba, jak my zmienią się w piasek, który zmyje ulewa



Nie boję się porażek, strach to stan równowagi



Dziś tobie nie powiedzą całej prawdy, a na chuj,
mam ślepo iść przed siebie, wychwalać łaski status
Mają nas za prostaków – ciebie, mnie, naszych bliskich,
brat nie każdy wierzy we własny nagi instynkt



Ułożyłem plan A, plan B nie istnieje, cokolwiek ma się wydarzyć, że nie wypali, nie wierzę



Choć granica ponownie dotknięta to nie przekroczona

 

I z kimkolwiek rozmawiasz zawsze patrz prosto w twarz.

 

Jest wiele dróg, Ty idź swoja drogą.
Nie daj satysfakcji wrogom, kiedy idziesz po cel.
Najważniejsze być fair, przy okazji być sobą
i nie tracić nadziei gdy wszystko bierze w łeb

 

Świat dookoła rzuca ludzi na kolana
Świat nie pieści, nie głaszcze jak mama

 

.Szanuj cudzą pracę, w swoją wkładaj serce,
A tego co ma wartość nie oddaj za bezcen.



Wrażliwość rwie mnie jak blizna przed zdjęciem szwów



Zabawne, znam ojców co odeszli, dwóch, obu rozczulają zwierzęta, mniej dzieci

 

Gram o zwycięstwo jak każdy prawdziwy facet, celebrując każdy wdech, inwestując czas w pracę



Zniknęli już idole, bohaterowie zeszłych wojen, odeszli z pamięci ludzi, ich sławę zabrało morze



Nie mówię bracie, że nigdy się nie bałem, kiedy umrę, nawet nie zatrzymuj się nad moim ciałem



Mam już dosyć tych rad, mam już dosyć tych ścian

 

Powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali,

 

Nie biegnij na metę szybko jak za sukcesem,
Bo możesz minąć szczęście, które czeka na Ciebie.



Ludzie nie wiedzą kim są, ich życie to praca, dom
Tak tydzień w tydzień, co rok, non-stop

 

Ej, Dzieciak nie peniaj
Idź i spełniaj marzenia



W książkach nikt nie wspomni, ludzie już nie chcą czytać



Wciąż takie same płatki tu jesz po przebudzeniu,
widzisz te same japy w drodze do szkoły



Podobno strach ma wielkie oczy, nie wiem wiele o strachu, gdy przechodzi obok mnie, patrzy w ziemię jak lamus

 

Wiem co to miłość i widziałem jak upada

 

Myśl poważnie, kłopotom śmiej się w twarz
To ważne trzeba mieć do życia dystans
Zwłaszcza gdy przyciąga nas jak magnes do dna
Warto przełknąć porażkę i wstać



Ja chcę żyć żeby marzyć, ale wstyd mi za świat ten,
bo więcej od nas znaczy już ten pit z tym podatkiem

 

Unikaj kłamstw, każde z nich w końcu wyjdzie,
Oliwa sprawiedliwa, pies się topi - łańcuch pływa,
Dochowuj tajemnic, omijaj łukiem przypał
I wyrzeknij się zdrady, ona finalnie zabija.



Żyjemy w epoce, gdzie bliski nam koniec, a prawda jest taka – co ma wisieć, nie utonie!

 

Szanuj matkę i ojca, bo grunt to rodzina,
dbaj o samego siebie miej szacunek do życia.

 

Wątpię w cel podróży, pogubiłem mapy



Mógłbym przebywać miesiącami u boku kogoś co ma oczy jak słoik wypełniony wodą



Nie mam zamiaru umierać, nie przestaję oddychać, nie boję się śmierci, bo nie boję się życia



Ludzie przytulają się mocniej w kinach w lutym, filmy, na które bilet zdeptałbym butem

 

Zmierzam za horyzont do złączenia ziemi z niebem, upadam, wstaję, niezmiennie idę przed siebie



Nie ma już bohaterów, teraz królem jest błazen
Teraz jest cool, luźno, super, bomba, zniszczono powagę



Powiedz co to strach i czy boisz się umierać

 

Nie bądź gamoń i znajdź swoją pasję, 
ale podejdź do niej z wiarą że będzie już na zawsze



Wychodzę z domu, mam się bawić czy żalić?



Ja się nie dam bo walczę, póki krew w moich żyłach,
z naszych serc nasza siła, każdy dzień, każda chwila

 

Wątpię w siebie jak Ty, każdy wątpi
Spuszczam głowę w dół w samotności
Liczę grzechy na palcach, brak rąk
Potrzebuję pomocy, Ty daj mi swoją dłoń

 

Dbaj o swoje imię, nie poniżaj innych,
Szanuj biednych i słabszym nie wyrządzaj krzywdy.



Żyje się raz, wiem lepiej niż kto inny, że gdy przychodzi śmierć człowiek jest bezsilny



Szukałem w sobie podobnych, dlatego boli to tak mocno, żeby nie zwariować, trzeba uciec w samotność

 

Poszukuj nowych dróg, szczęście za rogiem czyha,
Dbaj o relacje z Bogiem, jakkolwiek Go nazywasz.

 

Plan to upajać się każdą obecną chwilą, wypala częściej niż ja papierosów kilo

 

Doceniaj każdy błąd, zrozumieć go jest mistrzostwem !

 

Trzeba chcieć by siłę mieć jak lew 
więc śmiało zaciskaj pięść cokolwiek by się nie działo 
odrzuć lęk – na tym polega dojrzałość
stres to słabość - z małych rzeczy czerp dużą radość
Dbaj o tożsamość niemniej niż o siano



Czasem mam takie akcje że patrze za okno,
a tam deszcz pada i ulice mokną

 

Postaw na mnie, chociaż miałem to rzucić i patrz ponad horyzont, gdy wyjeżdżam by wrócić.
Wszyscy kłamią, więc pozwól mi nic nie mówić
i właśnie ty pamiętaj, kto do was powrócił.



Ludzi dzieli jedno, to jak bardzo każdy z nas jest na ten świat wrażliwy



Świadomość, że nie jestem z nią sam już przyniosła ulgę,
od pasji, przez bunt, przeszła w otępienie

 

Twardo w postanowieniach trwaj, się nie zmieniaj,
Dbaj o rozwój duchowy, nie tylko o finansowy.

 

Nie mam zamiaru umierać, nie przestaję oddychać, nie boję się śmierci, bo nie boję się życia


Wysyłam list do Ciebie jak zrobił to Nas, nie jestem Nasem, chciałem tylko przyspieszyć czas

 

Czy to raj, czy też piekło?
Czy jednocześnie start jest ucieczką?

 

Śnią mi się sny, w których zostaję sam
Ci, których kocham nie chcą mnie znać
Ci, których znałem odeszli w niepamięć
Nie przynosi ulgi ulubiony kawałek

 

Ty sam wybierasz -możesz iść albo czekać
ale jak zostaniesz w miejscu nie masz praw do narzekań



Małolatów fascynuje południowa Ameryka
Rzadko spotykam bo większość na odwykach
Większość wolny czas spędza przed monitorem
Kiedyś boisk nie było dziś są puste to jest chore

 

Nie narzekaj na los nawet wtedy, gdy upadasz
I doceniaj każdy krok, nawet ten na kolanach.



Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie, czy na pewno po szczęście, czy sam bieg nie jest biegu sensem



Tu gdziekolwiek byś zawiesił wzrok, każdy chciałby zmienić ten śródmiejski tłok



Kiedyś usłyszałem jedną bardzo mądrą rzecz, że na świecie nie ma ludzi normalnych i nienormalnych, tylko są ci pozamykani w zakładach i ci, którzy nie zostali przebadani.

 

Bądź dumny, idź z prawdą przez życie,
Bądź rozumny - to pozwala być na szczycie.



Tylu nam ludzi podobnych wierzyło w świat idealny, dziś nie ma nic, sami jesteśmy na tej plaży

 

Wystrzegaj się grzechów, tak jak nienawiści
I stosuj się do reguł, choć los bywa przykry.

 

Żyje się raz, wiem lepiej niż kto inny,
że gdy przychodzi śmierć człowiek jest bezsilny



Z góry na dół, jak z jedenastego piętra,
gdy znasz to uczucie, pękniętego serca

 

Nie bój się, nie jest źle
nowy dzień wstanie rano i Ty też
tyle że tym razem nie dać za wygraną



Gram o zwycięstwo jak każdy prawdziwy facet, celebrując każdy wdech, inwestując czas w pracę



Zawsze jest powód, choć nie ma wyjaśnień,
tylko skrzydła co prowadzą prosto z nieba na parter

 

Oferuj pomoc tylko wtedy, kiedy możesz to spełnić,
Bo mało rzeczy gorszych jest od czczych obietnic.



W sumie w dupie mam, czy to ktoś usłyszy, bo każdy kogo znam gówno o mnie wie



Wyobraź sobie życie wolne od reklam, gdzie spisując umowę nikt nie pyta się gdzie mieszkasz

 

Stojąc jeden krok nad przepaścią mówimy,
że wyświetla się życie, ja właśnie widzę te filmy



I jeśli mam jak on spaść, to spadnę jak on, ale szczęśliwy, bo żyłem naprawdę 



Olllson 23/05/2011 22:11:09 [komentarzy 0] Komentuj

bierz co chcesz, dobrze wiesz co dla mnie znaczysz

Chodź ze mną, razem przywitamy dzień nad Wisłą

 

Zacznij dzień jak ja od Edyty Geppert i do końca dnia będziesz czuć się lepiej, i zawsze nuć to sobie jak coś się jebie!

 

Będę walczył jak lew, Ty nigdy nie oszukasz mnie

 

Pieniądz od zawsze był wrogiem przyjaźni

 

Wszystkie dni życia, pieniądze, błyskotki,
nie znaczą nic bez tej jednej osoby

 

Kochasz to to pokaż, to to okaż,
nie pozwól tego spieprzyć

 

Bezduszne osiedla, betonowe lasy i ludzie w ciągłej pogoni za odrobiną kasy

 

Wszystko co było dla mnie wszystkim wymazane,
wszystkie wyjścia z sytuacji pozamykane

 

To, że problem zapomnisz nie znaczy, że zniknie

 

Nie ma nic oprócz nich dla nich

 

Wizja jest prosta, dobra przyszłość bliskim i sobie,
w tym nie zatrać się człowiek

 

Jestem niepoprawnym optymistą ziom, ale tak naprawdę mam w chuj różnych problemów jak każdy, wiesz?

 

Dziś okolica jest szczególnie smutna,
w bezruchu stoją podwórka

 

Myślę o Tobie i jakoś nie mogę przestać

 

Czasem cierpię i zamykam się sam w sobie,
wtedy muzyka mnie leczy, rozpala we mnie ogień

 

Nie chciała od niego nic prócz bycia przy nim,
ten najarany kretyn nigdy tego nie rozkminił

 

I w brzuchu, i w głowie motylkiiii...
Rozpalasz we mnie ogień

 

I mam nadzieję, że nie boisz się deszczu, 
wyjdź z domu, spokój znajdź w powietrzu,
w deszczu, miasta oddech, na twarzy krople

 

A jak przyjaciół policzysz na palcach jednej ręki, to już dużo w tych czasach

 

Teraz wiem, pozostał nam już tylko niesmak po tych kłamstwach ukrytych w dyskretnych gestach

 

Sztuką jest umieć przegrywać

 

Ty decydujesz o czynach, nigdy czyny o tobie

 

Potem się już zastanawiał czy te choroby to prawda,
czy tylko kolejna wymówka, na którą dał się nabrać

 

Ja nie idę z prądem, choć ludzie za tym idą,
to szczerze pierdolę image a'la młodzieżowy idol

 

Ostrożny bądź, uważaj na każdy krok, nigdy nie wiesz gdzie na swojej drodze spotkasz zło

 

Jeden uśmiech ponad wszystko do życia zachęca

 

My mamy taki układ w tym mieście,
każdy z nas ma swoje miejsce

 

Choćbyś się starał w chuj,
czasem to wszystko na nic

 

Rzucają kłody pod nogi, trzeba dalej iść

 

Zamiast przyczyn widzą tylko cień na ścianie,
a nie to co jest na pierwszym planie

 

To jakby wyższy stan uczucia i myślenia,
i chociaż to cierpienie, to podobno uszlachetnia

 

I choć nie wsadzą mnie w trumnę, tylko wsypią w urnę,
niech wiedzą, że to co sypią miało życie cudne

 

Pamiętam ludzi, którzy nie wstydzą się bólu 

 

Słowo przepraszam, wielkie jak ten, który przebacza

 

W noce pełne inspiracji zmieniam swe bezsenne noce

 

Bóg ukrył piekło w samym środku jego serca,
ból, strach o lepsze jutro jeszcze to podkręcał

 

Otwórz swe serce i miłość dopadnij

 

Nie pozwólmy dać się ogłupić,
przyjaźń to coś czego nie da się kupić

 

Kolejny dzień życia, wstaje dawno po świcie,
puszczam Edytę Geppert "oh, życie kocham Cię nad życie.."

 

Umarło w Tobie życie, a tyle było sił, w Tobie wiary, nadziei

 

Nie potrafię czasem odwrócić się plecami od tych ludzi, którzy ranią mnie i mają mnie za nic

 

Panicznie boję się, że umrę,
garściami biorę życie co sekundę

 

Właściwie to gdy w serce wbijała mu sztylet,
on prosił, błagał, skarbie zostań jeszcze chwilę

 

Morda chamie, w WWA jest kulturalnie 

 

Żyję, nic lepszego nie mogło mnie spotkać,
to najpiękniejsze dobro jakie mogłem dostać

 

Ty daj mi rękę, chodźmy na spacer, warszawską wiosenną ciepłą nocą, która dla nas płacze

 

Nie! Nie chcemy bólu, cierpienia i łez,
my poradzimy sobie bez tego,
na pewno o tym wiesz

 

Nie, nie widzę nic prócz czubka nosa
i może dlatego wciąż Cię kocham

 

Sztuka polega na tym by przyjąć stratę z pokorą

 

Dzięki chłopaki za przeżyte takie chwile,
ja zawsze to docenię - przecież nie jestem debilem

 

Chciałbym być lepszy niż wczoraj i się ogarnąć

 

Kiedy rano wstaję, patrzę przez okno na warszawskie hawaje

 

Może to dziwne, ale lubię noce, lubię ten mrok, który narasta gdy zachodzi słońce

 

A więc nie pal, nie pij, jak uprawiasz seks to się zabezpieczaj

 

Jednorazowo powiesz mi, że nic nie czujesz,
mimo że byliśmy na dobre i złe

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że to co było między nami, było złożone bardziej niż origami

 

Nie umiem sobie radzić, nie jestem aż tak twarda,
z najprostszymi sprawami potrzebuje oparcia

 

Oddaj strach, daj zaufanie, chwyć za rękę

 

żyję własnym życiem, a nie cudzym życiem

 

Etykiety braku czasu przebiły przyjaźnie z boisk

 

marzyć to znaczy wierzyć w co się wydarzy

 

To tylko oni żyjący w monotonii,
to tylko oni i nic nie zostanie po nich,
każdy kolejny to anonim,
brak celu oczy im przesłonił

 

Życie to walka, sam sprawdź czy warto,
trzeba walczyć, nie ma nic za darmo

 

Po ulicy krąży pech, spuszczony z łańcucha

 

Spokojna ulica osiedlowa - zza rogu wyjeżdża korowód, widać już światła samochodów. To cała moja wiara, więc wsiadam bez wahania

 

To są korki na wjazdach na trasę,
to przebicie w słuchawkach pod Pałacem,
to jest ciężkie powietrze w metrze i milion rzeczy,
które są tu najlepsze

 

Czy dalej trwać w tym, czy dać za wygraną,
olać to wszystko i nie myśleć o nim rano

 

Między telenowelami a kolejnymi faktami,
mają przed oczami broń, silniejszą niż dynamit

 

Potrzebuje miłości i uczuć prawdziwych,
ale wole nic nie mieć niż mieć coś na niby

 

Łatwo odfrunąć jednak trudniej się wraca

 

Jednorazowo dzieciak traci to coś, czego nie zmieni czas, jak lekarz tnie mu twarz, skalpelem jeden raz. Ten dzieciak chciał, by on się dowiedział jak tym jednym cięciem, już na zawsze mu zmienił świat.

 

By mieć przyjaciela, trzeba być przyjacielem

 

Ty czujesz klimat i nie rozkminiasz i nie ma co się obwiniać, to niczyja wina

 

Gdybym tak mogła to bym najchętniej, oblała Cię drinkiem i dała Ci w gębę,
ugryzła Cię w ucho bo wzmagasz apetyt i spytała jak długo będziesz jeszcze ślepy

 

Więc nie mów, że mnie kochasz na zawsze i zaśnij,
jutro okłamiesz mnie po raz ostatni

 

Po co szukamy radości, kiedy mamy ją obok siebie?
Po co szukamy szczęścia, kiedy mamy je obok siebie? 
Czemu przelewamy tyle krwi, skoro mamy do wyboru
tyle innych opcji, pozytywnych emocji? 

 

Jedno życie, wiele opcji by żyć godnie

 

I choćby cały świat walił mi się na głowę,
to kocham to życie, tak powtarzam sobie



Olllson 24/04/2011 12:14:51 [komentarzy 0] Komentuj

Nie wiem czy słyszysz mnie w tym momencie, wiesz jak się czuję, gdy zerkam na wasze zdjęcie?

RZUĆ TE PAPIEROSY, każdy z nich życie kradnie

 

Aż dziwne jak wszystko może się spierdolić,
potem mniej rzeczy cieszy, więcej boli

 

Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają - tak mówią tylko ci, co je mają

 

Przyjaźń to jest to, co nas trzyma
nie wchodzi się tu łatwo, choć bywa

 

Chodzi o to, że mam po co żyć odkąd ty jesteś obok

 

Bo nie sztuką jest opierdolić mnie za bzdurę,
sztuką jest odezwać się gdy tego potrzebuję.

 

Ej, było tak, mieliśmy być razem, nie odmienię biegu tamtych zdarzeń

 

Wiem, nietrudno stracić orientację w czasach grubych ściem,
bo tu każdy bohaterem jest historii z trzecim dnem

 

Znowu następny dzień daje powód mi,
by zebrać myśli i zapytać o to ciebie się znów

 

Kiedy nie chcesz mnie widzieć, ja widzę ciebie,
byłem zawsze przy tobie, gdy byłaś w potrzebie,
nie mam siły powtarzać zawsze tobie w kółko,
nie chcesz dziś odebrać mojego telefonu, trudno

 

Dziś już nie rozmawiamy godzinami przez telefon i nie są całym życiem dla nas wszystkie przeżyte spotkania

 

I prawie skończona opowieść, zmieni się w tą,
której koniec jest zapisany w słowach

 

Czasami najpiękniejsza prawda to szaleństwo

 

Więc zanim wykonasz ruch dobrze zastanów się nad nim,
bo każdy łyk powietrza może być twoim ostatnim

 

Jest już za późno i wszystko to przeszłość, najpierw raj, potem piekło i wściekłość

 

Życie to bitwa, prawdziwa wojna, prawdziwa miłość, my, nasz syn

 

Ciężko będzie usunąć te blizny, ona żyje, ale świat jest już inny 

 

Jesteś tylko jedna, dzięki tobie się uśmiecham,
co by się nie działo jednak, świat może poczekać

 

Nie cofnę czasu, nie powstrzymam łez, które spadły

 

Dziś znów zaczął pić, by zapomnieć swoją przeszłość, coś co było i odeszło gdzieś daleko 

 

Zmarnowałem szanse kiedyś, dziś marzę żeby coś zmienić

 

Czasem coś mi mówi, żebym lepiej ugryzł się w język,
więc miażdżę go zębami, ale nie umiem przezwyciężyć

 

Nie pozwolę żeby ktoś kiedyś wszedł pomiędzy nas,
nie ma mowy żeby cokolwiek mogło rozdzielić nas

 

Co zrobić, gdy cię bliscy robią w chuj, dajesz im serce, a dostajesz gnój

 

Z perspektywy wszystko jest inne,
nie mam pojęcia kto ponosi winę

 

Idę po ulicy w nocy, nie patrząc gdzie jest koniec,
nie mam siły stać w miejscu i ogrzewać dłonie

 

Jesteś za daleko bym mógł powiedzieć tobie co mnie kłuje w sercu, i tak później się dowiesz

 

Ludzie jak zaczarowany las, przysłuchując się drzewom,
czuję jak pulsuje w nas coś głębokiego

 

Jeśli kochasz życie i Bóg nad tobą czuwa, to masz taką siłę, że przeżyjesz nawet po tych paru kulach

 

Chcę patrzeć z Tobą w jedną stronę,
zapomnieć o tych rzeczach co łączą przemoc z domem

 

Kto nie próbuje, ten nic nie zmieni

 

Nie szczekam, zostawiam to politykom,
idę do słońca niekoniecznie z motyką

 

Teraz jest mi zimno, czuję deszczu krople, chcę dla ciebie zawsze dobrze,
czuję się winny, staram się, wiem, bo kiedyś byłem zupełnie inny

 

Ogarniam to w całość lecz źle mi to idzie

 

Ogień co dzień trawi tych co się poddali

 

I wiedz, że z Tobą pod prąd mogę iść,
nawet stąd przez tą autostradę życia

 

Człowiek jest tylko sumą oddechów, wiec nie mów mi, że jest jakiś sposób

 

od początku chciałam znać myśli twe

 

Nie odejdę jak są kłopoty - to byłby dowód głupoty

 

Nie potrafisz mnie skrzywdzić,
to nie potrafisz mnie kochać

 

Ostatni moment, zamykasz drzwi,
gdy bliski człowiek z miłości drwi

 

Wiem, że będzie dobrze, możesz mnie teraz posłuchać,
posłuchaj swojej intuicji, możesz jej zaufać

 

Serce zawsze bije mi mocniej, gdy na ciebie patrzę

 

Wiesz czemu Bóg nie zna moich pragnień?
Zamiast o nie, co dzień modle się o Twoje zdrowie

 

Kolor jest jeden, lecz ma wiele odcieni

 

Dobrze jest mieć kogoś u boku, kiedy los nie sprzyja i spada masa kłopotów

 

Czasem myślę nadszedł czas dla mnie, by iść do psychiatry albo może po prostu wrócić i kupić ci kwiaty

 

Przy dźwiękach mijających lat za szybami, zacząłem zastanawiać się nad tym co stało się z nami i czemu nie zarzucasz mnie tymi planami więcej

 

Niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie

 

mam zajebistą ochotę ostro przytulić się

 

Jeśli patrzysz na realny świat, założę się, że nie widzisz tego co ja

 

Chodź pokażę Tobie świat w moich barwach,
tam gdzie wiatr unosi nas nad obłoki i te miasta

 

To wiara zawsze była we mnie, życie nie zawsze mnie kochało
Ja zawsze kochałem życie

 

Nie mówię czasem nic, milczenie złotem jest 

 

Ty może nie wiesz, lubię jak się śmiejesz 

 

Często jest tak, że wszystko się zmienia, zmieniło się nie do przewidzenia

 

Ja się nie wcinam w cudze życia, żyj szczęśliwie,
tylko nie wmawiaj mi, co tu jest prawdziwe

 

Twój dotyk pozwala mi sprostać temu,
czemu bez Ciebie bym nie mógł

 


Dobrze jest mieć na kogo liczyć kiedy potrzeba pomocy, a cała reszta milczy

 

Przebacz, nie jestem idealny, ale chociaż zabiorę Cię z sobą i nigdy nie zostawię

 

Pamiętasz, szklana pogoda, słona morska woda, wzburzona górska postać wtulona w me ramiona

 

Im dłużej mówisz nie, mnie dopada kryzys,
nawinę Ci tak, że mnie znienawidzisz

 

I nie wiem sam czy przy tym tempie chcę przeżyć tutaj jeszcze choć jeden dzień

 

Zdrajca ideałów co udaje kumpla, a wpierdala cię pomału

 

Beton zabija w nas co najcenniejsze, potrzeby żeby komuś oddać nasze serce

 

Ile dałbym by zapomnieć cię, bo chcę już o tobie nie pamiętać
Tak bardzo chcę zapomnieć, to powraca do mnie jednak

 

Nie damy się, trzymajmy się razem, uczciwość i wierność niech będą drogowskazem



Olllson 20/04/2011 15:26:59 [komentarzy 0] Komentuj

nie oszukasz losu choćbyś myślał, że masz sposób

Miłość za hajs to nie miłość, bo widzę jak w zalewie codziennych spraw tonie miłość

 

Boże, odbierasz nam to co dla nas jest wszystkim
Spoczywajcie w pokoju, nie zapomnimy o was nigdy

 

Mapę zostaw w domu, kompas to intuicja

 

Nawet najpotężniejszy ogień lata wchłonął, zgaśnie, ale dopóki płonie, chcę by płonął jak najjaśniej, zanim napiszą mi nekrolog, zmówią pacierz

 

Za mało czasu by wymienić wszystkie zarażone rzeczy,
niektórych kwestii już się nie wyleczy

 

Uciekają mi te fotografie chwil i biegnę po nie,
biegnę do nich, chcę zatrzymać ten czas

 

Za uśmiech nie ma forsy,
za dupę nie ma braw,
za dobry rap są propsy,
za zdradę kop na twarz

 

Życie to film, nie ma w nim bohaterów,
za dużo krwi, każdy przeciwko każdemu

 

Nadzieję dał mi Bóg,
matka miłość,
ojciec siłę

 

Mógłbym tak słuchać Cię całymi godzinami,
każde z nas wie, że jednak jest coś między nami

 

Pomyśl ile zmienić może jedno słowo,
jak bardzo ludzie je docenić mogą

 

Szukając szczęścia w zwykłych momentach
Nie masz czasu pomyśleć, nie widzisz chwil piękna
Nic, nie widzisz w tej o banały walce
Pędzisz, ale cały świat ucieka ci przez palce

 

Tak często patrzę w twarz smutku i strachu,
lecz równie często w złoty blask szczęścia u przyjaciół

 

Bezsilność mnie niszczy i tylko słyszę głos ten
Co podpowiada serce choć wiem mówi mądrze
Przeczekam to wszystko jutro inaczej na to wszystko spojrzę

 

Wtedy odwracałem głowę od problemów,
odchodziłem pewny siebie nie wiedząc czemu

 

Świat nie stoi, świat zapierdala, trzeba gonić

 

Dziś znowu sztucznie zmniejszam wielkość źrenic,
bo nie chcę patrzeć na świat, którego nie zdołam zmienić

 

Robotyzacja życia: szamać, kimać, tyrać

 

A my tylko próbujemy żyć po swojemu,
ty nie mów mi, że wszystko zależy od genów

 

Reagowałem spontanicznie na każdy sukces jakbym miał ADHD,
a kiedy patrzę tam wstecz ledwo uśmiecham się

 

Lat nam przybywa, coraz lepiej znamy życie

 

Marzenia - nasiona, które kwitną latami.
Realizm, to klątwa, która dąży by je zabić.
Im głębiej zasadzisz, tym szanse są większe,
Że nie dasz ich zabić i spełnią się wreszcie.

 

Życie dużo zabiera teraz jak nie masz,
a gdy w końcu masz, to niebawem cie zabiera ziemia

 

Tyle osób, dróg, tyle planów i pomysłów, tyle snów, tyle nocy bez snu testem dla zmysłów

 

Zbadaliśmy kosmos i zbudowaliśmy laser,
Mamy siedem cudów świata i planetarny zasięg,
Rozbiliśmy atom, mamy cyfrową jakość,
Znamy Kamasutre, czy choćby kalkulator,
A nie umiemy cieszyć się życiem jak zagubieni w czasie,
Chciwość w ludzkim jadłospisie jak zazdrość i kradzież,
Zabijamy się o Bliski Wschód i o ropę,
Wkrótcę zobaczę Chiński Mur w Europie.

 

Dlaczego los milionów wciąż zależy od jednostki?

 

Mógłbym przestać udawać, że jakoś sobie radzę bez niej
i zacząć wierzyć w to, że będziemy razem w niebie

 

Zaślepieni tym, żeby co dzień biec,
mamy sterty kamieni zamiast serc

 

Nie dawałem Ci nic oprócz wspólnej chwili,
mówiłaś mi, że mam ten błysk, choć przy Twoim mój był niczym

 

Odkąd ostatnio gadaliśmy spotkałem cię przelotem w sklepie i może lepiej, bo nie do końca wiem co mógłbym ci powiedzieć

 

Moja pamięć krzyczy, wtedy mogłeś więcej,
chwyta mnie za ramię i bierze wstecz gdzieś

 

Mówią o nich szeptem, żartem albo wcale,
co tam się wydarzyło – to nie mieści się w pale

 

Szacunek innych, o który tak zabiegasz, to kpiny, kiedy sam dla siebie go nie masz

 

Nadać życiu kształt i charakter, wybić się z tych śpiących bloków, nie spaść na sam ich parter

 

Szanuj matke swoją ona jest ostoją,
nie jak koń pod Troją, gdzie dzieci żyć się boją

 

Może to nie byłaś Ty albo ja byłem kimś innym,
ale Ty lubiłaś być ze mną w sumie bez przyczyn

 

Bo świat nie ogłasza, kiedy nam coś daje,
kiedy zdmuchujesz przeszłość i na nowo wstajesz

 

Moja pierwsza miłość i mój pierwszy spacer,
po niej pierwszy raz odczułem taką stratę

 

Wolisz coś mieć od życia, czy wolisz nie mieć?
Osłonięty bloku cieniem siedzieć, czekać na zbawienie

 

Mógłbym oszukać sam siebie i chociaż przez chwilę żyć jakbym miał wszystko, o czym zawsze marzyłem

 

Widziałem wiele, ten świat uczy, którą drogę wybrać,
nic się nie zmienia, znam swój cel, chcę ten wyścig wygrać

 

Między początkiem a końcem, pracą własnych rąk,
poprzez zasieki i kolce aż po ostateczny sąd

 

Kiedy ostatni raz zamknę oczy, chciałbym czuć,
że się cieszę, gdy pod powiekami zobaczę flesze, moje flesze

 

Więcej nie pamiętam, poza spojrzeniem matki,
gdy dowiadywała się jakie odpierdalam jazdy

 

Wole czekać na prawdziwość niż przejechać się do donikąd

 

Bo kiedyś ponoć miałem wszystko, gdzieś tu obok, dziś wiem, że to wszystko to nic żyjąc z Tobą

 

Zawsze znajdzie się ktoś kto uzupełni braki,
kto podniesie na duchu, za to dzięki chłopaki

 

może kiedyś było łatwiej.

 

Po czasie zdajesz sobie sprawę, że mogłeś podać dłoń,
nawet podać broń, zrobić więcej, zrobić coś lub ginąć z nią

 

Chcemy czegoś dokonać, zanim nasi krewni
rozstawią pamiątki po nas po zakamarkach mebli

 

Mam dosyć tego cienia i życia w skorupie,
czas spełnić swe marzenia i uzupełnić dumę

 

Za każdy dzień kiedy wiem, kiedy czuję, 
za każdy sen, kiedy myślę, że lunatykuję, 
za każdą chwilę twą, którą kieruję,
bo Ty dajesz mi do tego właśnie tą moc
teraz dziękuję

 

Ty przeczekaj do nocy, by w księżycowym świetle oszukać przeznaczenie i dogonić szczęście

 

To jest życie, które weryfikuje uczucie

 

Chcę iść tam, gdzie świeci słońce,
w tyle zostawić mrok,
idę zniszczyć nonsens,
idę wylać swój pot

 

Dziś wiem, że nieważne co by się stało,
po tym wszystkim zawsze mi będzie czegoś mało

 

Był czas kiedy byłem pewien czego chce,
a nie było w tym niczego co tu teraz jest

 

Moje życie jest zbyt szybkie,
parę osób mnie skreśliło,
ziom, minął czas, trochę się zmieniło

 

Tego się trzymaj w stu procentach,
Twój los w Twoich rękach

 

Teraz mogłem coś osiągnąć i poczuć to co dawniej,
wszystko było spoko, ale ja szukałem zmartwień

 

Spisać się na zgubę to nie wchodzi w rachubę,
ja wolę każdego dnia podejmować nową próbę

 

Nie jestem pewien, czy to list do ciebie, czy do mnie,
bo znam przebieg spraw, o których nie mogę zapomnieć

 

Stoję pośród świadków cudów i tragedii,
których ten rząd ma w dupie
tak, jak każdy poprzedni

 

Strach, niekoniecznie rodzi respekt,
a prawdziwy szacunek to coś więcej

 

Opuść na to ciężar zapomnienia, zasłoń i uświadom sobie do ciebie jej uczucie zgasło

 

Weź rusz dupsko, na każdym rogu czai się okazja jakich mnóstwo,
by z godnością patrzeć w lustro

 

Nie będę stać i patrzeć na losy życia jak na przypadek,
choć to nie takie proste, chcę ułożyć je jak scrabble

 

Nie zasługuje wcale na medal, sam się w tym gubię,
bo nie mogę już wykrzesać tego czym się cieszą ludzie

 

Uwierzyć w znaki i zyskać nadzieję,
a potem stracić wiarę w ich znaczenie

 

Nie cofniesz wahadła choćbyś zsiniał ze złości



Olllson 17/04/2011 16:15:21 [komentarzy 0] Komentuj

Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty.

Król spada z szachownicy zrywaj się o świcie
tym razem to zły sen, pamiętaj MASZ JEDNO ŻYCIE.

 

Nie pierdol mi o ludziach, najpierw naucz się ich życia.

 

Wiatr śpi, pod poduszkę pakuje mu niespodziankę

 

życie narzuca tempo, więc je dogoń, złap za ogon
Ty też możesz, jeśli inni mogą 

 

nie wierzę w kościół i powątpiewam w Ciebie często
jednak mimo wszystko kocham Cię za przeszłość

 

Patrz komu ufasz!!
Są sprawy których nie wie słuchacz
Musisz grać niczym gracz
Przy czym nie dać się oszukać

 

to nie blef znów kasuje Twój ostatni sms,
zamiast uczuć został śmiech wiec nie zrozum mnie źle.

 

Prawdą stają się słowa, które są wydrukowane

 

Realia zawijam w bletki by uciec przed tym problemem,
gdzie czas nakręca pieniądz, pieniądz nakręca ściemę.

 

Życie zmienić, pędzić gdzieś jak szaleniec
Po drodze mijając cienie pędzę tak że mijam siebie.

 

miała w sobie niewinną naiwność..
to nie była typowa głupia sztuka,
tylko wkurwiona bo ktoś jej się znów narzucał!

 

z osobą, z którą kiedyś mogłaś przepisać całą noc, dzisiaj rozmowa wygląda tak: no, aha, nie, pa..

 

szkoda, nie widzę znaków kiedy w niebo patrzę

 

To życie, które tak często bije bez litości.

 

powątpiewam w Ciebie często,
jednak mimo wszystko kocham Cię za przeszłość.

 

Dla przyjaciół nigdy nie bądź oszustem
Bo prędzej czy później staniesz się wyrzutkiem 

 

uśmiecham się do tamtych dni, do słów i uczuć..
teraz idę dalej po prostu się powłóczyć.

 

pokażesz mi cały świat? to tylko z tobą chce dzielić moje życie, będę dzięki tobie na szczycie.

 

Może nie wystarczę, ale będę tóż obok, prócz Ciebie nie ma mnie dla nikogo

 

Też lubię marzenia, nie chcę uciec w złudzenia.

 

łączy nas przeszłość - dziś i jutro
i miłość do liter, kiedy nie możemy usnąć...

 

Nie trzymaj sztamy z ludźmi którym jest wszystko jedno,
bo powinie Ci się noga i od życia przyjmiesz wpierdol.

 

Dlatego nic mi się nie chce, szczęście wchłaniam z powietrzem
Takiego świata ja nie chcę, wiec go sobie ulepszę.

 

Nie wierzą w magię uśmiechu od ludzi tektury
Chcą iść dalej, poznać prawdę i mieć otwarty umysł.

 

mądrości wypisane, gdzieś na drzwiach od kibli. 

 

każdy z nasz spieprzył kilka niezłych opcji

 

Nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć, że
Nie jestem wzorem do naśladowania
Jak każdy człowiek mam się z czego wyspowiadać 

 

Musisz mieć siłę, by w rękach utrzymać to co zdobyłeś
by pomóc ziomom w potrzebie, trzymać w ryzach rodzinę

 

Jeśli ten świat, to brak zasad
A ci, co je mają, giną marnie
Ja robię tak, byś w nowych czasach
Mógł nazywać mnie dinozaurem

 

wróci później to co było wcześniej.

 

coś trzyma nas tu, wśród skandali i sensacji,
zabijamy się bardziej chcąc uciec z tej pułapki

 

żeby dotknąć i poczuć że sens doprawdy jest liczy się gest po sam kres

 

Czuć się bezpieczny śniąc albo na przykład
Już nigdy więcej nie zasypiać.

 

ja nie skreślę z listy ziomków, których znam połowę życia

 

silni mężczyźni po cichu w domu płaczą
później niszczą wrogów i nigdy nie wybaczą 

 

Jedyne co mnie powstrzymuje od rozjebania rano budzika, to fakt, iż jest to mój telefon..

 

Życie bez cen.
i przyjaźnie bez ściem
to sobie wszystko ceń.

 

Przyjaźń pomijam, miłość to chłam, przeliczana na ilość ran, ran, które zadam i ran, które mam.

 

Polsko, to jest bagno zwane rzeczywistością
spróbuj mnie odciąć bym mógł cieszyć się wolnością'

 

 Muszę wziąć co moje i pójść choć może
W miejscu do którego zmierzam będzie jeszcze gorzej.

 

Po to ma stopy, żeby zostawiać ślady
Po to ma życie, żeby po nim kroczyć

 

niektóre marzenia to tylko kwestia czasu.

 

Pamiętasz? Razem na zawsze, razem do piekła

 

Jeśli chodzi o myślenie, w tym jestem ekspertem
Fanatyczne podejście, póki bije serce

 

bo nie wiem co kochałem bardziej:
świat czy ciebie?
lecz jestem pewien, że co nie byłoby prawdą
jedno i drugie zgniło już dawno.

 

Nam płynie pot po skroniach, bo już w młodości,
Wmawiają nam, że w naszych dłoniach jest los ludzkości. 

 

Ja w twoich ramionach chcę odnaleźć przypadkiem
Wiarę w jutro, bo straciłem ją szybciej niż matkę 

 

Niektórzy ludzie mnie nienawidzą
a podają rękę kiedy z naprzeciwka idą.

 

Odbić od tych, dla których nic nie znaczysz
nie zatęsknisz za nimi, spróbuj a zobaczysz..

 

może życie bez przeszkód było by zupełnie nudne
chciałbym ułożyć wszystko sam jednak nie umiem

 

Nie ufam fachowcom, choć też się nie znam, panie
Nie ufam im, bo mówią mi to zbyt skomplikowanie

 

Blizny na ciele przypominają jak bardzo mogą zawieść przyjaciele,
choć mówią: kochaj bo warto.

 

W końcu skumał i zaakceptował. Już nie musiał przed nią chować się za słowa.

 

Może czas myśleć czego w życiu ja chcę
Może czas słuchać siebie, nie ziomów na klatce
Może czas zrobić coś, nie czekać aż się zachce

 

czasami siadam i słowami pokrywam białe płótno,
maluję obraz jak Van Gogh i nie wiem, co będzie jutro.

 

Jest źle, ale nie fatalnie.

 

Możesz mnie pytać po co to wszystko.
Nie wiem dokładnie lecz intuicja każe iść dalej.

 

kocham to uczucie, które mi fundujesz.

 

Ucz się, pracuj ciężko dnia każdego
Trening czyni mistrzem, dużo w tym dobrego
Pierwszy krok to początek by osiągnąć szczyty
Działaj świadomie, przestań na farta liczyć

 

i gdy na poprawę życia dostajesz w chuj nowych problemów, na każdy temat

 

Gdy Cię spotkałem wiedziałem, bierz szczęście od razu, nie zwlekaj,
Im więcej o nim myślisz, a go nie masz, tym szybciej ucieka.



Olllson 12/04/2011 20:11:25 [komentarzy 0] Komentuj




Layout by Lomuelle ˆ Szablony.Blogowicz.info
Blog & dodatki na bloga